Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

Zaniedbania na przejeździe śmierci

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Urząd Transportu Kolejowego stwierdził naruszenia przepisów, które mogły wpłynąć na bezpieczeństwo ruchu na przejeździe w Pniewie, gdzie 3 czerwca pod pociąg wjechała samochodem czteroosobowa rodzina

Trzyletnia córka i siedmioletni syn zginęli na miejscu, rodzice trafili do szpitala. Wcześniej matka bezskutecznie ubiegała się u zarządcy infrastruktury, w spółce PKP Polskie Linie Kolejowe, o montaż na przejeździe obok ich domu sygnalizacji świetlnej.

- Kontrola wykazała liczne nieprawidłowości. Nakazaliśmy zarządcy PKP PLK wprowadzenie ograniczeń zapewniających jego bezpieczną eksploatację - stwierdził UTK w odpowiedzi na pytania DGP.

- Przy zachowaniu obowiązujących zasad bezpieczeństwa warunki techniczne na tym przejeździe zapewniały i zapewniają bezpieczny przejazd przez tory - przekonuje Mirosław Siemieniec, rzecznik PLK.

Lista uchybień jest długa. Od modernizacji linii w 2014 r. kursujące tędy składy mogą jeździć z prędkością 100 km/h. Urząd stwierdził, że wtedy kierowca nie widzi pociągu z wymaganej przepisami odległości 20 i 10 metrów od torów.

- Zgodnie z przepisami jeśli przy odległości 20 i 10 metrów nie ma odpowiedniej widoczności, to ustawia się znak "stop" w odległości 5 metrów od torów. Gwarantuje to kierowcy, który się tu zatrzyma, bezpieczny przejazd - twierdzi Mirosław Siemieniec z PKP PLK.

Kontrolerzy UTK stwierdzili, że drzewa i krzewy znajdowały się w odległości mniejszej niż 15 m od osi skrajnego toru. Dopiero później kolejarze usuwali zieleń z poboczy torów i dróg, co było komentowane przez mieszkańców w lokalnych mediach jako zacieranie śladów. PKP twierdzą, że było to uzgodnione z komisją badającą wypadek.

Jak się dowiedzieliśmy, kontrola wykazała, że 3 czerwca oznakowanie przy drodze było niepełne. Tymczasem zarządca torów przekazał informacje o brakach w oznakowaniu do gminy w maju 2012 r. i październiku 2013 r. Potem interwencji już nie było. Znaków też nie.

- Znaki zostały uzupełnione już po wypadku - twierdzi Jakub Kochowicz, wójt gminy Lisewo. - Zostały ustawione 150 metrów przed przejazdem, podczas gdy rodzina, która została w wypadku poszkodowana, mieszka w mniejszej odległości od torów - podkreśla.

Specjaliści stwierdzili, że wbrew prawnym regulacjom droga z obu stron była zbyt stroma, co uniemożliwiało dostrzeżenie pociągu.

Kolejny zarzut - bałagan w dokumentacji. Kontrolerzy wytknęli prowadzenie metryki przejazdu w sposób uniemożliwiający identyfikację danych, w tym liczne skreślenia, poprawki i uzupełnienia. - Nie można ustalić tożsamości osoby dokonującej wpisu, a tym samym czy była ona uprawniona do jego dokonania - twierdzi UTK.

PLK twierdzą w odpowiedzi, że brakuje parafki przy dwóch zapisach na jednej ze stron dokumentu.

Wyniki kontroli zawierają również wniosek, że mimo nieprawidłowości stwierdzonych podczas przeglądów przejazdu nie zostały one przez zarządcę usunięte. Czyli z kontroli wewnętrznych PLK miało wynikać, że przejazd utrzymany jest niewłaściwie i nic z tym nie robiono.

Kontrola wykazała brak badań diagnostycznych przejazdu w 2014 r. Bez tego nie wiadomo zaś, czy prawidłowa jest obecna klasyfikacja torów do najniższej i najmniej bezpiecznej kategorii D (bez rogatek i sygnalizacji - tylko z krzyżem św. Andrzeja). - W 2014 r. linia była wyłączona z użytkowania, gdyż trwały na niej prace rewitalizacyjne - odpowiadają przedstawiciele PLK.

Poszkodowana kobieta rozpoczęła starania o przebudowę przejazdu, kiedy PLK ruszały z modernizacją linii kolejowej łączącej Toruń z Grudziądzem. Pismo w tej sprawie podpisali wszyscy mieszkańcy miejscowości Pniewite. PKP PLK odmawiały instalacji świateł. Jak usłyszeliśmy, taką decyzję podejmuje się, biorąc pod uwagę iloczyn ruchu, czyli liczbę samochodów i pociągów na przejeździe. A ta była wielokrotnie za mała.

- Kobiecie, która bezskutecznie starała się o przebudowę przejazdu, a w wypadku straciła dwoje dzieci, przysługuje oczywiste roszczenie odszkodowawcze wobec zarządcy infrastruktury - twierdzi dr Krzysztof Andrzej Wąsowski z kancelarii Elżanowski, Cherka, Wąsowski. - Zadośćuczynienia od spółki PKP PLK z powodu narażenia na szkodę i stresu psychicznego mogą domagać się też inni mieszkańcy miejscowości Pniewite - ocenia.

W połowie lipca Prokuratura Rejonowa w Chełmnie postawiła kierującej autem matce zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku. Według prawnika ten zarzut, mimo że bulwersujący w odbiorze społecznym, jest standardową procedurą w takich przypadkach i zapewnia kobiecie dostęp do akt sprawy. - W mojej ocenie istnieją bardzo duże szanse na umorzenie tego postępowania - ocenia Krzysztof Andrzej Wąsowski.

Kontrola UTK może stanowić impuls do dalszych postępowań wyjaśniających. - Zarządca infrastruktury bardzo ryzykował, nie podejmując działań w celu poprawy bezpieczeństwa na tym przejeździe. W grę wchodzi odpowiedzialność karna z tytułu doprowadzenia do ryzyka katastrofy w ruchu lądowym - dodaje mec. Wąsowski.

Przyczyny wypadku będą znane po zakończeniu prac specjalnej komisji i prokuratury.

13 tys. przejazdów podlega PKP PLK, z tego 60 proc. jest w kat. D (w pierwszym półroczu 2015 r. było na nich o 33 proc. mniej wypadków niż rok wcześniej)

1 tys. przejazdów zmodernizowały w latach 2012-2014 PKP PLK, od stycznia do lipca 2015 r. UTK przebadał ponad 280

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl

Co się dzieje, gdy pociąg uderza w samochód. Eksperyment na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.