Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Medialny detoks dla partii

1 lipca 2018

Postawienie dotychczasowych spółek w stan likwidacji. Władze wyłaniane w konkursach i jednoosobowa odpowiedzialność zarządów i dyrektorów. Nowy projekt ustawy medialnej gwarantuje odpartyjnienie mediów - przekonuje Maciej Strzembosz

To mnie pani zastrzeliła pytaniem! Na pewno powstała koncepcja, która wyrywa media publiczne z impasu. Z walki politycznej o to, kto je przechwyci. I anachronicznej struktury. Jednak przekłamaniem jest mówienie, że to ustawa środowisk twórczych.

Środowisk i organizacji pozarządowych. Nad projektem pracowało 11 podkomisji, wypracowały postulaty. Część z nich, choć słuszne, nie nadaje się na materię ustawową.

Zastanawialiśmy się, w jaki sposób media publiczne mogą służyć upowszechnianiu kultury. Tego nie można zapisać w prawie. Choć jeśli zgodnie z proponowaną przez nas ustawą uda się powołać Portal Mediów Publicznych, to możliwe stanie się np. internetowe muzeum sztuki. Dla dziewczyny czy chłopaka z małej miejscowości, którzy interesują się malarstwem, będzie to tańsze rozwiązanie niż podróż do Warszawy czy Krakowa. Zgadzam się, że to tylko środek zastępczy. Ale to zawsze coś.

Odchodzimy od anachronicznych opłat za odbiornik. Bo dziś należałoby taką opłatą obciążyć każdą nowoczesną komórkę. Opłata ma być za dostęp do dobrych programów. To jak ze służbą zdrowia. Nie korzystam z niej codziennie, a mimo to płacę. Mam jednak świadomość, że w razie potrzeby mogę pójść do lekarza.

Ciągle to liczymy. Wystarczy, jeśli płacić będzie każda osoba pracująca. Ale chcemy zwolnić tych, którzy korzystają z pomocy społecznej i zasiłku rodzinnego, najstarszych emerytów, bezrobotnych czy osoby o niskich rentach i emeryturach. To samo dotyczy studentów. Zakładamy też możliwość odliczania od podatków. Musimy dostarczyć odpowiednią ilość pieniędzy w sposób najmniej dolegliwy społecznie.

Dotychczas abonament wynosił 17 zł miesięcznie. Teoretycznie pieniędzy będzie więc nieco mniej, ale trudniej będzie uniknąć płacenia. Czyli będzie więcej niż obecnie.

Tak, bo przede wszystkim likwidujemy dotychczas działające spółki prawa handlowego. Dlaczego telewizja, która z samych reklam zarabia ponad miliard złotych, musi brać kredyt? Dlatego że działa w przerażającej strukturze biurokratycznej. Nie winię tego zarządu, że bierze kredyt. Kodeks pracy jest tak skonstruowany, że jeżeli Piotr Farfał zaczął zwolnienia grupowe, to dopóki ten proces się toczy, obecne władze nie mogą zacząć kolejnych zwolnień. I teraz nawet "farfałowcy" nie mogą dostać wypowiedzeń. Chyba zresztą na tym polegał plan: zaczniemy zwalniać, po to by nas później nikt nie mógł ruszyć. Telewizja od lat była jak okręt obrastający szlamem z politycznych nominatów. Efekt? W telewizji pracują osoby, które od 10 lat żadnego programu nie zrobiły.

To nie jest tak, że operator telewizyjny nagle straci pracę. Zostanie za to strącona cała czapa administracyjna. Wyliczyliśmy, że w zarządach, radach nadzorczych i radach programowych wynagrodzenie pobiera 705 osób. Taka armia nadzoruje media publiczne.

Tak, ale z tego tylko 47 pobierałoby wynagrodzenia. Pozostali, np. członkowie Komitetu Mediów Publicznych, pracowaliby za darmo.

Nie sądzę! Wystarczy popatrzeć na organizacje pozarządowe. Setki ludzi pracują za darmo w hospicjach.

A media nie są ważne?

Nie stawiajmy sprawy: albo-albo. Ludzie poświęcają się różnym sprawom. Komitet został powołany we wrześniu zeszłego roku. Ponad 70 osób przepracowało nad ustawą setki godzin. I nikt nawet nie pomyślał, by wziąć za to jakieś pieniądze. Możliwe? Możliwe.

To jeden z głównych celów ustawy. Gdy w 1993 r. wprowadzana była poprzednia ustawa medialna, KRRiT miała składać się z fachowców. A jaka jest, każdy widzi. My chcemy wprowadzić rodzaj detoksu medialnego dla polityków. Musi powstać bariera, która odbierze im pokusę manipulowania mediami publicznymi.

