Przypadek? Nie sądzę...
W tym artykule nie padnie nawet słowo o Smoleńsku. Będzie za to o wiązkach energii strącających samoloty, o spisku producentów środków do prania i hodowli wirusów w rządowych laboratoriach. Czyli o tym, czym karmią się teorie spiskowe
Wieczór był bardzo ciepły" - wspominał Paul Angelides, wracając do wydarzeń z 17 lipca 1996 r. Pamiętał, że ok. godz. 20.30 wyszedł z domu, stanął na werandzie i spojrzał w kierunku plaży obmywanej falami Atlantyku. Wtedy jego wzrok przykuł tajemniczy obiekt nad horyzontem. "Przypominał trochę flarę alarmową, jaką wystrzeliwują marynarze znajdujący się w tarapatach. Początkowo wznosił się powoli, zostawiając po sobie paraboliczny ślad jasnego dymu, następnie przyspieszył" - opowiadał. Obserwując ruch obiektu, zdał sobie w pewnym momencie sprawę, że to nie może być flara. Była za duża, poruszała się zbyt szybko. Wytężył wzrok i zauważył, że obiekt nieznacznie zmienił trajektorię lotu. "Wtedy ujrzałem rozbłysk, a potem kolejny" - relacjonował. W miejscu rozbłysku uformowała się "wielka żółta kula ognia", która opadła do morza, ciągnąc za sobą czarny ślad dymu. Angelides zapamiętał, że po pewnym czasie dotarł do niego głuchy huk, który wstrząsnął jego domem, a po chwili nad wybrzeżem przetoczyły się jeszcze dwie kolejne ogłuszające fale dźwięku. Kilkanaście minut później telewizje nadały wiadomość o utracie kontaktu radiowego z samolotem pasażerskim linii Trans World Airlines, lot numer 800.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.