Sejsmograf literacki
Margaret Atwood przewidziała wielki powrót patriarchatu, a Philip K. Dick dyktaturę grożącą Ameryce. Coraz częściej próbujemy zrozumieć sytuację świata, sięgając po klasyczne powieści
Gdy w pierwszy weekend urzędowania Donalda Trumpa na całym świecie wyszły na ulice miliony kobiet sprzeciwiających się polityce nowego prezydenta, w Waszyngtonie ktoś sfotografował transparent z napisem: "Sprawmy, by powieść Margaret Atwood pozostała fikcją". Od razu pojawiły się pytania, czy zachodniemu światu grozi scenariusz przedstawiony w "Opowieści podręcznej", gdzie w rządzonej przez fundamentalistów teokracji wszelkie sprawy dotyczące kobiet - od ich życia seksualnego, przez płodność i opiekę ginekologiczną, po samą możliwość kontaktowania się z mężczyznami - podlegają ścisłej jurysdykcji. W Ameryce, w której przyszły prezydent już podczas kampanii wyborczej jawnie okazywał pogardę wobec kobiet, a w pierwszym dniu urzędowania wycofał państwowe dotacje na rzecz organizacji przeprowadzających aborcję, społeczeństwu powinna zapalić się ostrzegawcza czerwona lampka. Zapaliła się, choć - jak ironicznie skwitował to sam Trump - dopiero po wyborach.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.