Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Używane jak nowe, czyli cud nad Wisłą

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

SZEŚĆ MILIONÓW SAMOCHODÓW sprowadzili Polacy z Zachodu od naszego wejścia do Unii Europejskiej. Przynajmniej połowa z nich ma wypadkową przeszłość, sfałszowane dokumenty, cofnięte liczniki przebiegu. Radzimy, jak nie dać się nabrać na "okazję"

"Zaledwie 80 tys. km przebiegu, absolutnie bezwypadkowy, 70-letnia Niemka jeździła nim tylko na zakupy i do kościoła. Jednym słowem: perełka!" - tak jeden ze sprzedawców zachwalał w ogłoszeniu sprowadzonego z Zachodu volkswagena golfa z 2000 roku. Gdy na podstawie numeru VIN (numer identyfikacyjny pojazdu) sprawdziliśmy auto w bazie Volkswagena, wyszło na jaw, że ostatni przegląd przeszło we wrześniu ubiegłego roku przy przebiegu 223 tys. kilometrów. Ponadto pojazd miał w przeszłości dwie poważne naprawy.

Takich "okazji" jest znacznie więcej, a sprzedawcy oszukują na różne sposoby. Ryzyko zakupu takiego auta można jednak zmniejszyć.

Po polskich drogach jeździ wiele pojazdów, które w Niemczech uzyskały statut szkody całkowitej, czyli ubezpieczyciel uznał, że ich naprawa nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Takie pojazdy szczególnie chętnie kupują polscy handlarze, aby potem naprawić je jak najmniejszym kosztem i odsprzedać. Jak rozpoznać takie auto?

Oglądaj wyłącznie umyty samochód, w świetle dziennym wszystkie elementy karoserii powinny mieć identyczny odcień.

Odczep kawałek wygłuszenia maski silnika oraz tapicerki w drzwiach - jeżeli w którymś z tych miejsc karoseria ma inny kolor, to znaczy, że te części wymieniano i niechlujnie pomalowano.

Podnieś podłogę bagażnika - po uderzeniu w tył samochodu często jest zdeformowana i ma widoczne miejsca, w których była spawana.

Śruby mocujące maskę silnika czy drzwi powinny być pomalowane i nie mogą nosić śladów odkręcania.

Po przekręceniu kluczyka w stacyjce na chwilę powinny się zapalić kontrolki poduszki powietrznej oraz systemów ABS i ESP. Jeżeli się nie zapalają, to znaczy, że zostały wykręcone i auto nie ma np. poduszek powietrznych, a jedynie zaślepki.

Sprawdzaj auto wyłącznie przy zimnym silniku. Jeżeli przed twoim przyjazdem sprzedający celowo go rozgrzał, to znaczy, że ma coś do ukrycia. Jednostka może wymagać remontu.

Zajrzyj pod dywaniki, do komory silnika, skrzynki bezpieczników i miejsc, gdzie auto ma przewody elektryczne. Jeżeli są zaśniedziałe, może to oznaczać, że samochód został zalany, np. podczas powodzi. Handlarze osuszają takie auta w specjalnych suszarniach.

Ostatecznym elementem sprawdzianu jest pomiar punktów stałych płyty podłogowej. W warsztacie blacharskim auto umieszczane jest na ramie pomiarowej, która sprawdza, czy podwozie nie jest zdeformowane. Taka usługa kosztuje 150 - 500 zł, ale daje pewność, że auto nie miało wypadku, w którym ucierpiała jego konstrukcja.

Jednocześnie istnieje kilka mitów, którymi nie należy się sugerować przy ocenianiu stanu auta. Chodzi na przykład o rok wybity na szybach. Wbrew pozorom nie musi on być identyczny na każdej z nich ani nie musi być zgodny z rokiem produkcji pojazdu. Podważyć można także skuteczność urządzenia do mierzenia grubości lakieru. Często już fabrycznie samochody pomalowane są nierówno i np. na błotniku warstwa lakieru jest trzykrotnie większa niż na dachu.

Nie wierzmy w dziesięcioletnie samochody z Niemiec z przebiegiem 100 tys. kilometrów. Przeciętny obywatel RFN przejeżdża tyle w trzy lata. Zachowajmy czujność nawet wtedy, gdy auto ma książkę serwisową potwierdzającą stan licznika. Może być ona sfałszowana. W ubiegłym roku policja zamknęła nielegalną fabrykę takich książek pod Radomiem. Oszuści wypełniali je, przybijając jednocześnie pieczątki fikcyjnych niemieckich czy francuskich serwisów.

Zweryfikować autentyczność przebiegu i książki serwisowej auta możemy na kilka sposobów.

Sprawdźmy, czy firma, która widnieje na pieczątkach książki serwisowej, istnieje naprawdę. Czasami wystarczy ją odnaleźć w internecie, zadzwonić i spróbować potwierdzić, że serwisowała auto, którym się interesujemy.

Poprośmy o pomoc ASO. Większość marek prowadzi międzynarodową ewidencję serwisowanych i naprawianych pojazdów. Wystarczy znać VIN pojazdu.

Często na oko można rozpoznać, ile przejechało auto. Kierownica, guma na pedałach sprzęgła i hamulca, osłona skrzyni biegów i boczki foteli - to miejsca, które z biegiem czasu się wycierają. W dobrze utrzymanym aucie po przebiegu rzędu 100 - 150 tys. kilometrów mogą one nosić jedynie nieznaczne ślady. Niestety bardziej wyrafinowani handlarze wymieniają te części na mniej zużyte.

@RY1@i02/2011/043/i02.2011.043.000.0006.001.jpg@RY2@

Import samochodów używanych

Łukasz Bąk

lukasz.bak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.