Gdańska stocznia jest prywatna, ale kłopot z nią ma państwo
Gdańsk Shipyard nie radzi sobie z kłopotami finansowymi, balansuje na krawędzi bankructwa. Jeśli do niego dojdzie, bez pracy znajdzie się półtora tysiąca pracowników. Więc chociaż od 2007 r. dawna Stocznia Gdańska, kolebka "Solidarności", kontrolowana jest przez ukraińskiego oligarchę Sierhija Tarutę, to jeszcze większy kłopot niż właściciel ma premier Donald Tusk. Mimo że to nie rząd Platformy i PSL ją prywatyzował. Zrobili to jego poprzednicy z koalicji PiS, LPR i Samoobrony, podpisując umowę przekazania kontroli Ukraińcom z Przemysłowego Związku Donbasu (ISD) tydzień po przegranych wyborach parlamentarnych. Wieść niosła, że umowę tę negocjowano na samych szczytach ówczesnej władzy, bo na szczeblach prezydentów obu państw. Wtedy Taruta uważany był za sympatyka "pomarańczowych", dziś we własnym kraju także przeżywa ogromne kłopoty finansowe. Dla ukraińskiego oligarchy, którego majątek media szacują na ok. 1 mld euro, polska stocznia nie jest więc największym zmartwieniem. Odwrotnie niż dla polskiego premiera.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.