Ropa padła ofiarą graczy
Czy cenę ropy faktycznie wywindowały rewolty w Afryce? Za baryłkę wciąż trzeba płacić powyżej 100 dolarów, tymczasem w Libii na stacji galon benzyny kosztuje w przeliczeniu 55 centów
Mówi się nam, że to napięcia na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej stoją za niedawnym wzrostem cen ropy. Jednak o ile ropa brent (używana głównie w Europie, pochodzi z pól naftowych na Morzu Północnym - red.) kosztowała powyżej 120 dol. za baryłkę (159 l), w Trypolisie za paliwo trzeba było zapłacić ok. 55 centów za galon (4,5 l - red.). To nie błąd drukarski. Powszechnie uznawanym powodem, dla którego ci, którzy w tym przypadku są najbliżej konfliktu, cierpią mniej od tych, którzy znajdują się daleko, są potężne libijskie subsydia. Mniej popularny pogląd głosi, że światowe rynki energetyczne zostały zaprojektowane w ten sposób, by zarabiać na najdrobniejszych wahaniach podaży, nawet jeżeli brakuje dowodów na rzeczywiste niedobory.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.