Rząd zapomniał, Moskwa nie odda
Polska przez opieszałość rządu straciła kolejną szansę na odzyskanie dzieł sztuki przejętych po wojnie przez ZSRR - alarmują marszandzi i historycy sztuki.
- Mówimy o grzechu zaniechania, jaki popełniły wspólnie resort kultury i resort spraw zagranicznych - mówi DGP Mirosław Zeidler, były doradca Sejmu i Senatu do spraw rewindykacji dzieł sztuki. Po wrześniowej wizycie w Polsce premiera Rosji Władimira Putina pojawiła się szansa na zwrot obrazów i grafik wywiezionych z Polski, a należących obecnie do zbiorów moskiewskiego Muzeum Puszkina. To miał być początek dyplomatycznych działań, w wyniku których do Polski miały wracać dzieła sztuki od dziesięcioleci zalegające w rosyjskich muzealnych, często tajnych, magazynach. Tak zapowiadali we wrześniu pracownicy MSZ i resortu kultury.
Jak twierdzą nasi rozmówcy, na zapowiedziach się skończyło. - Wysyłanie noty dyplomatycznej to dopiero początek drogi w negocjacjach z Rosjanami. Z moich informacji wynika, że żadnych innych działań nie było - twierdzi Zeidler. Dodaje, że takie sprawy rozstrzygane są w trakcie rozmów na najwyższym szczeblu. A do takich nie kwapił się ani minister kultury, ani szef polskiej dyplomacji. Co na to rząd? Jego przedstawiciele nie odpowiedzieli na zadane przez nas pytania. Z informacji DGP wynika, że do debaty o zwrocie dzieł sztuki przygotowany był ambasador Rosji. Co więcej, oczekiwał na spotkanie w tej sprawie. O tym, że była szansa na skuteczny dialog, świadczą też przychylne publikacje w rosyjskiej prasie.
- W październiku z prośbą o rozmowę na temat problemu restytucji dzieł sztuki zwrócił się do mnie Kommiersant (największy rosyjski dziennik gospodarczy - red.) - opowiada prof. Juliusz Chrościcki, przewodniczący Narodowego Komitetu Historii Sztuki PAN. Dodaje, że po wywiadzie dla tej gazety otrzymał wiele sygnałów od rosyjskiej inteligencji i muzealników, którzy podzielali jego pogląd o konieczności uwolnienia "ostatnich jeńców wojennych II wojny światowej".
Przechowywanie dzieł nie jest prostą sprawą. Wymagają one odpowiednich warunków - temperatury czy wilgotności. A to kosztuje. Dlaczego mimo to Polska od lat nie jest w stanie ich odzyskać? - Brakuje skutecznych działań. Być może nie wszystkie narzędzia dyplomatyczne zostały użyte - ocenia prof. Chrościcki, który chciał wesprzeć polskie władze w dialogu z Rosjanami. Wspólnie z Zeidlerem i byłym ambasadorem Polski w Moskwie Andrzejem Załuskim w trakcie wizyty premiera Putina na Westerplatte zaproponowali pomoc w działaniu ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu. - Minister wyraził zainteresowanie naszym pomysłem. Przypomnieliśmy się później w oficjalnym piśmie do niego. Ale choć minęły już ponad 3 miesiące, do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi - ubolewa Mirosław Zeidler.
Czym rząd miałby przekonać Rosjan, by zwrócili nam dzieła sztuki? - Jest pewna specyfika rozmów z Rosjanami. My mamy plan, jak ją przeprowadzić. Ale ze względu na to, iż chodzi o protokół dyplomatyczny oraz zabiegi polityczne, nie chcę opowiadać o tym publicznie - mówi prof. Chrościcki. Zdradza tylko, że jedną z kart przetargowych mogłaby być zapowiedź zwrotu Rosjanom dzieł sztuki, które w 1945 r. hitlerowcy wywieźli z Kaliningradu i okolic do składnic w Olsztynie i Kętrzynie. W ocenie prof. Chrościckiego jest jeszcze cień szans na dialog z Rosjanami. Ale trzeba go nawiązać jak najszybciej. - W kwietniu w Kaliningradzie mają się spotkać Putin i Tusk. To doskonała okazja, by tam sfinalizować rozmowy - przekonuje.
Artur Grabek
artur.grabek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu