Policyjny syndrom legionowski
Policja napisze dla MSW raport z Knurowa. Ministerstwo chce wiedzieć, co się działo na stadionie - minuta po minucie. Ale zapewnia, że użycie broni gładkolufowej było konieczne
W nocnych zamieszkach po meczu Concordii Knurów z Ruchem Radzionków brało udział kilkaset osób. To zdecydowanie więcej niż liczba chuliganów, która w sobotę starła się z policją na miejskim stadionie. Czy faktycznie jest tak, że sama obecność służb porządkowych przyczynia się do eskalacji konfliktu? W opinii prof. Henryka Domańskiego, socjologa z Polskiej Akademii Nauk, weekendowe rozróby były pochodną kilku czynników. - W swojej naturze człowiek unika konfrontacji. Gdyby samo pojawienie się policjanta wywoływało agresję, moglibyśmy zapomnieć o sprawnym systemie społecznym - tłumaczy Domański. Jako książkowy przykład racjonalnego podejścia wymienia kierowcę, który instynktownie zwalnia na widok radiowozu. Dodaje jednak, że obecność nadzoru zupełnie inaczej wpływa na jednostkę, a zupełnie inaczej na grupę. - W tłumie każdy ma świadomość, że za jego plecami stoi kolektyw. Poczucie więzi i wsparcia w znacznym stopniu neutralizuje obawy i sprawia, że człowiek może działać bardziej impulsywnie - wyjaśnia socjolog.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.