Mówię żartobliwie, że mamy klasyczne inspiracje. Starożytne Ateny i renesansowa Florencja wprowadziły losowanie do systemu władzy. I w ten sposób wybierane były gremia, które zarządzały miastami. My robimy podobnie. 250-osobowy zasób kadrowy, do którego kierowane są osoby wybierane przez organizacje pozarządowe, organizacje twórców, dziennikarzy, konferencje rektorów szkół wyższych, artystycznych oraz pięć różnych organizacji samorządowych (m.in. Związek Gmin Polskich i Związek Miast Polskich). Z nich losowane jest 50 osób, które stanowią Komitet Mediów Publicznych. I to on ogłasza konkurs na Radę Mediów Publicznych. W jej skład wchodziłoby 7 osób. To byłoby ciało dzielące pieniądze między telewizję, radio i internet. Coś na kształt BBC Board.

Nawet w historii TVP raz taki się zdarzył. To było wtedy, gdy wygrał Jan Dworak. Choć zwyciężyć miał ktoś inny.

Nigdzie nie jest powiedziane, że w każdym zarządzie musi siedzieć po pięć osób. Poza tym nie będzie więcej rozmywania odpowiedzialności za to, co się dzieje. Żeby nie było tak, że jedno mówi prezes, a członkowie zarządu go przegłosowują. Co stało się w TVP regułą od czasów Wiesława Walendziaka.

Powołujemy podlegający komitetowi i niezależny od dyrektorów telewizji czy radia Instytut Mediów Publicznych. Będzie badał programy. Ale nie pod kątem przynoszenia pieniędzy, tylko jakości i spełnianych założeń ustawy. I tego, czy dają satysfakcję widzom.

Jeśli ktoś wymyśli sobie program dla młodych matek, a badania pokażą, że żadna kobieta z dzieckiem go nie ogląda, to po co łożyć na niego pieniądze? Owszem, i teraz w każdej jednostce mediów publicznych jest biuro programowe. Jego zadaniem jest ocena programów. Tylko jak biuro może dziś uczciwie powiedzieć swojemu dyrektorowi: panie, partaczy pan robotę? Nam zależy na niezależnym audycie.

Powstaje na wzór Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Pewien procent pieniędzy będzie dostępny w konkursach. Nie będziemy pytać, czy projekt realizuje TVP czy TVN. To będą granty na konkretny projekt. Nowością jest też to, że wszystkie projekty, które są dofinansowane przez fundusz, po pewnym czasie będą lądować na Portalu. I każdy będzie mógł za darmo je ściągnąć. Przez fundusz będzie się można też ubiegać o dofinansowanie tekstów drukowanych.

Jan A.P. Kaczmarek na początku prac komitetu sformułował zasadę: dopisujemy tylko to, czego brakuje. Niczego nie wykreślamy. Nie wszczynamy wojny o religię czy wartości.

Kiedyś uważano, że PISF nie ma prawa zadziałać. Stało się na odwrót i świetnie funkcjonuje. Co do polityki... Naszym zadaniem było stworzenie projektu. Nie założyliśmy partii politycznej, która teraz pod hasłem ratowania mediów chce wygrać wybory.

Może się okazać, że deklaracje, które wtedy padały, są nic niewarte. Ale gdybyśmy zakładali, że nic się nie uda i że wszyscy nas oszukują, to lepiej w ogóle nie wychodzić z domu. Projekt trafi niedługo do Sejmu, który może go odrzucić lub zmienić nie do poznania. Ale trzeba zachować nieco optymizmu.

Rok wyborczy jest naszą szansą. Idealnie, gdyby projekt wniosło do Sejmu 15 posłów ze wszystkich czterech partii.

To i tak zanim ustawa zacznie obowiązywać, przewidujemy okres przejściowy. Nim wpłyną pieniądze z nowych opłat, potrzebne jest uszczelnienie obecnego finansowania. Inaczej media publiczne nie przeżyją.

Niekoniecznie, wystarczy, że zerwiemy obłudnym podejściem do tematu. Bo niemal w każdej debacie o abonamencie pojawia się obrazek biednej staruszki, której każe się płacić medialny haracz. Tymczasem problem leży gdzieś indziej. Tylko 5 proc. firm w Polsce płaci abonament. To kolejny dowód na to, że pora odczarować atmosferę wokół mediów.

@RY1@i02/2010/031/i02.2010.031.000.0012.001.jpg@RY2@

Fot. Marcin Łobaczewski

Nowy gmach Telewizji Polskiej w Warszawie

@RY1@i02/2010/031/i02.2010.031.000.0012.002.jpg@RY2@

Fot. R. Nawrocki/Forum

Maciej Strzembosz, scenarzysta i producent, pełnomocnik Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych, twórcy projektu ustawy medialnej

, scenarzysta i producent, pełnomocnik Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych, twórcy projektu ustawy medialnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.