Koniec zmieniania klubowych barw
PARLAMENT Część konstytucjonalistów przekonuje ekipę rządzącą do wprowadzenia mandatu związanego. Przeciwnicy tego rozwiązania uważają je za antydemokratyczne i sprzeczne z ustawą zasadniczą
Jeszcze przed wakacjami mamy poznać projekt PiS dotyczący nowelizacji kodeksu wyborczego. Poza zmianami forsowanymi przez tę partię w pierwszej kadencji związanymi z monitoringiem w lokalach wyborczych i uszczegółowieniem przepisów dotyczących ciszy wyborczej w internecie znajdą się też inne. Wśród nich brane jest pod uwagę wprowadzenie mandatu imperatywnego (związanego). Polegałby on na tym, że odejście z partii wiązałoby się z utratą mandatu poselskiego lub senatorskiego. Do wprowadzenia takich zmian namawia partię rządzącą część konstytucjonalistów.
- Tego typu rozwiązanie występowało już w różnych postaciach. Mandat był związany w sposób pełny lub niepełny i w zależności od tego były różne sankcje za jego naruszenie. Sankcją najdalej idącą była utrata mandatu parlamentarnego, inną nieważność głosu oddanego przez parlamentarzystę - jak to ma miejsce obecnie w niemieckim Bundesracie - mówi prof. Jarosław Szymanek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Hipotetycznie można też ustanowić inne sankcje, np. zakaz kandydowania w następnych wyborach. Jest to tym bardziej zasadne, że poseł złamał przyrzeczenie wyborcze i przeszedł do innej partii - dodaje.
Ograniczenie swobody
Przypadki przechodzenia z jednego klubu do innego, i to tuż po wyborach, miały miejsce choćby w poprzedniej kadencji. Na przykład Marek Kopciński w październiku w 2011 r., tuż po wygranej w wyborach, przeszedł z klubu SLD do Ruchu Palikota. Do odejść z klubów parlamentarnych doszło już także w trakcie tej kadencji. Obrońcy dotychczasowych rozwiązań - mandatu wolnego - przywołują jednak z kolei inny przypadek: Marka Jurka, który w 2007 r. wystąpił z klubu PiS nie ze względu na kuszącą propozycję innego klubu, lecz dlatego, że nie zgadzał się z linią partii w kontekście poglądu na obronę życia nienarodzonego.
- Gdyby został wprowadzony mandat związany, to taki poseł traciłby mandat, a w jego miejsce przychodziłyby kolejny z listy, który deklarowałby posłuszeństwo partii - wyjaśnia Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.
Tymczasem część konstytucjonalistów podkreśla, że politycy najczęściej zmieniają ugrupowania, kierując się zwykłym koniunkturalizmem i popularnością określonych opcji politycznych. - Posłowie bezpartyjni pojawiają się najczęściej w trakcie trwania kadencji parlamentu na skutek rozłamów i podziałów wewnątrz partii i klubów - twierdzi prof. Jarosław Szymanek.
Jego zdaniem wprowadzenie mandatu imperatywnego usprawiedliwia także konstytucyjna rola partii politycznych. - Artykuł 11 ustawy zasadniczej stanowi bowiem wyraźnie, że partie wpływają metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. To jest dla mnie argument, że to partie polityczne, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie, są konstytucyjnie legitymowanym podmiotem do sprawowania władzy. Co więcej, dzisiaj rola partii politycznych w mechanizmie reprezentacji jest tak daleko posunięta, że sam mandat zmienia swoją specyfikę i staje się powoli mandatem partyjnym. Dziś, nawet w systemie głosowania w jednomandatowych okręgach wyborczych, nie ma posłów autentycznie niepartyjnych - podkreśla prof. Szymanek.
Zakaz przechodzenia
Także prof. Bogumił Szmulik, konstytucjonalista z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, twierdzi, że wprowadzenie mandatu związanego nie jest złym pomysłem. Według niego obowiązkiem parlamentarzystów powinno być bowiem reprezentowanie swoich wyborców, a nie przechodzenie z partii do partii.
Z tymi argumentami nie zgadza się jednak prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. - Pomysł, że posłowie są własnością partii, jest z piekła rodem. Partie polityczne w myśl art. 11 konstytucji są podległe ustawie zasadniczej i państwu. Bo choć konstytucja zapewnia wolność tworzenia partii politycznych, to zarazem muszą się one liczyć z ograniczeniami. W żadnym razie posłowie nie są własnością partii. Z tego powodu nie wyobrażam sobie, by dodatkowo wprowadzić przepis, który by stanowił, że poseł, który się pokłóci z własną partią, traci mandat. To tendencja antydemokratyczna - dodaje prof. Piotrowski.
- Poseł jest jednak trochę zakładnikiem wyborców. Nie głosują oni bowiem na Kowalskiego, bo on jest bardzo ładny i mądry, tylko dlatego, że kandyduje z konkretnej partii - ripostuje Jacek Sasin, poseł PiS i były wojewoda mazowiecki. - Znamy przecież polityków, którzy w ramach partii osiągali znakomite wyniki wyborcze, ale w sytuacji, gdy próbowali sił pod innymi sztandarami partyjnymi albo tworzyli swoje ugrupowania, okazywało się, że to ich poparcie spadało do ułamka tego, co osiągali wcześniej - argumentuje Sasin i zaznacza, że jego zdaniem zmiana ugrupowania w trakcie kadencji jest drastycznym sprzeniewierzeniem się woli wyborców.
Do zmiany... konstytucja
Wprowadzenie mandatu imperatywnego będzie jednak musiało zostać poprzedzone zmianą konstytucji. - To, że w art. 104 ustawy zasadniczej wprowadzono fikcję prawną w postaci zapisu, że poseł jest reprezentantem całego narodu i nie wiążą go instrukcje wyborcze, nie oznacza, że nie można kiedyś uregulować tej kwestii inaczej. Przecież swoją rolę daleko różnie od brzmienia art. 104 konstytucji widzą sami posłowie, którzy mówią wprost, że albo reprezentują swoich wyborców, albo swój okręg wyborczy czy swoją partię. Również sami wyborcy nie zwracają uwagi na treść tego przepisu i zazwyczaj postrzegają posła czy senatora jako wyraziciela jego interesów, względnie jego okręgu wyborczego - uważa prof. Jarosław Szymanek. - Jeśli spojrzeć z tej perspektywy, poseł zmieniający barwy klubowe czy partyjne sprzeniewierza się więc woli wyborców, a tym samym mandatowi rozumianemu jako polecenie do reprezentacji o określonej treści - dodaje.
@RY1@i02/2016/089/i02.2016.089.18300090b.802.jpg@RY2@
Różnice między mandatami
Artur Radwan
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu