Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Co niewygodnego chce przed nami ukryć Zbigniew Wassermann

1 lipca 2018

Nie istnieje coś takiego jak sumienie zbiorowe. Choć trudno też pominąć koszty nieodpowiednich zachowań poszczególnych polityków, gdyż ponosi je najczęściej cała formacja. Jasne jest, że zachowanie byłego przewodniczącego klubu parlamentarnego PO było niewłaściwe. Jednak będę powtarzał: za naszych rządów afery hazardowej nie było.

To tylko przypomnę, że za rządów PiS mieliśmy do czynienia z bardzo wieloma dziwnymi zachowaniami, jeśli chodzi o podejście do kwestii hazardu właśnie.

Na przykład spotkania z udziałowcami Casinos Poland u ministra Wassermanna. Rzecz dziwna, bo trudno znaleźć tytuł, dla którego koordynator służb specjalnych w Polsce miałby spotykać się z udziałowcami spółek hazardowych i wydawać im polecenia. To mocno niestandardowe zachowania. Do tego dochodzi jeszcze słynna konferencja prasowa Zyty Gilowskiej o tym, że ponad miliard złotych zostanie przekazanych na budowę Narodowego Centrum Sportu i stadionów na Euro 2012. Potem nagle w tajemniczych okolicznościach znikają z ustawy podstawy ich finansowania. I z około trzydziestu kartek pozostała jedna strona na temat obciążeń podatkowych wobec branży hazardowej.

Trzeba skrupulatnie zestawiać fakty. Opinia publiczna powinna wiedzieć o kombinacjach wokół Totalizatora Sportowego, które miały miejsce podczas dwóch lat rządów PiS. W świetle zeznań świadków przed komisją bardzo widoczne staje się zabieganie o to, by korzyści z tego odniosła także prywatna firma GTech. Pytanie tylko, czy komisja dojdzie w tej kwestii do jakichś ustaleń? Pewne jest to, że czas, niestety, zaciera ślady.

Trzeba zacząć od tego, że komisja nie była dostatecznie dociekliwa, przesłuchując Zbigniewa Wassermanna w roli świadka. Moim zdaniem po tych zeznaniach, jakie złożył, powinien zostać wykreślony z komisji. Krzyżowe zadawanie pytań jest możliwe wtedy, kiedy posłowie ze sobą współpracują. Tymczasem tradycją komisji śledczych jest to, że tworzą się w nich frakcje polityczne, które prędzej będą zwalczać siebie nawzajem, niż konstruktywnie przepytywać świadków.

W moim przekonaniu oczywisty był przeciek stenogramów operacyjnych do Rzeczpospolitej. To zresztą nie pierwszy taki przeciek z CBA. Wystarczy wspomnieć aferę gruntową czy wcześniejsze wydarzenia. Ta instytucja od chwili powstania specjalizowała się w przeciekach, ale tak się dziwnie składało, że zawsze w sprawach dotyczących przeciwników politycznych PiS. Teraz mamy bardzo bulwersującą, a zarazem ciekawą rzecz: przeciek z materiałów prokuratury, jakie zostały dostarczone do komisji. Stenogramy znów są w Rzeczpospolitej. Uważam, że tym razem to posłowie z komisji powinni być przedmiotem śledztwa organów zewnętrznych.

Nie mam wątpliwości. W ujawnionych stenogramach nie ma nic nadzwyczajnego i nie mają żadnego odkrywczego znaczenia dla sprawy, ale ktoś chciał w ten sposób podbić ich znaczenie. Zapytajmy: cui bono? A z tego, co wiem, zapoznali się z nimi tylko dwaj posłowie z komisji: Arłukowicz i Wassermann.

Przydałoby się wziąć pod lupę ich zachowania.

Jego reakcja jest z psychologicznego punktu widzenia bardzo interesująca. I gdybym miał obstawiać, kto jest autorem tego przecieku, to podejrzanych ustawiłbym w alfabetycznej kolejności. I nie zdziwiłbym się wcale, gdyby stworzono w tej sprawie kolejną koalicję.

Nie widzę takiej potrzeby.

Na miejscu posła Brudzińskiego nie używałbym takich słów. Bo jeśli towarzysz Szmaciak oznacza byłego działacza z PZPR, to w PiS - w odróżnieniu od Platformy - było i jest ich sporo, a niektórzy byli nawet niedawno ministrami. Trochę przyzwoitości więc! Rozumiem, że jeśli pracownia OBOP ogłasza, że Platforma ma 57 proc. poparcia, to pan Brudziński, załamany, z braku pomysłu na życie zaczyna opowiadać, że ludzie już nie chcą Platformy. Ale zaręczam, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. W ogóle zastanawiam się, czy ten człowiek rzeczywiście jeździ po kraju i z kimkolwiek się spotyka.

Rozumiem, że towarzysze z PiS są przekonani, że znamy wszystkie ich tajemnice, łącznie z tymi badaniami, i dlatego od razu zareagowaliśmy. To rozumowanie sięgające szczytów absurdu. Tusk ogłosił swoją decyzję o rezygnacji ze startu w wyborach akurat kilka dni po ogłoszeniu wyników sondażu, który dawał mu nad Lechem Kaczyńskim ponaddwukrotną przewagę. Nasza strategia nie opiera się na badaniach, wbrew oskarżeniom. Nieraz już postępowaliśmy dokładnie na odwrót. Tak było w przypadku koalicji PO i PiS. Tak było, gdy namawiano nas byśmy wraz z Samoobroną i LPR odsunęli PiS od władzy.

Tu nie ma żadnej sensacji. Musimy wszystko dobrze przemyśleć. Na konwencji w maju zapadnie ostateczna decyzja.

Wystarczy. Bo to nie będzie debiutant, który dopiero nauczy się polityki i którego Polacy będą ledwo rozpoznawali. Ministrowi Sikorskiemu czy marszałkowi Komorowskiemu wystarczy tyle czasu.

To są pierwsze zachowania wyborców, gdy zabrakło głównego, spodziewanego kandydata. Po namyśle, gdy minie efekt zaskoczenia, ich decyzje będą już inne. Jestem o tym przekonany. I jeśli wyborcy na spokojnie przeanalizują, kto byłby lepiej postrzegany na arenie międzynarodowej, kto sprawdziłby się jako ponadpartyjny polityk, to z pewnością Bronisław Komorowski wypadnie lepiej niż Włodzimierz Cimoszewicz.

Nie. Marszałkowi Sejmu trudno odmówić wyrazistości. Komorowski jest dobrym mówcą i człowiekiem barwnym. A co do Radka Sikorskiego to też jest uznawany za wyrazistego człowieka.

Niczego nie robimy pod konkretną osobę, lecz by usprawnić państwo.

To wynika z doświadczenia. Nie chodzi o to, że Lech Kaczyński zaparł się, by wetować wszystkie nasze pomysły, łącznie z prawem budowlanym. Tak jakby ono coś szkodziło prezydentowi. Tylko dlatego, że rząd powinien móc realizować swój plan, który zyskał uznanie wyborców. Prezydent powinien stać na straży prawa, a nie narzucać rządowi swoje poglądy polityczne.

Nic nie trzeszczy. Choć zawsze jest coś do wyjaśnienia. Czasem politycy podejmują pewne decyzje, zapominając, że jednak istnieje układ koalicyjny. Ale z PSL mamy bardzo dobre doświadczenia. Rządzimy razem w samorządach. Z punktu widzenia przewidywalności władzy to jest cenne. I na pewno będziemy dalej rządzić.

Komisja najprawdopodobniej zakończy swoje prace do końca lutego. A do końca marca powinno powstać sprawozdanie. Choć nie jestem prorokiem i nie wiem, co przewodniczący Sekuła zdecyduje.

Może trzy? Choć poseł Arłukowicz tak się zaprzyjaźnił z panem Wassermannem i panią Kempą, że może coś wspólnie napiszą.

@RY1@i02/2010/028/i02.2010.028.000.0014.001.jpg@RY2@

Fot. Tomasz Paczos/Forum

Rafał Grupiński, jest wiceprzewodniczącym klubu Platformy Obywatelskiej

, jest wiceprzewodniczącym klubu Platformy Obywatelskiej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.