Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasze firmy płacą za gaz więcej niż ich konkurenci

1 lipca 2018

Zagraniczne firmy chemiczne obniżyły koszty produkcji nawet o połowę. Rodzimy sektor nawozowy nie jest w stanie z nimi rywalizować.

Kryzys mocno dał się we znaki polskiej branży chemicznej. Spada produkcja, w dół lecą ceny sprzedawanych chemikaliów, maleją obroty firm. To efekt mniejszego popytu ze strony głównych odbiorców chemii, m.in. przemysłu motoryzacyjnego i budowlanego. Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że głównym powodem kłopotów jest nie tyle kryzys gospodarczy, co wysokie notowania gazu.

- Ceny gazu, po jakich kupują go nasze firmy chemiczne, w sytuacji gdy 40-50 proc. kosztów produkcji stanowi właśnie ten surowiec, są dziś kluczowe - mówi Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Paradoks polega na tym, że w Europie pojawiły się duże ilości gazu ziemnego po niskiej cenie. Można go za granicą kupić w tzw. zakupach spotowych (natychmiastowych) nawet kilkakrotnie taniej niż w ramach długoterminowych kontraktów.

- W efekcie firmy z sektora chemicznego działające poza Polską obniżają ceny własnych produktów o 50 proc., np. skandynawski koncern Yara połowę gazu kupił dwa razy taniej niż polskie firmy - tłumaczy Majchrzak.

Polskie firmy nie mogą korzystać z zakupów spotowych, bo nasz kraj nie ma infrastruktury łączącej nas z zachodnioeuropejską siecią gazową, dlatego kupują surowiec na podstawie dużo droższych wieloletnich kontraktów. W rezultacie przegrywamy rywalizację z zagraniczną konkurencją.

- Dla polskiej chemii nawozowej nadeszła nowa era, którą nie wszyscy będą w stanie przetrwać - ostrzega Jerzy Majchrzak.

Sytuacja zmieni się dopiero w latach 2012-2014, gdy ruszą nowe i rozbuduje się istniejące połączenia z sieciami gazowymi Czech i Niemiec. A także gdy powstanie terminal LNG w Świnoujściu.

Do wysokich cen gazu dołożył się kryzys gospodarczy, który doprowadził w Europie do spadku zamówień. O jedną trzecią zmniejszył się popyt na nawozy. W efekcie ich eksport z Polski w 2009 roku skurczył się o 50 proc.

- III kwartał, który tradycyjnie był najlepszym miesiącem eksportowym, okazał się dramatycznie słaby - mówi Jerzy Majchrzak.

Zakłady Chemiczne Police, największy pracodawca w województwie zachodniopomorskim, w konsekwencji nie były w stanie spłacić zobowiązań wobec PGNiG. Straty notują również ZA Kędzierzyn.

Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, prezesa Centrum im. Adama Smitha, gwoździem do trumny dla polskiej chemii może okazać się jednak pakiet klimatyczny.

- Ograniczenia dotyczące emisji CO2 będą bardzo kosztowne. Niektórzy zagraniczni konkurenci polskich firm mają zakłady poza UE i nie będą podlegali tym restrykcjom - mówi Robert Gwiazdowski.

Eksperci twierdzą, że ratunkiem może być prywatyzacja. W II połowie grudnia Ministerstwo Skarbu Państwa ma otrzymać wiążące oferty na Ciech, ZA Kędzierzyn oraz Azoty Tarnów.

- Jeśli zakłady będą prywatne, pojawi się większa możliwość działania. Nie będzie trzeba pytać, ilu związkowców zwolnić, czy można zmniejszyć pensje, czy też z kim rozmawiać w sprawie dostaw gazu - mówi Robert Gwiazdowski.

W wyniku prywatyzacji możliwa będzie konsolidacja sektora. Nieuniknione staną się zwolnienia i sprzedaż spółek zależnych. Firmy skupią się na biznesie podstawowym.

Prywatyzacja nie będzie jednak łatwa. W sytuacji, w jakiej znalazła się branża, może być trudno uzyskać oczekiwaną przez resort skarbu cenę.

- Na prywatyzację chemii w Polsce nigdy nie było jednak dobrego momentu - mówi Wojciech Słowiński, dyrektor w PricewaterhouseCoopers.

@RY1@i02/2009/244/i02.2009.244.166.0004.001.jpg@RY2@

Kłopoty branży chemicznej

Michał Duszczyk

michal.duszczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.