Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Utopieni w biurokracji

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

ABY UZYSTAĆ POZWOLENIE na budowę, firma musi przebrnąć przez 32 wymagane przepisami procedury. Wypełnienie każdej nich trwa średnio 10 dni. A gdzie czas na biznes?

Przedsiębiorcy żartują, że do Polskiej Klasyfikacji Działalności powinien zostać dodany zupełnie nowy punkt, który w dodatku z automatu i obligatoryjnie byłby wpisywany do zakresu działalności każdej nowo rejestrowanej firmy. Nazywałby się po prostu: biurokracja. Bo to właśnie jej kolosalną część swojego czasu poświęcają polskie przedsiębiorstwa.

- Gdy podczas rejestrowania firmy urzędnik zapytał mnie, czym głównie będę się zajmował, odpowiedziałem szczerze i zgodnie z prawdą, że wypełnianiem dokumentów, wysyłaniem deklaracji, zdobywaniem zaświadczeń, prowadzeniem dziwnych książek i spełnianiem innych papierkowych życzeń państwa - mówi z ironią Paweł Głembocki, właściciel kilku myjni samochodowych w Olsztynie.

Głembocki podliczył, że aby wybudować ostatnią z nich, poświęcił łącznie 105 godzin na wizyty w różnych urzędach. Pozwolenie na budowę uzyskał po 9 miesiącach. Ale i tak może uchodzić za szczęściarza, ponieważ - jak wynika z raportu Banku Światowego Doing Business - średnio proces wydawania pozwoleń na budowę w Polsce wynosi 311 dni. W tym czasie trzeba przejść średnio przez 32 różne procedury.

- Problem polega na tym, że zamiast rozwijać biznes, zwiększać zatrudnienie i bogacić cały naród, firmy toną w papierach. A państwo, zamiast upraszczać, ciągle komplikuje przepisy. Do tego stopnia, że samo się w nich gubi - uważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Kaźmierczak podaje przykład ustawy o odpadach, która weszła w życie 12 marca 2010 r. Zobowiązuje ona do składania sprawozdań o odpadach nawet część jednoosobowych firm. Jeżeli co roku nie wypełnią 13-stronicowego formularza przygotowanego przez Ministerstwo Środowiska, dostaną 10 tys. zł kary. Najśmieszniejsze w całej sprawie jest jednak to, że rok temu nawet Ministerstwo Środowiska nie było w stanie wypełnić formularza i wolało zapłacić 10 tys. zł kary. Oczywiście z pieniędzy podatników.

Choć urzędnicy zawsze znajdą czas na opracowanie nowych regulacji, to o zdezaktualizowaniu tych starych, najbardziej nieżyciowych, nie myśli nikt. - Ostatnio odwiedził mnie sanepid i poprosił o zeszyt warzyw. Gdy zrobiłem wielkie oczy, kontrolerzy stwierdzili, że powinienem zapisywać dokładnie, kiedy i gdzie kupiłem marchewkę, którą dodaję do zupy, a reguluje to rozporządzenie z lat 60. Dostałem 500 zł kary - opowiada Marian Krupa, właściciel małego punktu gastronomicznego w Lublinie.

Innym problemem jest kompletne niedostosowanie procedur do obecnych możliwości technologicznych. Choć żyjemy w czasach, w których podstawowym narzędziem działalności każdej firmy jest komputer, to akurat w przypadku czynności biurokratycznych niczego on nie ułatwia. Przepisy dotyczące faktur elektronicznych są tak nieżyciowe, że nawet wielkie koncerny nadal toną w papierowych kwitach umieszczanych w segregatorach zamiast na dysku twardym.

Urzędy skarbowe nadal żyją w analogowym świecie, gdzie od adresu e-mail znacznie ważniejsze są znaczek skarbowy i pieczątka. Ta ostatnia zrobiła w Polsce oszałamiającą karierę dzięki bolszewickim urzędnikom, którzy byli analfabetami, więc zamiast podpisów używali stempli. Dzisiejsi urzędnicy potrafią już i czytać, i pisać. Czas to wreszcie wykorzystać.

@RY1@i02/2011/161/i02.2011.161.000.0007.001.jpg@RY2@

Jak biurokracja dławi firmy

Łukasz Bąk

lukasz.bak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.