Prezes WizzAira tasuje na polskim rynku lotniczym
JOZSEF VARADI najpierw zmusił do restrukturyzacji PLL LOT, teraz stawia pod ścianą spółki obsługi naziemnej kontrolowane przez państwowych operatorów lotnisk
Szef różowej floty zawsze powtarza, że największym wyzwaniem w zarządzaniu linią lotniczą jest codzienne życie. Według niego na rynku wygrywa ten, kto potrafi najszybciej reagować.
46-letni Varadi założył WizzAir i kieruje linią od 2003 r. Ten zapalony miłośnik nart, tenisa i golfa przyznaje, że gdy przyjmował propozycję współpracy od grupy międzynarodowych inwestorów, tak jak większość menedżerów nie miał pojęcia, co to jest tania linia. Jednak po ponad dwóch latach spędzonych w Malevie i dekadzie pracy w międzynarodowych strukturach Procter & Gamble wiedział, że droga na szczyt w biznesie wiedzie przez skuteczne zarządzanie przychodami i uważną politykę kosztową.
I udało się. Malev praktycznie nie istnieje dziś na rynku, za to WizzAir jest największą tanią linią w Europie Środkowo-Wschodniej.
Z perspektywy czasu Varadi ocenia, że najbardziej zaskoczyła go słabość konkurentów. - My od początku wiedzieliśmy, gdzie chcemy być, i w tym miejscu jesteśmy - powiedział przed dwoma laty, gdy WizzAir świętował w Warszawie piątą rocznicę obecności w Polsce.
Z tamtej uroczystości zapamiętano przede wszystkim wyzwanie rzucone LOT-owi, któremu WizzAir zagroził odebranie palmy pierwszeństwa na polskim rynku. Dziś WizzAir z ponad 20-proc. udziałem w przewozach jest dosłownie o krok od zdetronizowania LOT-u.
- Polska jest najważniejszym rynkiem dla WizzAir ze względu na potencjał zaangażowanych tu naszych sił - zawsze powtarza Varadi.
W ciągu dwóch lat więzy linii z naszym krajem mogą jeszcze mocniej się zacieśnić. Właściciele rozważają publiczną emisję akcji. Jednym z parkietów poważnie branych pod uwagę jest warszawska giełda. Pakiet akcji, który ma szanse trafić na nasz rynek, już wyceniany jest na ponad miliard złotych. Dla porównania papiery LOT-u, dla którego Skarb Państwa szuka obecnie inwestora, wyceniane są tylko na połowę tej kwoty.
- W byciu numerem jeden chodzi oczywiście o prestiż, ale byłoby to też potwierdzenie skuteczności modelu rozwijania firmy - uważa ekspert rynku transportowego Adrian Furgalski. Jak twierdzi, siła Varadiego i WizzAira polega na tym, że agresywna polityka cenowa, wzorowana na Ryanairze, prowadzona jest z wyczuciem i kulturą.
Przykładem jest zdarzenie z 2006 roku. W hali odlotów lotniska Londyn Luton zawisła reklama zachęcająca do odwiedzenia Gdańska: "Wódka i śledź tylko za 2,5 funta. Chce ci się pić i jeść - leć do Gdańska". Na WizzAir posypały się gromy, a Lech Wałęsa ogłosił nawet linię persona non grata w Gdańsku. Varadi nie brnął dalej. Przyleciał do Gdańska, spotkał się z legendą "Solidarności" i o sprawie wszyscy zapomnieli. Linia nigdy więcej nie splamiła kolebki "Solidarności".
Od początku Varadiemu zarzucano powielenie wzorców Ryanaira. Na zaczepki odpowiada kategorycznie: nie jesteśmy niczyim klonem. Ale z drugiej strony przyznaje, że obie firmy to linie tzw. starego typu. Koszt miejsca w obu jest mniej więcej o połowę lub jedną trzecią tańszy niż u narodowej linii, ale też o 25 - 30 proc. tańszy niż u tanich przewoźników nowego typu, np. SkyEurope. Dlatego amatorzy latania przynajmniej na razie nie powinni liczyć na otwartą wojnę pomiędzy WizzAirem i Ryanairem. Obydwaj przewoźnicy koncentrują się na wycinaniu słabszych konkurentów, w tym narodowych linii.
@RY1@i02/2011/065/i02.2011.065.000.016a.001.jpg@RY2@
Jozsef Varadi kieruje WizzAirem od 2003 roku
Cezary Pytlos
cezary.pytlos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu