Dziennik Gazeta Prawana logo

Podwyżki jak chciwość. Są dobre

28 czerwca 2018

Wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej nie jest równoznaczne ze zwolnieniami. Przeczą temu statystyki, badania i przykłady innych państw

Gdy w 2008 r. płaca minimalna wzrosła o rekordowe w tym stuleciu 20 proc. (z 936 do 1126 zł), pracodawcy załamywali ręce i wieszczyli Armagedon na rynku pracy. Część zatrudnionych, w szczególności młodych lub wykonujących proste zadania, miała stracić etaty. Przewidywano, że bezrobocie poszybuje w górę, skurczy się liczba miejsc pracy, rozszerzy szara strefa. Okazało się jednak, że stopa bezrobocia - zamiast rosnąć - spadła i to aż o 2 pkt proc. (z 11,5 proc. w styczniu do 9,5 proc. w grudniu 2008 r.). Ubyło prawie 300 tys. bezrobotnych, a przybyło 470 tys. pracujących. Z kolei w 2002 r., jedynym w XXI w., w którym najniższe wynagrodzenie zamrożono (nie wzrosło ani o złotówkę w porównaniu z 2001 r.), bezrobocie spadało, ale tylko o 0,1 pkt proc. (z 18,1 do 18 proc.). Czy to oznacza, że także dzisiejsze opinie ekonomistów i pracodawców, którzy przekonują, że wprowadzenie 12-złotowej minimalnej stawki godzinowej dla zleceniobiorców i samozatrudnionych spowoduje wzrost bezrobocia, można traktować jedynie jako groźby bez pokrycia? A może jest dokładnie odwrotnie, tzn. że wzrost płacy minimalnej lub objęcie nią kolejnych grup zawodowych powoduje wzrost zatrudnienia? Bo przecież wyższe płace oznaczają wyższą konsumpcję, a ta przekłada się na wzrost produkcji, który wymaga większej liczby rąk do pracy.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.