Wielkie konstytucyjne targowisko
Obowiązująca ustawa zasadnicza rodziła się w chaosie. Jej zapisy to efekt gry interesów. Lewica obawiała się dominacji Wałęsy, który forsował model prezydencki. Z kolei Balcerowicz dbał o ekonomiczne fundamenty państwa, a "Solidarność" domagała się uznania dla związków zawodowych
Wrzesień 1993 roku. Jeszcze nie minął szok po sromotnej klęsce prawicy oraz obozu Lecha Wałęsy w wyborach parlamentarnych, gdy zwycięski SLD (będący wtedy zlepkiem kilku partii i ugrupowań) zapowiedział stworzenie Konstytucji III RP. Opozycja natychmiast podniosła alarm, że nie zgadza się na to, by ustawę zasadniczą tworzyli postkomuniści. Lewica odpowiadała, że ma do tego pełne prawo, bo to Lech Wałęsa przedterminowo rozwiązał poprzedni parlament, a naród wystawił ocenę dotychczas rządzącym. W takiej sytuacji nowa konstytucja stała się przedmiotem targów i kompromisów - jak każdy inny trafiający do Sejmu projekt ustawy. Jak zacięte były to przepychanki, świadczy to, że prace nad nią trwały aż cztery lata - zaczęła obowiązywać dopiero 2 kwietnia 1997 roku.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.