Dziennik Gazeta Prawana logo

Sonda, dla której ziemia drży

2 lipca 2018

Pod ziemią ciągle dochodzi do większych i mniejszych wstrząsów. Jeśli chcemy ratować życie górników, to musimy się przygotować na te najsilniejsze

Na przestrzeni ostatnich trzech dekad w górnictwie nastąpiły zmiany, które uczyniły tę profesję bezpieczniejszą niż kiedykolwiek. Dzięki postępowi technologicznemu, zmianom w procedurach, a także innemu podejściu do planowania robót górniczych przebywanie pod ziemią nie wiąże się już z takim ryzykiem jak kiedyś. Niestety, wciąż nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Silne wstrząsy wciąż mogą powodować tąpnięcia i zawalanie się chodników głęboko pod ziemią. Tak jak miało to miejsce w kopalni Wujek trzy tygodnie temu, kiedy pod ziemią zostało uwięzionych dwóch górników.

- Kiedy zaczynałem pracę 30 lat temu, na Śląsku dochodziło do 10-20 tąpnięć rocznie. Teraz dochodzi do jednego-trzech, chociaż wciąż nie jesteśmy w stanie przewidzieć miejsca i czasu ich wystąpienia. Natomiast jesteśmy w stanie z dużą dokładnością wskazywać rejony, które stanowią zagrożenie - mówi prof. Grzegorz Mutke z Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach.

Naukowcy z GIG, którzy od wielu lat współpracują z górnictwem przy instalacji systemów wczesnego ostrzegania, opracowali ostatnio dodatkową metodę, która wzbogaca wiedzę pracowników kopalni o zjawiskach zachodzących w otoczeniu drążonych przez człowieka chodników eksploatacyjnych. Chodzi o specjalną sondę, która jest w stanie wykrywać drgania o dużej prędkości wywołane przez wstrząsy w podziemnych wyrobiskach górniczych. - Sonda informuje na bieżąco o amplitudach drgań zachodzących w górotworze otaczającym eksploatowany region. Kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa są drgania o amplitudach na tyle wysokich, że wiąże się to z zagrożeniem zawalenia - tłumaczy prof. Adam Lurka z GIG.

Sonda DLM-PPV wygląda jak niewielki metalowy walec, w którym ukryta jest aparatura pomiarowa. Sercem urządzenia jest piezoelektryk, czyli materiał, który kurcząc się i rozszerzając pod wpływem zewnętrznej siły, wytwarza impulsy elektryczne. Z metalowego walca wychodzi kabel z grubą izolacją, który podłącza się do aparatury obrazującej drgania wokół chodnika. Wszystko zostało pomyślane tak, by nie wywoływać iskier - tysiąc metrów pod ziemią iskrobezpieczność, jak się fachowo nazywa ta właściwość, jest kluczowa; na tej głębokości bowiem przy projektowaniu sprzętu należy liczyć się z wybuchami metanu.

Sondę umieszcza się w odwiertach wykonanych w ścianie chodnika. Niewielkie gabaryty to oczywiście zaleta sprawiająca, że urządzenie można przenosić z miejsca na miejsce. To duży postęp w stosunku do metod pomiarowych stosowanych w górnictwie jeszcze dekadę czy dwie temu, kiedy pod ziemię trafiały pierwsze sejsmometry. Owszem, urządzenia zapewniały bezcenne dane, ale były tak duże, że trzeba było budować dla nich osobne pomieszczenia, i tak czułe, że trzeba było stawiać je na specjalnych postumentach, a po instalacji poziomować. Nietrudno się domyśleć, że tam na dole, gdzie - jak mówi prof. Lurka - panują brutalne dla jakiegokolwiek sprzętu warunki, były to poważne wady.

Dotychczas stosowane czujniki nie były w stanie zarejestrować pełnej amplitudy drgań występujących podczas wstrząsów zarówno o dużej, jak i małej sile. Konstruktorzy takich urządzeń stali bowiem przed dylematem - albo będzie ono bardzo czułe, aby wykrywać również małe wstrząsy, a wtedy słabo będzie sobie radzić z silnymi, albo skupi się na silnych, a wtedy nie będzie w stanie wykrywać tych małych. - Dla naszych potrzeb najważniejszy był ten drugi koniec skali: aby urządzenie było w stanie rejestrować amplitudy drgań wysokich - mówi prof. Mutke.

