Polska Grupa Energetyczna chce wrócić na Litwę
Koncern chce zostać partnerem w realizacji elektrowni jądrowej Visaginas
- Powrót do rozmów byłby potencjalnie możliwy - powiedział DGP Paweł Skowroński, wiceprezes PGE, zapytany o udział koncernu w realizacji litewskiego programu jądrowego. Wiceszef kontrolowanej przez Skarb Państwa grupy energetycznej bierze udział w trwającym od poniedziałku w Katowicach Europejskim Kongresie Gospodarczym.
- Powrót do rozmów byłby możliwy, jeżeli możliwa byłaby rozmowa o zmianie warunków biznesowych, na jakich PGE mogłaby uczestniczyć w tym projekcie - wyjaśnia Skowroński.
Wiceprezes PGE nie chce spekulować o wysokości udziałów, jakie spółka mogłaby objąć na Litwie.
Do wznowienia rozmów z Litwinami może dojść jeszcze przed wakacjami. PGE chce wrócić na Litwę ze względów biznesowych, ale i strategicznych. - Za kilka lat będziemy mieli do czynienia ze wspólnym rynkiem energii. Z tego punktu widzenia lepiej być uczestnikiem litewskiego projektu niż nie być - tłumaczy Skowroński.
Zdaniem części obserwatorów za wycofanie się z litewskiej inwestycji posadą zapłacił Tomasz Zadroga, poprzedni prezes PGE. W grudniu 2011 r. zrezygnował ze stanowiska niemal natychmiast po tym, jak ogłosił decyzję o wyjściu PGE z Litwy. Tymczasem gorącym orędownikiem zaangażowania Polski u naszych wschodnich sąsiadów jest Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki.
Budowa elektrowni atomowej Visaginas w miejscu zamkniętej już siłowni Ignalina ma być największą inwestycją na Litwie. Jej wartość szacuje się na 5,2 mld euro. Litwini, zatwierdzając kilka tygodni temu umowę koncesyjną, wyprzedzili Polskę w realizacji programu jądrowego. Prace budowlane planują rozpocząć najpóźniej w połowie 2016 r. Siłownia ma produkować energię przed końcem 2022 r.
Budowę stosów Visaginas będzie realizowała i finansowała spółka, której założycielem mają być przedsiębiorstwa energetyczne Litwy, Łotwy i Estonii, a także Hitachi, dostawca technologii. Zdaniem wiceprezesa PGE przy realizacji projektów jądrowych możliwa jest współpraca koncernów, które na co dzień ze sobą konkurują. - Takie modele już wypracowano i także litewska inwestycja mogłaby być realizowana w ten sposób - tłumaczy Skowroński.
Kiedy Litwini finalizowali umowę koncesyjną, Polska odsunęła w czasie budowę pierwszej elektrowni jądrowej. W opublikowanej na początku lutego strategii na lata 2012 - 2035 spółka podała, że uruchomienie pierwszego reaktora planuje w 2023 r. To było wielkie zaskoczenie, bo do ostatniej chwili PGE zapewniała, że harmonogram realizowany jest zgodnie z planem. A ten zakładał rozpoczęcie produkcji energii z atomu trzy lata wcześniej.
Najbliższe wakacje będą kluczowe dla przyszłości polskiego projektu jądrowego. - Do końca czerwca ogłosimy przetarg na wybór technologii - deklaruje Skowroński.
Najnowszy scenariusz dla polskiej elektrowni jądrowej zakłada wybór inżyniera kontraktu w 2012 r. Również do końca tego roku zaplanowano ogłoszenie przetargu na dostawcę technologii. Wśród faworytów wyścigu po kontrakt wart 35 mld zł wymienia się przede wszystkim Arevę, GE-Hitachi oraz Westinghouse.
W listopadzie 2011 r. PGE opublikowała listę potencjalnych lokalizacji dla przyszłej elektrowni. Spółka będzie wybierać spośród trzech miejscowości położonych nad Bałtykiem: Choczewem, Gąskami i Żarnowcem. Decyzja zostanie podjęta do końca 2013 r.
Rządowe plany zakładają wybudowanie przez PGE dwóch siłowni o łącznej mocy 6 tys. MW, w których PGE będzie mieć co najmniej 51 proc., a optymalnie 75 proc. udziałów.
@RY1@i02/2012/094/i02.2012.094.00000120e.803.jpg@RY2@
Wyniki PGE w górę
@RY1@i02/2012/094/i02.2012.094.00000120e.804.jpg@RY2@
Maciej Szczepaniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu