Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rodzime marki odzieżowe i obuwnicze przyspieszają zagraniczną ekspansję

1 lipca 2018

300 mln zł pójdzie na uruchomienie nowych placówek handlowych. To o 100 mln zł więcej niż w roku ubiegłym

Najbardziej znane z polskich marek odzieżowych i obuwniczych uruchomią w tym roku ponad 400 salonów za granicą. To rekord, który będzie w zasadzie zasługą dwóch firm: CCC oraz LPP. Łącznie otworzą ponad 300 sklepów - tyle, ile w zeszłym roku wszystkie największe firmy z tego sektora.

- Zaplanowaliśmy na ten rok uruchomienie 200 salonów, z których 160 powstanie poza Polską. W 2013 roku na zagranicznych rynkach powstało pod naszym logo 95 salonów - mówi DGP Piotr Nowjalis, wiceprezes zarządu CCC.

Firma LPP, właściciel Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay, zaplanowała na ten rok otwarcie 146 sklepów za granicą, o 42 więcej niż w roku ubiegłym. Spółka zamierza nie tylko otworzyć więcej placówek, ale też stawia na bardziej równomierny rozwój swoich brandów. Do tej pory inwestowała głównie w logo Reserved.

Wśród marek, które planują ekspansję na obce rynki, są też Gino Rossi, Tatuum, Coccodrillo, Atlantic, Big Star, Gatta, Wojas czy Wójcik. Każda z firm otworzy od kilku do kilkudziesięciu sklepów. Większość planuje przyspieszenie rozwoju. - Zaplanowaliśmy uruchomienie 10 salonów poza Polską, dwa razy tyle co w 2013 r. - twierdzi Marek Szostak, dyrektor ds. marketingu Wójcik Fashion Group.

Głównymi kierunkami rozwoju są kraje ościenne. Widać jednak, że polskie firmy coraz chętniej próbują sił nie tylko u wschodnich i południowych sąsiadów, ale też na zachodzie Europy, która przez lata była postrzegana jako zbyt konkurencyjna, a przez to niedostępna. Przybywa też takich, które mają odwagę ruszyć na podbój znacznie bardziej oddalonych rynków.

- Jesienią zadebiutujemy w Niemczech, gdzie otworzymy dwa sklepy, w Chorwacji, gdzie powstanie ich pięć, a także w jednym z krajów arabskich. Najprawdopodobniej będzie to Katar. W ciągu sześciu lat w tym regionie zakładamy powstanie sześciu placówek - wyjaśnia Magdalena Stefańska-Lotkowska, rzecznik prasowy LPP. Natomiast Wójcik Fashion Group poza tym, że przygląda się poważnie Austrii, Szwajcarii czy Francji, prowadzi też rozmowy z chińskim dystrybutorem, który umożliwiłby mu zaistnienie w Pekinie.

Przedstawiciele sieci nie ukrywają, że w wyborze rynków pomagają im inwestorzy, którzy zgłaszają się do nich z propozycją uruchomienia salonów pod polskim brandem. Takich ofert jest coraz więcej. Wojas na przykład otrzymał propozycje współpracy z USA. Inne marki natomiast wspominają o Turcji czy nawet Indiach i Dubaju. Nasi przedsiębiorcy wolą jednak stawiać na własne salony, a franczyzowe, czyli z udziałem partnerów, uruchamiać tylko tam, gdzie jest to konieczne. Działanie bez inwestora lokalnego jest niemożliwe m.in. w krajach arabskich czy w Rosji i na Ukrainie. To też tłumaczy powód coraz większego zainteresowania polskich brandów zachodnią Europą. Nie mówiąc już o tym, że ryzyko niepłacenia na czas rachunków przez kontrahenta ze Wschodu za prawa do marki i towar z każdym dniem rośnie.

Poszukiwanie nowych rynków zbytu staje się koniecznością. Polska powoli staje się zbyt mała dla dużych, którzy mają sklepy niemal w każdym mieście. Wiele firm, które jak LPP czy CCC zdobyły pozycję istotnego gracza w Polsce, zamierza powalczyć o podobną pozycję za granicą.

OPINIA

Najbezpieczniej wybierać sąsiednie rynki

@RY1@i02/2014/049/i02.2014.049.000000900.803.jpg@RY2@

Marcin Stebakow dyrektor departamentu analiz DM BPS

Co skłania polskie marki do ekspansji zagranicznej?

Sytuacja panująca na rodzimym rynku centrów handlowych. Nowe powstają coraz bliżej już istniejących, więc jest ryzyko, że sklepy będą się kanibalizowały.

Ceny za produkt osiągane na tamtych rynkach mogą być wyższe od krajowych, co nawet przy wyższych kosztach wynajmu i osobowych skłania marki do podejmowania decyzji o ekspansji. No i wielu przedsiębiorcom marzy się powtórzenie sukcesu, jaki osiągnęli ich zachodni konkurenci.

Na których rynkach mają szansę odnieść sukces?

Na pewno na ościennych, gdzie konsument jest podobny do polskiego, a jego potrzeby są w miarę zidentyfikowane. Myślę o takich krajach, jak: Czechy, Słowacja, ale i Niemcy, Austria, Węgry, Rumunia, kraje nadbałtyckie czy choćby Rosja, gdzie powstają nowe centra handlowe. Co do odleglejszych rynków, to trzeba zadbać o bazę logistyczną i mieć rozeznanie o istniejącej tam konkurencji, bo przy silnych lokalnych markach okazać się one mogą trudne do zdobycia.

Warto stosować strategię małych kroków: zacząć od kilku sklepów, by się przekonać, czy jest popyt na dane produkty.

Co daje taka strategia?

Pozwala się zorientować, po jakich cenach można sprzedawać kolekcje na zagranicznych rynkach. Pozwala też dostosować asortyment do lokalnych potrzeb, które mogą być różne nie tylko ze względu na zamożność społeczeństwa, ale i pogodę. W Rosji na przykład lepiej sprzedają się krzykliwe buty na wysokich obcasach, a kozaki zimowe muszą być lepiej ocieplone i mieć grubszą podeszwę.

@RY1@i02/2014/049/i02.2014.049.000000900.804.jpg@RY2@

Rozwój polskich sieci za granicą

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.