Pojednanie po śmierci Pawła Adamowicza jest niemożliwe. A może nawet niepożądane
P amiętam dobrze sytuację, gdy publicznie pozwoliłam sobie na wyrażenie lekceważenia wobec krytykowanego przeze mnie polityka. Było to w pewnym telewizyjnym programie publicystycznym, zanim jeszcze Prawo i Sprawiedliwość doszło po raz drugi do władzy. W dyskusji na temat Jarosława Kaczyńskiego rzuciłam, że powinniśmy może złożyć się na wyjazd zagraniczny dla niego, ponieważ mało w życiu podróżował i nie ma pojęcia o krajach poza Polską. Pamiętam dobrze, że powiedzenie tego sprawiło mi satysfakcję. I zaraz potem – reakcję rozmówczyń z prawicy. Jedna z nich, dotknięta do żywego, powiedziała: „Jak pani może tak mówić, przecież zawsze nawołuje pani do wzajemnego szacunku, a tu nagle takie słowa”. Poczułam wstyd. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wypowiem się w ten sposób o nikim z prawicy. Osobie, która mnie wtedy skrytykowała, jestem po latach bardzo wdzięczna.
Pogarda zamiast powściągliwości
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.