Kancleryzm po polsku
W ubiegły czwartek dwa lata rządów Tuska straciły ostatnie rozsądne usprawiedliwienie. Nie wiadomo już zupełnie, dlaczego jego gabinet nie podjął w tym czasie żadnych reform, skoro motywem nie były prezydenckie plany premiera - pisze Jan Rokita
Nie było dotąd w wolnej Polsce takiej sytuacji, w której jednoznaczny faworyt w wyścigu prezydenckim własnowolnie odrzuciłby taką perspektywę. W tym sensie ogłoszona w czwartek decyzja Donalda Tuska zasługuje na uważną analizę. Owszem, perspektywę prezydentury dwukrotnie odrzucił Piłsudski, tyle że za pierwszym razem był to otwarty akt kontestacji nowego ustroju państwa, za drugim zaś - godny pożałowania kaprys dyktatora manifestującego pogardę dla wszelkich urzędów państwowych. Oba przypadki nie wykazują zatem analogii. Tusk podaje nam powód zupełnie innej natury. "Rząd musi być jak skała, jak stabilny fundament" - powiada - aby "przeprowadzić do końca te ambitne dla Polski plany". Jądro argumentacji przedstawionej przez Tuska można by więc zrekonstruować w następujący sposób:
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.