Ale nie starczyło skonstruowanie samej sondy, trzeba było również opracować mechanizm interpretacji rejestrowanych przez nią wyników. W tym celu naukowcy stworzyli czterostopniową skalę, na której wyższe wartości związane są z większą amplitudą drgań przenoszonych przez górotwór. Bo im bardziej pod ziemią drga, tym większe niebezpieczeństwo. W ten sposób zatrudniony w kopalni geofizyk - a każda musi takiego zatrudniać - otrzymuje dodatkową informację, wprzęgniętą w już stosowane systemy monitorowania kopalnianego otoczenia (których konstruktorem często również jest instytut). Ta informacja przekazana dyżurnemu ruchu może wpłynąć na decyzję o wycofaniu ludzi spod ziemi i - być może - uratowaniu ich życia. A jest co monitorować, bo pod ziemią codziennie dochodzi do setek, a nawet tysięcy, jak mówią naukowcy, zjawisk sejsmicznych. Znakomita większość z nich jest słaba, a przez to nieszkodliwa, ale bardzo ważna dla sejsmologów. - Tak naprawdę teraz staramy się na podstawie informacji o tych mniejszych wstrząsach dedukować na temat tych silniejszych, które mogą w ich wyniku powstać. Innymi słowy - na podstawie zjawisk o mniejszej skali staramy się dowiedzieć czegoś o zjawiskach w większej skali - mówi prof. Mutke.

Naukowcy z Katowic zapewniają, że pierwsze testy ich wynalazek przeszedł w należącej do instytutu kopalni doświadczalnej Barbara, był również testowany w kopalni Bobrek. Przy czym mają świadomość, że podobną aparaturę opracowuje się już na świecie. Takie rozwiązania na dużych głębokościach wykorzystywane są na przykład przez sektor górniczy w Republice Południowej Afryki w kopalniach złota. Tam jednak ze względu na specyfikę skał i wydobycia konstruktorzy nie musieli się martwić o iskrobezpieczeństwo. Nawet jeśli polski węgiel jest mało opłacalny w wydobyciu, bo zalega zbyt głęboko, to zmusza to nas do opracowywania nowatorskich rozwiązań, jak sonda do wykrywania drgań o dużej prędkości. Te rozwiązania z kolei mogą się stać przyczynkiem do polskiego know-how w górnictwie na dużych głębokościach - dziedzinie tyleż brutalnej, co zaawansowanej technologicznie.

@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.000002600.802.jpg@RY2@

Rafał Klimkiewicz/Edytor.net

Prof. Grzegorz Mutke z Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach

Eureka! DGP

@RY1@i02/2015/088/i02.2015.088.000002600.103.jpg@RY2@

Trwa druga edycja konkursu "Eureka! DGP - odkrywamy polskie wynalazki". Jego celem jest promocja polskiej nauki i potencjału twórczego naszych wynalazców. Co tydzień do 5 czerwca w Magazynie DGP opisujemy wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej, wybrane spośród 54 nadesłanych przez 17 uczelni oraz 26 zgłoszonych przez 13 instytutów badawczych. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w czerwcu. Nagrodą jest 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki - firmę Polpharma - oraz kampania promocyjna o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR Biznes (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej) ufundowana przez organizatora. W tym roku wszyscy uczestnicy konkursu zostaną zaproszeni do prezentacji swoich wynalazków podczas III Międzynarodowych Targów Innowacji i Nowych Technologii INNO-TECH EXPO, które odbędą się w dniach 15-16 października 2015 r. Prezentacja wynalazków na Targach Kielce będzie doskonałą okazją do nawiązania współpracy biznesowej, która zwiększy możliwości szybkiego wprowadzenia nowych produktów na rynek.

 Jakub Kapiszewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.