Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

W Holandii pacjent wpływa na leczenie

3 lipca 2018

Mieszkaniec Holandii budzi się rano i czuje, że jest chory. Co robi?

KLARA KLINGER:

DOROTA KUMELOWSKA*:

Dzwoni do swojego lekarza domowego i umawia się na wizytę jeszcze tego samego dnia. Jeżeli bardzo źle się czuje, zamawia wizytę do domu. Lekarz bada go, wypisuje odpowiednie leki i może zamówić je drogą elektroniczną w wybranej przez pacjenta aptece. Chory, wracając od lekarza, odbiera na swoje nazwisko i numer pacjenta gotowy już pakunek. Nie musi mieć przy sobie pieniędzy, bo wszystko pokrywa ubezpieczenie. Apteka ściąga należne kwoty od ubezpieczyciela. Różnica między Polską a Holandią jest taka, że w Polsce to lekarz jest rozliczany z recept, które wydaje, i musi się tłumaczyć z nich przed NFZ. W Holandii pilnuje się pacjenta - dzięki elektronicznej rejestracji dokładnie wiadomo, jakie lekarstwa dostał i czy ewentualnie ich nie nadużywa.

Tak. Ubezpieczenie wylicza się indywidualnie w zależności od wieku, chorób, jakie dana osoba przebyła, ale obejmuje prawie wszystko. Także opiekę dentystyczną czy pobyty w szpitalu. Można wykupić droższy pakiet, jeżeli chce się mieć dostęp do usług ponadstandardowych, takich jak opłaty za okulary czy porady psychologa.

Jest pełen dostęp do wszystkich terapii, są one refundowane przez ubezpieczenie. W Polsce bardzo często wiem, że istnieje dobra metoda leczenia, na przykład bólu, ale nie mogę przepisać leków czy terapii, bo po prostu pacjentów na to nie stać.

W Holandii jest dużo lepiej, ale pacjenci też muszą czekać, bo brakuje specjalistów. Jednak maksymalny czas oczekiwania to trzy miesiące. Żeby rozładować kolejki, szuka się różnych rozwiązań. Kiedy wiadomo, że na konkretny zabieg nie ma miejsca, znajduje się je w innym mieście, a nawet w innym kraju, w ramach Unii.

Jest bardzo dużo szpitali i prawie w każdym z nich specjalne oddziały, w których pacjenci przyjmowani są rano, poddawani zabiegom i jeszcze tego samego dnia wypisywani do domu. Tam lekarz jeszcze na sali operacyjnej wypisuje recepty, które pielęgniarki wykupują w aptece i dają pacjentowi do domu. W Polsce jest zupełnie na odwrót. NFZ nagradza długie trzymanie chorych w szpitalu. Dlatego nawet najdrobniejszy zabieg trwa kilka dni. Pracę lekarzy ułatwia także informatyzacja.

Całą historię pacjenta wprowadza się do systemu. Lekarz wpisuje numer pacjenta i dokładnie widzi, jak był leczony. Ma opis konsultacji, leków, jakie zażywał pacjent, i każdej hospitalizacji.

To prawda. W Holandii informuje się chorego, jak będzie przebiegało leczenie, jakie leki otrzyma. Lekarz pyta go, czy się na to zgadza, czy nie. A w Polsce traktuje się często pacjenta jak petenta, a nie partnera, który ma prawo wiedzieć, co się z nim dzieje i dlaczego.

10 lat pracowała w Holandii jako anestezjolog, od dwóch lat w Polsce jest kierownikiem Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii szpitala Medicover

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.