Dziennik Gazeta Prawana logo

Łatanie doktorantem

1 lipca 2018

Produkcja magistrów na masową skalę spowodowała, że maturą dla studenta jest doktorat. Ale w kuźni elit też coraz ciaśniej, bo na studia doktoranckie walą tłumy jak do sklepu podczas wyprzedaży. Z promocji korzystają uczelnie, które robią interes na doktorantach bez stypendium

W akademickiej hierarchii statut doktoranta jest niedookreślony. To już niby nie student niedosypiający z powodu nadmiaru zajęć, kolokwiów i egzaminów, ale jeszcze nie pracownik, który posiada stopień naukowy i znaczący dorobek. Doktorant ma się przyuczać do samodzielnej pracy naukowej, zdawać egzaminy, robić badania, pisać rozprawę, a jednocześnie prowadzić zajęcia ze studentami, za które uczelnia nie zapłaci mu złamanego grosza, bo nie jest jej pracownikiem. Dydaktykę trzeba więc traktować jak trening motywacyjny. A trening - jak wiadomo - czyni mistrza. Choć od doktoranta do profesora droga nieskończenie długa. - Doktorant to ni pies, ni wydra. Wisi na promotorze albo na dziekanie i lepiej, żeby nie podskakiwał. A jeśli podpadnie, czeka go śmierć cywilna. Najgorzej jest na uczelniach artystycznych, których jest mniej, więc wszyscy dziekani dobrze się znają i wystarczy kilka telefonów, by na dobre uziemić człowieka i zablokować mu karierę - słyszę w fundacji Fundusz Pomocy Studentom.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.