Jak nie kupować broni, czyli kroniki gadaczy
R oku pańskiego 2015. w kraju nad Wisłą kandydatem na szefa resortu obrony był minister z zawodu Jarosław Gowin. Przed wyborami reprezentantów narodu do szacownego grona prawodawców przy ul. Wiejskiej przekonywał na konferencji zorganizowanej przez dziennikarzy niepokornych (dziś raczej lwów salonowych) z „Gazety Polskiej”, że potrzebna jest niezależna Agencja Uzbrojenia. Ona miała być remedium na wielką bolączkę trawiącą Wojsko Polskie – ślimaczące się zakupy oręża wszelkiego. Idea jak najbardziej słuszna, ale szczegółów wówczas zabrakło.
Ale to nie dziwne, bo ministrowi z zawodu, który żadnej pracy się nie boi, przypadł w tamtym rozdaniu zaszczyt walki na froncie nauki i szkolnictwa wyższego. Za to do resortu obrony zawitał zwolennik rewolucji i spisków wszelakich Antoni Macierewicz. I faktycznie doszło do rewolucji, ale tylko kadrowej. Kadrę oficerską w sposób spektakularny przetrzebiono, ale do reformy w kwestiach zakupów nie doszło. I choć w czasie urzędowania tego polityka podpisano kilka ważnych umów dotyczących zakupów (m.in. na armatohaubice Krab czy moździerze Rak) i wynegocjowano nabycie systemu Patriot, to jednak żadnego przełomu systemowego nie było.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.