Ekologiczni kolonizatorzy nie boją się rachunków za prąd
Żyją z dala od elektrowni, ale nie rezygnują ze zdobyczy cywilizacji. Goście z kraju i zagranicy zatrzymują się w pensjonacie Eco-Frontiers, by cieszyć się przyrodą i sprawdzić, jak działa w pełni samowystarczalny dom
Andrzej Czech nie czuje satysfakcji, gdy słyszy, że znowu drożeje prąd. Ale cieszy się, iż sam od lat nie dostaje już rachunków. I nie będzie dostawał, bo jego dom czerpie energię wyłącznie ze słońca i wiatru. Jeśli dodać do tego wodę z własnej studni podgrzewaną przez panele słoneczne, oczyszczalnię ścieków w przydomowym ogródku, gdzie brudy filtruje żwir, a odpadkami żywią się bakterie, uprawę ekologicznej pszenicy, a nawet piwo z domowego browaru - mamy dom idealny, w stu procentach ekologiczny, niezależny, absolutnie samowystarczalny. Jest unikatowy nie tylko w kraju, ale w naszym rejonie Europy. Stoi w głębokich Bieszczadach, piętnaście minut marszu od ukraińskiej granicy, i nazywa się Eco-Frontiers.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.