Dziennik Gazeta Prawana logo

Kobiety ruszają na barykady

2 lipca 2018

Czy zaczynacie ziewać, kiedy słyszycie, że hitowym wydarzeniem politycznym roku 2010 będą wybory prezydenckie? Tak? I słusznie!

Jasne, że walka o fotel prezydencki ani nie będzie ciekawa, ani radykalnie nie zmieni naszego życia politycznego. Jest za to niemal pewne, że startujący rok będzie należał do kobiet. Nie tylko dlatego, że 8 marca świętować będziemy setną rocznice ustanowienia Międzynarodowego Dnia Kobiet, a o przełomowe decyzje przy takich rocznicach łatwiej, ale dlatego, że dziś jedną z najciekawszych dyskusji angażujących społeczeństwo roznieciły kobiety.

Do tej pory w kluczowych kwestiach moralnych dotyczących życia i śmierci decydujący głos mieli mężczyźni. Także o kształcie tzw. ustawy antyaborcyjnej decydowali w większości mężczyźni posłowie przy mocnym wsparciu Kościoła katolickiego w osobach ich męskich decydentów duchownych. Autorami projektów ustaw dotyczących in vitro z ramienia zarówno głównej partii rządzącej, jak i opozycyjnej są mężczyźni - Jarosław Gowin z PO i Bolesław Piecha z PiS. Poniewczasie premier zorientował się, że może jednak zapytać o zdanie kobietę. Zlecił więc pisanie ustawy posłance Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, choć dali Bóg nie wiadomo po co, skoro ona nie robi z tego użytku. Czy może więc dziwić, że kobiety w Polsce mają dość "męskiego dyktatu" i twardo zaczynają krzyczeć "nic o nas bez nas"?

Do tej pełzającej rewolucji kobiecej przyczynił się Kongres Kobiet. Jednym z jego owoców jest projekt tzw. ustawy parytetowej. Pierwszy raz w historii III RP kobiety się organizują, by nie tylko zadbać o swoje interesy, ale też ożywić dogorywającą na naszych oczach demokrację. Kobietom w kraju, gdzie inicjatywa obywatelska znajduje się w fazie rozkładu udało zebrać się ponad 120 tys. podpisów i zmusić prawicowych polityków tworzących obecny Sejm do zajęcia się sprawą. Determinacja i siła woli sprawiają, iż idee daje się przekuwać w czyny nawet w radykalnie niesprzyjających warunkach. Powinien sobie wziąć ten rodzaj determinacji do serca premier Tusk, który mając w ręku realną władzę, niemal co tydzień rzuca jakiś nowy pomysł gruntownych reform państwa, by zapomnieć o jego realizacji w chwili, w której go obwieszcza.

Projekt ustawy parytetowej zakłada modyfikację ordynacji wyborczej do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, zapewniającą co najmniej 50-proc. obecność kobiet na listach wyborczych. Komitet wyborczy, który nie spełniłby tego wymogu, byłby automatycznie wykluczany ze startu.

Marszałek Bronisław Komorowski zapowiedział, że ustawa trafi pod obrady najprawdopodobniej już w lutym. To realny kalendarz, tym bardziej że kolejne sondaże opinii publicznej pokazują, iż większość, bo ponad 60 proc. Polaków, popiera ideę wprowadzenia parytetów na listach do parlamentu. Jeśli zważymy, że w tym roku zaczyna się "narodowy maraton wyborczy", a politycy w takim "gorącym czasie" mają w zwyczaju zachowywać się wobec społeczeństwa jak koncert życzeń, to szansa na przeforsowanie ustawowych zmian rośnie. Jaka partia w roku wyborczym pozwoli sobie na to, by zapisać się w świadomości społecznej jako formacja antykobieca?

Jednak niezależnie od losu projektu już można mówić o sukcesie. Dzięki kobietom do szerokiej świadomości publicznej przedzierają się takie sprawy, jak konieczność wyrównywania szans, problem dyskryminacji w pracy, przemocy domowej czy niesprawiedliwości w wynagradzaniu. Kobiety wyznaczają dziś pole dyskusji na temat kwestii społecznych. Mówiąc obrazowo: zaczynamy debatować nie tylko o armii, PKB i piłce nożnej, ale także o żłobkach czy przedszkolach.

Bój o stłuczenie szklanego sufitu nigdy nie był usłany różami. Tak jest i teraz. Zwolenniczki parytetów otrzymały cios ze strony, z której się go nie spodziewały. "Parytety są upokarzające, sprzeczne z konstytucją i mogą zagrażać demokracji" - napisały w liście otwartym przeciwniczki rozwiązań zaproponowanych przez Kongres Kobiet. Po tym listem podpisały się m.in. prof. Jadwiga Staniszkis, dr Barbara Fedyszak-Radziejowska z PAN i dziennikarka Maria Przełomiec. Jak widać, głównymi oponentami kobiet nie są już w pierwszej kolejności ani mężczyźni, nie jest Kościół katolicki, ale inne kobiety. Dlatego zwolenniczki parytetów nie kryją żalu do koleżanek, że nie wykazały się tu dostateczną solidarnością kobiecą.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wewnętrzny pluralizm wśród kobiet to woda na młyn dla zwolenników parytetu. Nikt nie może mówić, że idzie tu tylko o "solidarność płci" albo o "promowanie feminizmu". Ruch, jaki został zainicjowany, nabiera cech szerokiej solidarności wszystkich obywateli przekonanych o dyskryminacji kobiet w życiu publicznym. I nie zmieni tego fakt, że jednej czy drugiej pani udało się rozkręcić własny biznes wydawniczy czy zasiąść w zarządzie partii. Pojedyncze jaskółki wiosny nie czynią.

Potwierdza to Hanna Gronkiewicz-Waltz, która wedle definicji kolorowych pism należy do tzw. kobiet sukcesu. - Zaczęło do mnie docierać, szczególnie kiedy zajęłam się czynnie polityką, że kobiety w życiu politycznym bywają traktowane jako osoby nie do końca poważne - mówiła mi w rozmowie, kiedy pisałem książkę "Kobiety uczą Kościół". - Kiedy otarłam się o wyżyny władzy, zauważyłam również, iż bardzo często resortem kieruje mężczyzna, a jego zastępcami są kobiety. I to one pracują ciężko na jego sukces. Kolejne więc negatywne doświadczenia i obserwacje sprawiły, że - doszłam do wniosku - iż nie jest tak dobrze z pozycją kobiety w naszym społeczeństwie, jak mi się na początku wydawało.

A skoro tak, to nie można siedzieć z założonymi rękami. Zgoda, że ustawa parytetowa nie sprawi, iż - jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki - do polityki trafią tylko mądre, kompetentne i przebojowe kobiety. Może jednak zadać cios partyjnej praktyce, która polega dziś na tym, że listy wyborcze konstruuje się tak, iż to Donek dogaduje się z Grzechem, a Jaro z Przemem, kto ma prawo i z którego miejsca kandydować. Czy to mało, by wejść barykady?

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.014a.001.jpg@RY2@

Jarosław Makowski, publicysta i filozof

Paweł Ulatowski

filozof

jest publicystą i filozofem. Ostatnio opublikował "Kobiety uczą Kościół" (2007)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.