Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Sędziowska robota, czyli czego nie umiemy zaakceptować

28 listopada 2019
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

S k romny sędzia rejonowy z Olsztyna rozbił w zeszłym tygodniu bank. Po tym, jak wezwał Kancelarię Sejmu do udostępnienia utajnionych list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa, znalazł się na ustach wszystkich. Jedni wynosili go na piedestał, drudzy wieszali na nim psy. Tymczasem sędzia Paweł Juszczyszyn po prostu zrobił to, co do niego należało – podjął decyzję procesową.

Na jego miejscu mógł się znaleźć każdy inny sędzia. Mamy ich w Polsce około 10 tys. I pewnie każdy, kto zdecydowałby się na podobny krok, z dnia na dzień stałby się medialną gwiazdą. Na pierwszy rzut oka to nie dziwi. Sędzia rzucił przecież wyzwanie rządzącym, a tym samym wiele ryzykował. Nie chodzi tylko o to, że minister sprawiedliwości odwołał go z delegacji. To może się okazać najmniej uciążliwą dla sędziego konsekwencją.

Medialne zainteresowanie może jednak wynikać z innych, głębszych przyczyn. Niewykluczone, że mamy jako społeczeństwo nadal problem z czymś, co w bardziej dojrzałych systemach demokratycznych jest oczywistą oczywistością: z zaakceptowaniem sędziowskiej niezawisłości. Nie do końca uświadamiamy sobie, że każda osoba z tej dziesięciotysięcznej armii jest przedstawicielem jednej z trzech władz. Ta ma zaś sporo narzędzi, żeby wpływać na naszą rzeczywistość. Także ustrojową.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.