Dziennik Gazeta Prawana logo

Gdzie jest poezja w czasach kryzysu

3 lipca 2018

Do 1940 roku mieszkała pani w Lublinie. W jednym z wywiadów wspominała pani: "Lublin miał tę kresową cechę, którą jest różnorodność etniczna i religijna. Obok uniwersytetu katolickiego był uniwersytet żydowski, obok kościołów - bożnice i cerkwie. Czuło się, że to miasto stoi na granicy światów, które budziły ciekawość i wyobraźnię". Teraz w Polsce trwa walka o krzyże w szkołach. Tolerancja to dziś towar deficytowy?

Kiedyś w Polsce nie było wcale idealnie. Były sprawy trudne - ukraińska, żydowska. Ale dobrosąsiedzkie stosunki mieliśmy we krwi i dzięki nim współżyliśmy ze sobą. Teraz Polska jest jednorodna. Mniejszości prawie nie ma, a już z pewnością nie mają one większego wpływu na naszą kulturę. Nad czym ja zresztą ubolewam, bo różnorodność dawała bogactwo. Tak jak w Polsce jagiellońskiej, która była wspaniałym okresem, do którego się ciągle odwołujemy.

Absolutnie. Pod tym względem człowiek się nie zmienia. Ludzie, którzy kochają, zachwycają się pięknem, światem. Ten zachwyt jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie mamy w człowieku. Niektórzy ludzie może nieco go zatracili lub są zbyt zmęczeni, by go odczuwać. Ale jestem przekonana, że samo uczucie żyje.

Powodów nie brakuje. Z całą pewnością zachwyt wywołuje sztuka. Wiedzą o tym ci, którzy chodzą do teatru, opery, na wystawy. Tych ludzi, głównie młodych, na szczęście jest wielu. Nie zamierzam więc przyłączać się do fałszywie brzmiącego chóru malkontentów narzekających na młodzież. Nie powiem o niej złego słowa.

To prawda.

Ależ ja nie oczekiwałam pochwał. To wbrew mojej naturze. Potrafię stawić czoła krytyce, nie sprawia mi ona bólu. Ale po co do tego wracać?

Niespecjalnie. To była opinia znanego poety wypowiedziana do młodej debiutantki. Dziś, po latach, myślę, że było w niej nieco złośliwości. Bo tematem początkujących artystów najczęściej bywa miłość. Ona skłania ludzi do pisania wierszy. Skoro jednak Miłosz postanowił taką maksymę wygłosić, to trzeba też uczciwie przyznać, że sam się jej trzymał. Bo miłosnych wierszy u Miłosza nie ma. Owszem, są przepełnione uczuciem wspomnienia wydarzeń miłosnych, ale to nigdy nie są wyznania. Ten człowiek potrafił zachować dyskrecję.

Mam nadzieję, że autor tej recenzji chciał mi sprawić przyjemność. I w jakimś sensie mu się udało. Ale nawet przez chwilę nie przypuszczam, by Miłosz pisał tak jak ja. Może z jednym wyjątkiem. Wiersze, zwłaszcza z mojego ostatniego tomu, są silnie związane z ogólnospołecznymi przeżyciami. Wychodzą poza obręb mojej osoby.

Ja to bardzo doceniam. Tak, miałam szczęście, że gdy wchodziłam w dorosłość, żyło jeszcze pokolenie międzywojennych pisarzy, naukowców, artystów. Poznałam ich nie tylko po tym, co piszą, ale i osobiście. Nawet się zaprzyjaźniłam, byłam z nimi po imieniu. Wiele się od nich nauczyłam.

Stosunku do życia, do literatury. Stosunku do ludzi. Bo to wszystko były indywidualności. Z ogromną ciekawością śledziłam zawsze ich poruszenia. Na przykład Słonimski był jednym z wzorów dyskrecji, a jednocześnie cywilnej odwagi. Gałczyński żył wyobraźnią, co się objawiało w życiu, nadając mu szczególną barwę. A przy tym był niezwykle dowcipny, cytował Szekspira bez zająknienia. Z lekkością i naturalnością, jakby czytał właśnie poranne wiadomości. Przyjaźń ze Stryjkowskim była dla mnie nadzwyczaj cenna. To był człowiek niezwykły, kultywował swoje pochodzenie, a także nawyki, z którymi się nie krył. Andrzejewski z kolei to typ neurastenika. Przyjaźniliśmy się z nim, ja i mój mąż, Artur Międzyrzecki. Podobnie jak on często przyjeżdżaliśmy do Obór, by spokojnie popracować. Spędzaliśmy tam wspólne wieczory. Bywaliśmy też w Stawisku u Iwaszkiewicza. Cokolwiek zarzucać temu człowiekowi, był jednak wielkim pisarzem.

