Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Budują, a zbudować nie mogą

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W ciągu niespełna dekady liczba mieszkań zwiększyła się o 10 proc. Ale nadal jest ich o 1,5 mln za mało w stosunku do naszych potrzeb. Bo gospodarstwa domowe tworzy coraz więcej singli

W końcu marca ubiegłego roku w naszym kraju było 13,7 mln mieszkań. To o 1,2 mln więcej niż w połowie 2002 roku - wynika z ubiegłorocznego spisu powszechnego ludności i mieszkań przeprowadzonego przez GUS. Można przyjąć, że w ciągu dziewięciu lat dzielących oba badania na rynku pojawiało się średnio 360 - 370 nowych mieszkań dziennie.

Niestety, medal ten ma także drugą, ciemniejszą stronę - choć lokali przybywa, to nadal mamy do czynienia z ich deficytem. Jak oceniają eksperci, nie zmniejszył się on od dekady i wynosi 1,5 mln - tyle mniej jest zamieszkałych lokali w stosunku do liczby gospodarstw domowych. Jak to możliwe? Wytłumaczenie zjawiska również znajdujemy w GUS - w swojej prognozie demograficznej wyliczył on, że w ciągu minionych dziewięciu lat przybyło nam 1,2 mln gospodarstw. Wniosek? - Liczba mieszkań oddawanych do użytku ledwie nadąża za wzrostem liczby gospodarstw domowych - ocenia Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań i analiz rynku w firmie doradczej Reas monitorującej rynek mieszkaniowy. Innymi słowy: dziurę na rynku mieszkaniowym powstałą przed dziesięcioleciami udało się zasypać. Ale powstała nowa i w stosunku do tej z 1988 roku nawet się pogłębiła - wtedy brakowało "tylko" 1,3 mln lokali.

Utrzymywanie się wysokiego deficytu ma różne przyczyny. - W ostatnich latach w wiek dojrzały weszły pokolenia z wyżu demograficznego z początku lat osiemdziesiątych. A w wyniku zmian kulturowych dużo młodych singli zaczęło tworzyć własne gospodarstwa domowe - mówi Kuniewicz. Tę teorię potwierdzają dane GUS - w ostatnich dziewięciu latach liczba jednoosobowych gospodarstw domowych wzrosła o ponad 700 tys., a wśród nich najwięcej jest właśnie singli.

Problemu deficytu mieszkań nie są w stanie rozwiązać ani deweloperzy, ani osoby budujące domy jednorodzinne. - To oferta dla zamożnych rodzin i takich, które mają wysoką zdolność kredytową. A obok nich jest przecież bardzo dużo gospodarstw domowych o niskich lub średnich dochodach - zwraca uwagę dr Bogusława Ziółkowska z Politechniki Częstochowskiej. Jej zdaniem brakuje po prostu skutecznej polityki mieszkaniowej, która mogłaby polegać m.in. na budowaniu mieszkań na wynajem, o umiarkowanym czynszu, dostosowanym do przeciętnych zarobków. - Tę rolę miały odgrywać wspierane przez państwo Towarzystwa Budownictwa Społecznego, ale niestety ich działalność jest niewielka w stosunku do ogromu potrzeb - twierdzi dr Ziółkowska.

Tymczasem deficyt mieszkań ma poważne konsekwencje. - Z badań wynika, że przy podejmowaniu decyzji o powiększeniu rodziny o drugie lub kolejne dziecko istotną rolę odgrywa posiadanie samodzielnego mieszkania - mówi prof. Zbigniew Strzelecki, przewodniczący Rządowej Rady Ludnościowej. Jego zdaniem konieczne jest wprowadzenie rozwiązań, które pomogłyby młodym rodzinom zdobyć własne mieszkanie. Na razie jednak rząd woli ciąć dopłaty w "Rodzinie na swoim", ograniczać becikowe i wydłużać wiek emerytalny. O zachętach do rodzenia dzieci nie myśli. Bo przecież dzieci kosztują, a podatków nie płacą.

Janusz K. Kowalski

janusz.kowalski4@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.