Ekstremalne zlecenie na elektroniczne rozkłady
PKP oczekują megasystemu do końca 2015 r. Wykonawcy: To niewykonalne
Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynie dziś wniosek o podjęcie postępowania wyjaśniającego wobec PKP Polskie Linie Kolejowe, wynika z informacji DGP. Polski Związek Pracodawców Budownictwa zarzuca spółce próbę narzucania przedsiębiorcom uciążliwych warunków umowy i chęć odniesienia nieuzasadnionej korzyści.
Wszystko przez zlecenie z sektora IT, jakiego jeszcze w PKP nie było. Do końca 2015 r. tradycyjne papierowe rozkłady na dworcach, stacjach i przystankach kolejowych mają odejść do lamusa. Na elektronicznych tablicach na stacjach PKP pojawią się rozkłady, do których zmiany będą wprowadzane w czasie rzeczywistym. Dodatkowo 250 wytypowanych stacji ma zostać objętych pełnym monitoringiem. Szacowana wartość projektu to 970 mln zł.
- Kończą się prace nad dokumentacją. Przetarg zostanie ogłoszony w trzecim kwartale 2014 r. Umowę chcemy podpisać na przełomie roku - zapowiada Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK.
Zlecenie ma objąć projekt, dostawę i instalację elementów oraz systemu monitoringu wizyjnego. Pośpiech jest wskazany, bo PKP PLK mają czas na rozliczenie dotacji ze starego unijnego budżetu 2007-2013 do końca przyszłego roku. Wartość dofinansowania UE sięgnie 85 proc.
- W pierwszym etapie, który ma zostać zrealizowany do końca 2015 r., zakładamy instalację systemu na 763 stacjach i przystankach, co pozwoli obsłużyć 60 proc. pociągów w Polsce - zapowiada Mirosław Siemieniec. Docelowo rozwiązanie ma objąć 2,2 tys. lokalizacji. - Pozostałe przystanki będą modernizowane i wyposażane w system w kolejnych etapach - zapowiada.
- Nie ma formalnej ani technicznej możliwości, żeby zrealizować to zadanie w wymaganym przez PLK terminie. W tym celu należałoby od dłuższego czasu projektować architekturę całego systemu i właśnie ruszać z produkcją urządzeń - wylicza Rafał Bałdys, wiceprezes Związku Pracodawców Budownictwa.
- Ten projekt jest z kapelusza - ocenia Jacek Prześluga, były członek zarządu PKP. - Skoro stacji z pierwszego etapu jest 763, to na same odbiory potrzeba by więcej niż rok. A co z zaprojektowaniem systemu, jego wdrożeniem, korowodem uzgodnień? - pyta.
Według szacunków potrzeba nawet 100 tys. urządzeń - ekranów LCD, kamer itd.
Zadanie zostało dopisane do zmodyfikowanej listy Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-2013 w połowie czerwca. Pod koniec maja została zlecona analiza kosztów i korzyści, w ramach których miała zostać wykonana ocena wszystkich lokalizacji.
Rafał Bałdys z PZPB ocenia: - Albo inwestor jest oderwany od rzeczywistości, albo ma pełną świadomość, że dotacji na ten cel nie uda się rozliczyć, więc próbuje przerzucić koszty jej utraty na wykonawcę.
- Wpisanie do umowy kamieni milowych, a także kar na wypadek opóźnień jest jednym ze stosowanych przez nas standardów inwestycyjnych - ripostuje Siemieniec.
Menedżer z dużej spółki realizującej projekty dla PKP: - Nie ma podmiotu, który byłby to w stanie wdrożyć w zakładanym terminie, jeśli nie przygotowywał się do tego znacznie wcześniej.
- Zakres prac w pierwszym etapie określono po przeprowadzeniu dialogu technicznego, w którym badaliśmy możliwości realizacji zlecenia przez firmy - twierdzi Siemieniec. Dodaje, że zadanie ma być podzielone na kilku wykonawców.
Za dużo pieniędzy w zbyt krótkim czasie
Niski wskaźnik wykorzystania środków z UE na lata 2007-2013 przez spółkę PKP Polskie Linie Kolejowe może spędzać sen z powiek minister infrastruktury i rozwoju Elżbiecie Bieńkowskiej. Bo z tych pieniędzy można rozliczać się do końca 2015 r. Czyli zostało jeszcze raptem półtora sezonu budowlanego. Z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko spółka PKP Polskie Linie Kolejowe ma do wzięcia - według obecnego kursu euro - 21,7 mld zł. Według najnowszych danych spółka zakontraktowała 85 proc. dostępnej puli. Niestety wskaźnik certyfikacji na kolei (czyli pieniądze zwrócone przez Brukselę) to na razie niespełna 6 mld zł, czyli mniej niż 28 proc. A złożone przez PLK wnioski o płatność, które czekają na rozpatrzenie, opiewają na 6,7 mld zł.
Z wykorzystaniem unijnych dotacji różowo nie jest: niektóre spośród miliardowych inwestycji nawet się nie rozpoczęły. Jak wyliczył Zespół Doradców Gospodarczych "Tor", zagrożone mogą być kolejowe projekty infrastrukturalne warte ok. 5 mld zł. Już nawet resort infrastruktury oficjalnie potwierdza, że kolej raczej nie wykorzysta pół miliarda złotych unijnej dotacji na modernizację linii E30 między Krakowem a Katowicami. Z powodu fiaska przetargu PKP PLK na wprowadzenie systemu łączności z lokomotywą GSM-R przepadły szanse na wykorzystanie 800 mln zł (cały projekt został przesunięty na nową perspektywę 2014-2020). Na zagrożonej liście znajduje się też modernizacja linii z Warszawy do Łodzi, budowa Rail Baltica (żeby zdążyć, po wakacjach zostanie zamknięty ruch dalekobieżny między Warszawą i Białymstokiem) i trasy ze stołecznego Okęcia do Radomia. To odwrotna sytuacja niż w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która wydała już pieniądze i przebiera nogami w oczekiwaniu na dofinansowanie z budżetu 2014-2020.
Na pocieszenie: w ostatnim czasie PLK raportują, że realizują plan inwestycyjny z nadwyżką. W 2013 r. ta spółka wydała na modernizację infrastruktury rekordowe 5,3 mld zł. A w tym roku plan przewiduje, że PLK przerobią 7,3 mld zł (jeszcze niedawno prezes PKP PLK Remigiusz Paszkiewicz zapowiadał wydanie 9 mld zł). Eksperci przyznają, że pieniędzy na niektóre projekty zapewne nie uda się uratować bez zmiany warunków rozliczeń z Brukselą. Metodą mogłaby być zgoda na rozliczanie kwalifikowanych wydatków z wcześniejszego budżetu również w 2016 r. Czy Bruksela się na to zgodzi - nie wiadomo.
Konrad Majszyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu