Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najlepszą zemstą jest sukces

26 czerwca 2018

PREMIERA "Honorowy obywatel" to nie tylko satyra na aroganckiego pisarza. To przede wszystkim obraz prowincjonalnej rzeczywistości zdominowanej przez nepotyzm i korupcję

Daniel Mantovani jest jak wcielenie koszmarnych snów Adama Zagajewskiego: ma charyzmę, poczucie humoru i Nagrodę Nobla na koncie. W "Honorowym obywatelu" bywały w świecie pisarz wyrusza do rodzinnego miasteczka, by odebrać lokalne odznaczenie. Choć brzmi to całkiem niewinnie, historia brzemiennej w skutki wizyty nie ma w sobie ani trochę z pogodnie refleksyjnej atmosfery "Powrotu do Garden State". Brawurowy film Mariano Cohna i Gastóna Duprata znacznie bardziej przypomina za to czarne komedie Milosa Formana, a co najważniejsze, dorównuje im pod względem jakości. W tej sytuacji nie może dziwić, że "Honorowy obywatel" został okrzyknięty rewelacją ostatniego festiwalu w Wenecji, a przez wielu był upatrywany wręcz jako główny kandydat do Złotego Lwa.

W swoim filmie Cohn i Duprat nie zdecydowali się, by pójść na łatwiznę i wycelować swe ostrze satyry w aroganckiego Mantovaniego. W oczach reżyserów na wykpienie zdecydowanie bardziej zasługują ziomkowie pisarza. "Honorowy obywatel" przedstawia bezkompromisowy obraz prowincjonalnej rzeczywistości zdominowanej przez nepotyzm i korupcję, a na płaszczyźnie estetycznej określanej za sprawą kolejnych przaśnych festynów. Cohn i Duprat bez zbędnych złudzeń przekonują, że takie warunki życia produkują ludzi sfrustrowanych i naznaczonych zawiścią. Mantovani, jako swojak, który odniósł sukces także dzięki krytykowaniu rodzinnych stron, idealnie nadaje się na obiekt zbiorowej niechęci. W ten sposób staje się częścią wielkiego panteonu twórców oskarżanych o "kalanie własnego gniazda". Zamiast milcząco znosić takie traktowanie, Mantovani nie pozostaje jednak dłużny swoim oponentom i wikła się w konflikt, szybko zamieniający się w pasjonujące starcie dwóch systemów wartości.

Wyczuwalny w "Honorowym obywatelu" lęk przed tłumem, bylejakością i akceptowanym w przestrzeni publicznej chamstwem wydaje się skądś znajomy. Film Cohna i Duprata to idealna propozycja na czasy kryzysu autorytetów i rozkwitu - fałszywie utożsamianego z "troską o prostego człowieka" - populizmu. Krzepiąca, zrealizowana jakby na przekór powszechnemu pesymizmowi argentyńska komedia przekonuje, że w tej trudnej sytuacji inteligentna jednostka niekoniecznie stoi na straconej pozycji. Mantovani doskonale wie, że jest wart tyle, ile jego wyobraźnia, a prawdziwa sztuka często rodzi się z gniewu i poczucia dyskomfortu. Nade wszystko natomiast zdaje się mieć z tyłu głowy stary aforyzm Franka Sinatry głoszący, że "Najlepszą zemstą jest spektakularny sukces".

Choć "Honorowy obywatel" pozostaje dziełem uniwersalnym, poruszane w nim tematy powinny okazać się szczególnie bliskie polskiemu widzowi. Charakteryzująca wizję Cohna i Duprata skłonność do groteski pozwala dopatrzeć się w ich filmie duchowego pokrewieństwa z twórczością Witolda Gombrowicza. Polski pisarz chętnie korzystał przecież z wolności, którą zapewnia pozycja outsidera, a w swoich książkach bez wytchnienia piętnował wady rodaków. W tej sytuacji łatwo wyobrazić sobie, że autor "Ferdydurke" na widok Mantovaniego pękałby z dumy, a całego "Honorowego obywatela" skwitowałby szczerym, afirmatywnym uśmiechem.

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600030b.801.jpg@RY2@

fot. Against Gravity

Piotr Czerkawski

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600030b.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.