Dziennik Gazeta Prawana logo

Nauka na ołtarzu rewolucji

W sowieckim systemie badań naukowych było miejsce dla kilku geniuszy. Lecz dominowali ignoranci i szaleńcy

Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o radzieckiej nauce? INBADCZAM, czyli Instytut Badania Czarów i Magii z powieści Arkadija i Borysa Strugackich ("Poniedziałek zaczyna się w sobotę", "Bajka o Trójce"). Niby to fantastyka, ale zarazem - na tyle, na ile się dało w epoce wczesnego Breżniewa - złośliwa satyra na specyfikę uprawiania nauki w totalitaryzmie. W kraju, który - teoretycznie - wyniósł dyscypliny badawcze na piedestał, czyniąc je obiektem państwowego kultu. W praktyce zaś zadusił naukę ideologiczną sztywnością, monstrualną biurokracją, niewydolnością gospodarki, promowaniem ambitnych miernot i osobliwą słabością do podejrzanego ekscentryzmu, jeśli tylko stała za nim obietnica obfitych zbiorów gruszek, przeważnie tych rosnących na wierzbach. U Strugackich - którzy wiedzieli, o czym piszą, bo jeden z nich (Arkadij) pracował w moskiewskich wydawnictwach i Instytucie Informacji Naukowej, drugi zaś (Borys) był astronomem i informatykiem - bohaterowie z idealistycznym uporem toczą walkę nie tylko z materią badawczą, lecz przede wszystkim z absurdem codziennego doświadczania sowieckiej rzeczywistości.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.