Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Ćwierć wieku bez pracy - rekord pani Krystyny z okolic Szydłowca

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Bezrobotną jest od 25 lat. A ponad 23 lata figuruje w ewidencji urzędu pracy

Kobieta, która pobiła polski rekord bezrobocia, zarzuca państwu, że przez ten czas nie była zachęcana do podjęcia pracy. Urząd odpowiada: próbowaliśmy wielu prób aktywizacji. Wszystkie okazały się nieskuteczne.

Urzędy pracy prowadzą ewidencję osób bezrobotnych od 1 styczna 1990 r. Najstarsi stażem są więc klientami pośredniaków ponad 23 lata. Przeważnie już wcześniej nie pracowali, ale oficjalnych statystyk wtedy nie prowadzono. - Mamy dwie osoby zarejestrowanie w naszym urzędzie nieprzerwanie od mniej więcej 23 lat - informuje Tadeusz Piętowski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Szydłowcu. W sąsiedniej Przysusze doliczono się trzech osób zarejestrowanych od 1990 r.

Radomski urząd ze względu na ogromną (drugą co do wielkości w Polsce), ponadczterdziestotysięczną bazę swoich klientów nie jest w stanie takich danych nawet wygenerować. - Nie mamy klucza do sprawdzenia tego przy tak dużej liczbie ludzi. To jest karkołomne zadanie - mówi Dariusz Strzelec, rzecznik prasowy Powiatowego Urzędu Pracy w Radomiu.

Pani Krystyna (imię zmienione), 50 lat, mieszka zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. W woj. mazowieckim, gdzie statystyczne bezrobocie jest najniższe (11,6 proc.). Kobieta ma żal, że przez tak długi czas nie dostała szansy udziału w żadnych formach aktywizacji, a ze strony urzędników doznawała licznych nieprzyjemności. Czuje się napiętnowana, nie chce ujawniać tożsamości. - W opinii wielu urzędników, polityków czy przedsiębiorców bezrobotny to leń, któremu nie chce się pracować, a zależy mu tylko na wyłudzeniu świadczeń socjalnych. To krzywdzące - mówi.

Straciła pracę jeszcze za komuny. Skończyła szkołę zawodową o profilu obuwniczym. - Zarejestrowałam się na początku 1990 r. - mówi. - Nie było najgorzej, bo brałam kuroniówkę i zajmowałam się wychowywaniem dzieci. Już w tym czasie starałam się o szkolenia, by się przekwalifikować. Zawsze dostawałam odmowę, szkoleń było niewiele i tylko dla wybranych - mówi. Dodaje, że w ciągu tych lat nie dostała z urzędu żadnej propozycji pracy, stażu, kursu, szkolenia, prac interwencyjnych czy jakiejkolwiek innej formy aktywizacji albo pomocy. - Nie czekałam, aż mi coś spadnie z nieba. Pisałam wnioski, podania, nawet biznesplan, przynosiłam deklaracje zatrudnienia od pracodawców, zgłaszałam chęć uczestnictwa. Nieraz próbowano mnie testować i wykazać, że nie jestem zainteresowana pracą. Zarzucano mi, że odrzucam oferty, stawiam wymagania urzędnikom, dopominam się o swoje prawa, gdy inni są pokorni - opowiada.

Z informacji przekazanych nam przez Powiatowy Urząd Pracy w Przysusze wynika, że nikt z 25 jego klientów z ponad 20-letnim stażem w żaden sposób nie był aktywizowany.

Inna sprawa, że te okolice to bardzo trudny rynek pracy: tego dobra po prostu nie ma. - U nas osoby z najdłuższym stażem podlegały różnym formom aktywizacji - mówi Tadeusz Piętowski z PUP w Szydłowcu. Aktywizacją może być np. skierowanie do pracodawcy, korzystanie z usług doradcy zawodowego, pośrednika, klubu pracy czy tylko poinformowanie o dostępnych ofertach czy targach pracy. Tak było w przypadku pani Krystyny. W ciągu ostatnich trzech lat kierowano ją do doradcy zawodowego, który uczył ją metod poszukiwania pracy, wspólnie analizował postawy i wartości, przygotowywał indywidualny plan działania. Była także informowana o ofertach pracy. - Przeważnie nie przynosi to żadnego wymiernego efektu i nie można tu winić którejś ze stron. To, że nazywamy się urzędem pracy, nie oznacza jeszcze, że dajemy pracę - objaśnia dyr. Piętowski. I dodaje, że bezrobotni mogą nawet nie mieć świadomości, że są w danym momencie aktywizowani.

To, że w rejestrach są osoby ambitne i aktywne, potwierdza Dariusz Strzelec. - W jednym z sąsiednich urzędów pracy jest bezrobotny, który przeszedł 18 szkoleń i nadal nie pracuje - informuje. Ale i on oszczędnie mówi o takich klientach. O wiele chętniej opowiada historię osoby, która po otrzymaniu oferty zatrudnienia... rozpłakała się.

Dyrektor Piętowski kuriozalny przypadek bezrobotnej pani Krystyny tłumaczy tak: - Na 6,2 tys. bezrobotnych zarejestrowanych w urzędzie w ubiegłym roku otrzymaliśmy 99 ofert pracy. Rzeczoną bezrobotną w ciągu ostatnich 3 lat raz skierowaliśmy do pracy przy robotach publicznych. Niestety, pracodawca odmówił przyjęcia tej pani.

11,6 proc. stopa bezrobocia w woj. mazowieckim w lutym

99 ofert pracy na 6,2 tys. klientów PUP w Szydłowcu

Współpr. jk

Marcin Piasek

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.