Dziś mam przyjaciół średniego pokolenia, poetów zwłaszcza, a młodzi ludzie przysyłają mi swoje tomy. Ale wzorce? Już ich nie ma. Wymarły.

Napisałam ten wiersz, żeby było jasne, z kim się przyjaźniłam, kogo ceniłam. Ci ludzie nie byli doskonałością samą w sobie, mieli zapewne wady, a mimo to ich kochałam. Bo zrobili w życiu coś bohaterskiego.

Ależ na tym polega miłość. Nie ma człowieka bez wad.

Nie, bo to chore. Ale rzeczywiście są ludzie, którym nic nie sprawia większej przyjemności, jak powiedzieć o innych coś złego.

Dla mnie pozostaje nim Tadeusz Mazowiecki. Ma taką ogromną czystość wewnętrzną i prostotę obejścia. Taki był również Bronisław Geremek. I Barbara Skarga. Była osobą mi bliską. Takie ubytki kaleczą nas bardzo. Tam, gdzie kiedyś byli żywi ludzie, tworzy się wyrwa i rzadko można ją zapełnić.

Po części. Charakter Polaków się zmienia. Ale nikt nie pracuje nad naszymi zachowaniami, byśmy stali się względem siebie łagodniejsi. Ani szkoła, ani Kościół.

Ja tak nie myślę. Uważam, że mimo wszystko trzeba ufać ludziom i wierzyć, że w ich życiorysach nie ma drugiego dna. Od czasu do czasu możemy się zawieść. To nieuniknione. Ale w żadnym wypadku nie powinno nam to odbierać ufności do ludzi. To bardzo ważne.

Nie.

Zdaję sobie sprawę, że moje miejsce jest uprzywilejowane. Piszę, moje nazwisko jest znane. Mimo wszystko uważam, że my, kobiety, nie mamy aż tak źle. Choć niesprawiedliwości jest dużo. Chociażby w rozdziale udziałów w życiu politycznym, w pensjach, w emeryturach. To zdumiewające dysproporcje.

Tak. To by bardzo pomogło kobietom, miałyby szanse się rozwinąć. Wielokrotnie, zwłaszcza w Szwecji, Norwegii, kobiety okazywały się wspaniałymi premierami, ministrami. We Francji zdarzało się, że trzy czwarte obsady rządu stanowiły kobiety. I były w tym dobre. Zresztą jest nawet powiedzenie: gdyby światem rządziły kobiety, nie byłoby wojen. Choć to wydaje mi się zbyt optymistyczne.

To bardzo proste. Nie ma co bawić się w proroctwa. Lepiej przewidywać to, co najbardziej logiczne.

Zawsze. Podróżuję. Wiem, gdzie będę za kilka miesięcy i na jakim spotkaniu poetyckim. Ale to tylko okładka mojego życia. Liczy się to, co w środku. Siedzę przy komputerze, czytam swoje lektury, pracuję.

Tak, ucieszyły mnie na przykład dobre wyniki polskiej gospodarki.

Codziennie czytam gazety, słucham serwisów. Taki mam zwyczaj. Usiłuję się czegoś dowiedzieć o gospodarce, bo wiem, że dziś właśnie tym żyją ludzie. Widzę, jak wielki ma ona wpływ na życie.

Sama twardo stąpam po ziemi. Wiem, ile co kosztuje. I to nie przeszkadza mi pisać wierszy. Wszystko ma swoje miejsce. Życie składa się z uzupełniających się elementów. Sama górnolotna poezja bez codzienności byłaby uboższa.

Ja widzę sprawę tak: piszę niezależnie od tego, co ty o tym sądzisz. Spodoba ci się? To dobrze. Nie spodoba? Trudno. Ja i tak nie zrezygnuję. Przyznaję, to trochę nonszalanckie.

Absolutnie. Muszę mieć poczucie siły własnej, inaczej niewiele zrobię. Nie każdy jest zachwycony moimi wierszami, ale ja muszę polegać na sobie, inaczej polegnę, rozwiązując zupełnie błahe problemy.

To rzeczywiście jakiś paradoks. Jestem osobą skromnie myślącą o sobie, ale jednocześnie pewną tego, co chcę robić.

Tak, gorąco ją polecam, bo po jej zastosowaniu lepiej się żyje. Człowiek nie oczekuje zbyt wiele. A jeśli go już nagrodzą, docenią, to jest niezwykle zadowolony.

Tak, one dotyczą pisania. Poza tym wyjazdu w naturę, nad morze, co zawsze było moją wielką radością. W ogóle stawiam na pewien luz, należy nam się coś od życia.

@RY1@i02/2009/254/i02.2009.254.000.0015.001.jpg@RY2@

Julia Hartwig w swoim gabinecie

Wojciech Grzędziński

poetka, eseistka, tłumaczka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.