Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Już się nie bój Marksa

29 czerwca 2018

Ręka do góry, kto czytał kiedykolwiek Karola Marksa. Tak myślałem. I nie dziwię się, bo lektura takiego choćby "Kapitału" momentami przypomina żucie tapety ściennej. Tym bardziej cenne, gdy ktoś z ostrym piórem może nas w ten surowy świat niemieckiego filozofa wprowadzić.

Tym kimś jest Joan Robinson. Uczennica Keynesa i postać przynajmniej równie ciekawa jak jej nauczyciel. Nie tylko dlatego, że już w latach 30. wchodziła w skład najściślejszego kręgu robiącego w światowej ekonomii keynesowski przewrót. Również potem (już po śmierci Keynesa w 1946 r.) Robinson biła się z kontrrewolucją ekonomii neoklasycznej. Ostatecznie walkę przegrała. Trzeba jednak przyznać, że walczyła pięknie. Aż do śmierci (w 1983 r.) pozostała twardą i nieustępliwą krytyczką tzw. syntezy neoklasycznej. A więc pogodzenia keynesizmu z ekonomiczną ortodoksją. A w konsekwencji również z neoliberalizmem. Takie podejście zostało przez Joan Robinson określone wdzięcznym mianem "keynesizmu zbękarconego". Ona sama określała się często jako keynesistka lewicowa.

W tej książce brytyjska ekonomistka bierze się jednak do Marksa. Dlaczego to robi? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy już w opublikowanym na samym początku tej książki "Liście otwartym keynesistki do marksisty", napisanym w stylu, jakiego nie powstydziłby się najbardziej wytrawny felietonista. "Muszę Cię ostrzec, że będzie Ci bardzo trudno czytać ten list. Nie dlatego, by był trudny - nie zamierzam męczyć Cię algebrą czy krzywymi obojętności. Ale dlatego, że będzie dla Ciebie na tyle szokujący, że nie będziesz zdolny go przetrawić" - zaczyna Robinson. Po czym ostro marksizm krytykuje: za mętność, dogmatyzm i kaznodziejstwo. A jednak ma wobec Marksa i jego kontynuatorów wiele szacunku. Chwali ich za to, że potrafią spojrzeć na kapitalizm trzeźwo. Co odróżnia ich od ekonomistów wolnorynkowych (neoklasycznych), którzy zachowują się jak zakochany nastolatek, zdolny idealizować i ukrywać wszystkie wady swojego wybrańca. "Studiowałam w czasach, gdy liczba bezrobotnych w Wielkiej Brytanii nigdy nie spadła poniżej miliona. Podczas gdy mój promotor twierdził, że bezrobocie jest logicznie niemożliwe ze względu na prawo Saya" - ironizuje Robinson. I choć jej uwaga dotyczy lat 20. XX wieku, to równie dobrze można by ją przyłożyć do debaty ekonomicznej minionego 30-lecia. Tak na Zachodzie, jak i w Polsce.

Po tym wstępie mamy autorski wykład Robinson na temat marksizmu. Ekonomistka tłumaczy Marksa, ale nie robi tego w białych rękawiczkach. Gdy uznaje coś za mętne lub niejasne, sama teorię Niemca przepisuje, reinterpretuje i wygina. Przy okazji wiele spraw prostując. Przede wszystkim jednak Brytyjka inspiruje, bo dowodzi, że nawet z trudnymi lekturami można się mierzyć. I wtedy nie taki Marks straszny, jak go malują.

"Szkice" to przy okazji debiut nowego ekonomicznego wydawnictwa Heterodox. Jego ambicją jest (jak wskazuje sama nazwa) propagowanie nieortodoksyjnego myślenia o gospodarce. Heterodox plany wydawnicze (serie marksowska, postkeynesowska, schumpeterowska, instytucjonalna) ma rozległe. Życzymy powodzenia.

@RY1@i02/2016/097/i02.2016.097.000003600.802.jpg@RY2@

Joan Robinson, "Szkice o ekonomii Marksowskiej", Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox, Poznań 2016

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.