Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Śledztwo smoleńskie w rękach delegowanych

16 czerwca 2016
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

PROKURATURA

Przytłaczająca większość śledczych pracujących w Prokuraturze Krajowej jest tam tylko tymczasowo, na delegacji z niższych szczebli. Na tej zasadzie znalazło się na ul. Rakowieckiej już 125 oskarżycieli (za Andrzeja Seremeta było ich 82). Status prokuratorów PK mają zaledwie 53 osoby.

- Kłopot polega na tym, że w skład zespołu smoleńskiego nie wchodzi żaden prokurator ze stanowiskiem prokuratora Prokuratury Krajowej. To może prowadzić do wniosku, że przełożeni nie chcieli mieć kogoś o mocnej pozycji zawodowej - uważa Krzysztof Parchimowicz, prezes stowarzyszenia Lex Super Omnia.

Zespół zajmujący się wyjaśnianiem katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem liczy 12 osób. Rzeczywiście, wszyscy jego członkowie są tylko na delegacji. Dotyczy to zarówno kierownictwa zespołu: Marka Kuczyńskiego (z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu) i jego dwóch zastępców Krzysztofa Schwartza (z tej samej jednostki) oraz Agnieszki Stanek (z Prokuratury Okręgowej w Krakowie), jak i pozostałych członków tego ciała. Wszyscy są delegowani na czas nieokreślony. Dlaczego wybrano akurat prokuratorów niższych szczebli?

- Podejmując decyzję o włączeniu danego prokuratora w skład tego zespołu prokurator generalny kierował się wyłącznie doświadczeniem zawodowym oraz kwalifikacjami zawodowymi danego prokuratora, uwzględniając szczególny charakter i przedmiotowy zakres tego postępowania - odpowiada dział prasowy Prokuratury Krajowej.

Zespół do spraw Smoleńska został powołany zarządzeniem nr 10/16 prokuratora generalnego z 21 marca 2016 r. Jego członkowie analizują m.in. 130 postępowań związanych ze śledztwem głównym.

Prokuratura Krajowa pytana o ewentualny wpływ delegacji na niezależność tych oskarżycieli przywołuje jedynie przepis - art. 7 par. 1 nowej ustawy - Prawo o prokuraturze (Dz.U. z 2016 r. poz. 177): "Prokurator przy wykonywaniu czynności określonych w ustawach jest niezależny, z zastrzeżeniem par. 2-6 oraz art. 8 i art. 9".

- Zwierzchnicy mają w ten sposób marchewkę. Jeśli członkowie zespołu smoleńskiego poprowadzą śledztwo tak, że ktoś się ucieszy, to dostaną awans - twierdzi jeden z prokuratorów.

Ostrzega, że dla każdego z nich decyzja np. o umorzeniu śledztwa smoleńskiego może się okazać bolesna.

- Nie ma tam takiego, którego nie można odwołać z delegacji, zabrać mu dodatkowych pieniądze czy odebrać prestiżu - ocenia nasz rozmówca.

Podobnego zdania jest Kazimierz Olejnik, były zastępca prokuratora generalnego, obecnie w stanie spoczynku.

- Prokurator delegowany ma co do zasady słabszą pozycję zawodową. Nie zna dnia ani godziny. Praktycznie w każdej chwili może być z niej cofnięty. Nie zmienia tego nawet to, że delegacja jest na czas nieokreślony. Z niej także można odwołać - wskazuje.

Czym to może owocować? - Tym, że prokurator uważnie patrzy w oczy przełożonych i chce wpisywać się w ich oczekiwania. Przy tak istotnym śledztwie jak smoleńskie prowadzący powinni mieć zagwarantowaną stabilność swojego statusu. Spodziewałbym się, że zostanie ono powierzone oskarżycielom z mocną pozycją zawodową - komentuje Olejnik.

Zwraca uwagę, że obecne kierownictwo prokuratury chętnie korzysta z form zatrudnienia niegwarantujących prokuratorom stabilności. Chodzi nie tylko o delegacje, ale też np. powoływanie szefów jednostek jedynie jako pełniących obowiązki, a nie na stałe.

- To dla mnie niezrozumiały trend, stawiający prokuratorów w trudniejszej pozycji w stosunku do przełożonych. A to niekorzystne z punktu widzenia niezależności - dodaje prokurator Olejnik. ©?

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.