Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

Firmy będą bankrutować, bo ubywa pieniędzy na drogi

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W ciĄgu dwóch lat rynek wykonawców skurczy się o połowę - ostrzegają analitycy

W latach 2010 - 2011 do liczącej blisko 200 firm branży wykonawczej trafiły kontrakty na budowę dróg o łącznej wartości 59 mld zł. Taka hossa prędko się nie powtórzy. Wartość kontraktów, na które w tym roku zostaną jeszcze ogłoszone przetargi, może wynieść zaledwie 7 - 9 mld zł. W najbliższym czasie rząd nie planuje ogłaszania żadnych nowych przetargów na budowę dróg. To oznacza, że w 2012 i 2013 r. firmy będą dostawać tylko pieniądze z już zawartych umów. A nawet one będą topnieć.

- Nakłady na budowę dróg w najbliższych dwóch latach będą co najmniej o połowę niższe. Dla wszystkich graczy pieniędzy nie starczy. Firmy będą upadać, najbliższego roku może nie przetrzymać kilkadziesiąt podmiotów - mówi "DGP" Adrian Furgalski, analityk rynku infrastruktury.

Ostra walka już się zaczęła. Spółki, aby przetrwać, biją się o pracę kosztem ewentualnej marży. Przetarg na budowę jednego z odcinków drogi S3 z Gorzowa Wielkopolskiego do Międzyrzecza wygrało konsorcjum portugalskiej firmy Mota-Engil Central Europe. Za budowę chce 336,5 mln zł. To o 270 mln zł mniej, niż przewidywał kosztorys Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Sytuację branży pogorszyło anulowanie kilkudziesięciu przetargów z powodu braku pieniędzy na przełomie roku. Kończą się również środki unijne, a nowa perspektywa pozostaje zagadką. W szykowanym programie budowy dróg na lata 2014 - 2020 rząd zakłada, że na nowe drogi wyda 45 mld zł. To zaledwie 6,4 mld zł rocznie.

Przedstawiciele branży uważają, że jej kondycja może się pogorszyć już w ciągu najbliższego roku.

- Ograniczenie wydatków na drogi negatywnie wpłynęło na sytuację na rynku - oceniał w rozmowie z "DGP" Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, jednego z największych budowlanych graczy.

- By sprostać obecnym realiom, niektóre firmy proponują w ofertach ceny tak niskie, że w perspektywie roku - dwóch lat może to doprowadzić do serii bankructw, czego pierwsze symptomy już się obserwuje - uważa sternik giełdowej spółki.

W branży mówi się o możliwych 150 bankructwach średnich i małych firm wykonawczych. Według Wojciecha Malusiego, szefa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, to liczba zbyt wysoka.

- To nie oznacza, że nie stoimy w obliczu potężnego kryzysu. Brak zamówień ze strony rządowej i samorządowej, do których w całości należy infrastruktura drogowa, oznacza koniec pracy i przychodów - mówi "DGP" Wojciech Malusi.

Jego zdaniem dla branży drogowej nie ma żadnych alternatyw.

- Jesteśmy wysoce wyspecjalizowaną branżą. Firma drogowa nie jest w stanie zacząć nagle budować domów - zauważa Malusi.

Nadchodzący kryzys może oznaczać także poważne problemy dla największych firm.

- Mniejsze mają szansę na znalezienie niszy, np. przy utrzymaniu dróg. Dla dużych utrata miliardowych przychodów to dramat - mówi Wojciech Malusi.

Z tego powodu liderzy w branży drogowej starają się dywersyfikować swoją działalność, np. Budimex stara się o przejecie spółki PNI działającej w branży modernizacji kolejowych.

@RY1@i02/2011/126/i02.2011.126.000.012a.001.jpg@RY2@

Topnieją wydatki na budowę dróg

Maciej Szczepaniuk

maciej.szczepaniuk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.