Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

To może być szansa Kaczyńskiego

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

ROZMOWA

KAMILA WRONOWSKA:

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI*:

Nie. Po prostu doświadczenie władzy, którą ma premier, uświadomiło mu, że ulokowanie się w Pałacu Prezydenckim jest początkiem politycznej emerytury. Prezydent w Polsce, choć jest wybierany w powszechnych wyborach, ma jednak bardzo ograniczone możliwości. Widać to po Lechu Kaczyńskim. Przecież on szumnie na początku swojej prezydentury zapowiadał, że będzie miał mnóstwo inicjatyw, że będzie bardzo aktywny. A skończyło się co najwyżej na bardzo akty, wnym blokowaniu działań rządowych.

W grę mogła wchodzić także taka kalkulacja: gdyby się udało postawić takiego kandydata, który ma szansę wygrać te wybory, a później PO wygrać wybory parlamentarne, to wówczas powstałby układ, który pozwalałby stosunkowo łatwo wprowadzić w Polsce wiele ważnych zmian. To Tuska może bardzo pociągać. Sądzę, że każdy poważny polityk w którymś momencie myśli o tym, jak się zapisać w historii. Do tej pory premier Tusk nie dokonał niczego wielkiego. Więc trzeba spojrzeć na to perspektywicznie - dopiero następne rządy pozwoliłyby na taką inicjatywę, jaka pozwoliłaby mu zapisać się w historii, w pamięci społecznej.

Wydaje mi się to prawdziwe. Do tej pory Platforma nie wykazała się szczególnymi osiągnięciami, które mogłyby się zapisać w dziejach kształtowania państwa. A przecież okazało się, że w pamięci społecznej na trwałe zapisały się reformy rządu Jerzego Buzka, bez względu na to, że przecież nie oceniano go jako premiera najlepiej. Z perspektywy czasu okazuje się, że zapoczątkowane przez niego reformy były ważnym dziełem.

To jest pytanie do premiera. Moim zdaniem decyzja ta rzeczywiście jest dosyć późna. Zostało mało czasu, żeby tę sympatię, którą ma Tusk, przerzucić na kogoś innego.

Mówi się o paru kandydatach. Wydaje mi się, że najbardziej realistycznym i najlepszym byłby marszałek Bronisław Komorowski. Dla niego byłoby to rzeczywiste ukoronowanie kariery politycznej. Poza tym jego szanse wydają mi się dosyć duże. Chociaż do tej pory nie był on tak bardzo eksponowany, to jego zaletą jest to, że choć może nie budzi u wszystkich wielkiej sympatii, to nie budzi też jakiejś niechęci. Dziennikarze spekulowali też o Hannie Gronkiewicz-Waltz. Ale wątpię, żeby chciała powtórzyć swoje doświadczenie z poprzedniej nieudanej kampanii prezydenckiej.

To byłoby chyba zbyt ryzykowne dla PO i dla premiera, nie mówiąc już o samym kandydacie! Przecież Sikorski jest człowiekiem bardzo młodym, znacznie młodszym niż Tusk. Lądowanie na fotelu prezydenta w wieku lat czterdziestu jest właściwie końcem kariery. To chyba nie jest dla niego pociągająca perspektywa!

Na pewno w tej chwili jest ona korzystna dla wszystkich. W tym sensie, że wprowadzenie teraz nowego kandydata PO, który miałby zastąpić premiera, jest bardzo trudnym zabiegiem. Zarówno medialnym, jak i kampanijnym. To wymaga czasu. Wiąże się też z dużym ryzykiem, bo nie wiadomo, jak zareagują wyborcy. Bo niekoniecznie muszą chętnie przenieść swoją sympatię z Tuska na kogoś innego. Tym bardziej że kampania prezydencka nie jest kampanią programową. To, co dla ludzi jest decydujące, to poczucie, że prezydent będzie wpływać na zmniejszanie konfliktów, wspierać rozmaite inicjatywy, nie tylko rządowe, ale i społeczne, dobrym symbolem dla Polaków, ich reprezentantem. Decydujące jest to, kto może wzbudzić największą sympatię Polaków.

Nie sądzę, by to szczególnie podnosiło szanse Kaczyńskiego. Chyba że kandydat, który zastąpi Tuska, okaże się na tyle letni, że zniechęci do wzięcia udziału w wyborach znaczącą część elektoratu PO, zwłaszcza tego młodszego i najmłodszego, który z takim zdecydowaniem ruszył do urn w czasie ostatnich wyborów. Gdy ci wówczas zmobilizowani teraz machną ręką na wybory, to mniejszość, która konsekwentnie wybiera Kaczyńskiego, może odegrać znaczącą rolę. Katolicko-narodowy elektorat jest niezwykle zdyscyplinowany i na pewno pójdzie na niego głosować, co może dać wysoki wynik, gdy kontrkandydat PO nie zgromadzi należytej ilości chcących zagłosować na niego.

Trudno powiedzieć. Bo afera z Pawłem Piskorskim na pewno go osłabia. A tak w ogóle to nie bardzo wierzę w większe szanse Olechowskiego. To trochę jak odgrzewane kluski, bo przecież to jego kolejny start w wyborach na prezydenta.

Cimoszewicz, zdaje się, jest niechętny udziałowi w wyborach. Ale też nie przesadzajmy z tą magią Cimoszewicza. Myślę, że zbyt dużo Polaków pamięta jego negatywne cechy, na czele z arogancją w czasie powodzi w 1997 r., żeby teraz tak bezwarunkowo zdecydować się na jego popieranie.

@RY1@i02/2010/020/i02.2010.020.000.004a.001.jpg@RY2@

Ireneusz Krzemiński

Fot. Michał Rozbicki

*prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.