Kulturalny wyścig zbrojeń
Każde polskie miasto chciałoby mieć nowoczesny dom kultury, teatr, filharmonię czy operę. Kłopot w tym, że nowoczesne nie zawsze znaczy potrzebne
Dziury w jezdniach, obdrapane kamienice, ubytki w oknach i ludzie smutni od patrzenia na ten obraz nędzy i rozpaczy. Tak często wygląda Polska od zaplecza, gdy już wyjedzie się poza rogatki Warszawy, Krakowa, Wrocławia czy Trójmiasta - miast wizytówek, które robią dobre wrażenie na turystach z zagranicy i przedsiębiorcach z wolnym kapitałem. W internecie co jakiś czas ogłaszany jest plebiscyt na najbrzydsze polskie miasto i od lat czołówka miejscowości budzących architektoniczną odrazę układa się podobnie - może się wydawać, że Wałbrzych, Bytom czy Włocławek miejsce na podium wciąż mają zapewnione. Opinie internautów kierujących się nierzadko resentymentem i etnocentryzmem nie wydają się jednak przesadzone, skoro wspiera je autorytet władz lokalnych. "Dwie Wieże strzegą Świdnicy przed Władcami Mordoru z południowych rubieży. Mordor zaczyna się około 2 kilometrów na południe od Świebodzic" - napisał kilka lat temu na Facebooku Waldemar Skórski, ówczesny zastępca prezydenta Świdnicy. Pod jego postem posypała się lawina komentarzy, bo chociaż autor użył zgrabnej metafory, nie pozostawił wątpliwości, że szydercza konstatacja dotyczyła sąsiedniego Wałbrzycha.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.