Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Paraksiążki nakręcają rynek

17 maja 2017

Hitami są puste dzienniki dla nastolatków do samodzielnego wypełnienia i poradniki medyczne

"Zniszcz ten dziennik" Keri Smith, czyli druga część publikacji "To nie jest książka" - to był największy sprzedażowy hit polskiego rynku książki w 2015 r. Ta druga pozycja zresztą według właśnie opublikowanego rankingu Biblioteki Analiz też znalazła się na bardzo wysokim 11. miejscu, a reedycja "Zniszcz ten dziennik. Wszędzie" na 17. Wszystkie trzy publikacje to fenomen. Nie są to klasyczne książki, tylko specjalne zeszyty do samodzielnego uzupełnienia, z konkretnymi zadaniami, przeznaczone dla nastoletniego czytelnika. I równie dużym hitem jak w Polsce były w całej Europie.

To nie jest książka

To niejedyna tak wysoko notowana publikacja, która z klasycznymi książkami niewiele ma wspólnego. - W branży mawiamy o produktach książkopodobnych i ewidentnie widać, że coraz więcej z nich zaczyna się przebijać - mówi Piotr Dobrołęcki, redaktor naczelny Biblioteki Analiz, wydawnictwa specjalizującego się w badaniach rynku książki. Według niego do tej kategorii można zaliczyć także antystresowe kolorowanki dla dorosłych. - Ewidentnie rynek książki ratują czytelnicze mody, bestsellery stymulowane hitami filmowymi czy poradniki w rodzaju "Ukrytych terapii" - dodaje Dobrołęcki.

Ta ostatnia to kontrowersyjna książka, która według lekarzy propaguje niebezpieczne metody lecznicze. W największej księgarni internetowej Bonito.pl była największym sprzedażowym hitem w 2016 r.

- Wydawcy szukają pozycji, które przyniosą im konkretne przychody, i to oczywiste, że stawiają na pozycje, za którymi stoi spora szansa sprzedażowa - uważa Dobrołęcki.

Muszą się ratować, bo wyniki branży księgarskiej są coraz mniej optymistyczne. W ciągu ostatnich pięciu lat przychody spadły z 2,94 do 2,41 mld zł, średni nakład z 6,8 tys. egz. do 2,8 tys., a ogólny nakład książek wydanych w ciągu roku ze 141 mln do 97 mln.

Awantura o jednolitą cenę

Spora część wydawców i księgarzy od kilku lat apeluje o uchwalenie ustawy, która wprowadzałaby jednolitą cenę książki. Przez określony czas po wydaniu książkę można by sprzedawać tylko w cenie okładkowej, bez zniżek i promocji. Według Polskiej Izby Książki powstrzymałoby to naciski dużych sieci, które domagają się upustów w marży sięgających 50 proc. tylko po to, by nowości sprzedawać od razu na przecenach. Uniemożliwiają w ten sposób małym księgarniom konkurencję.

Polska Izba Książki przekonuje, że w efekcie spadłyby ceny książek, które są sztucznie zawyżane przez wydawców, po to by mogli dawać duże upusty. Co więcej, powstrzymałoby to proces zamykania kolejnych małych, niezrzeszonych księgarni, które przegrywają wojnę cenową. Ustawę kilka tygodni temu ze sporym zainteresowaniem przyjął resort kultury. Momentalnie jednak wybuchła o nią awantura, oskarżano ministra Piotra Glińskiego o próby niedozwolonego wpływania na rynek. Sieci handlowe i księgarnie internetowe zaś wskazywały, że takie zmiany zamiast obniżyć ceny książek, spowodują ich podwyżki. A jak wynika z najnowszego badania Instytutu Pollster, zrealizowanego dla sieci Matras, to niska cena jest motywem do kupowania książek aż dla 85 proc. badanych.

Polskie kryminały na topie

Z informacji DGP wynika, że wstrzymano rządowe prace nad ustawą.

Najbardziej optymistycznym trendem na naszym rynku jest coraz silniejsza pozycja polskich autorów. - To jest ewidentnie silny trend. Polskie kryminały i poradniki, nie tylko telewizyjnych sław, sprzedają się świetnie - opowiada Joanna Purzyńska z sieci Matras. W top 10 największych hitów 2015 r. jest siedmiu polskich twórców, w tym Olga Tokarczuk, i autorzy kryminałów Katarzyna Bonda i Zygmunt Miłoszewski.

Kolejnym trendem, jaki obserwuje Purzyńska, jest rosnący udział nowości wśród sprzedawanych książek. - Nowe tytuły jest łatwiej rozreklamować, a to pod wpływem reklamy często czytelnik decyduje się na zakup. Stąd też z roku na rok coraz więcej wydawanych nowych tytułów - dodaje. ©

@RY1@i02/2017/094/i02.2017.094.000001500.101(c).gif@RY2@

Czytelnicze mody ratują rynek książek

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

WYWIAD

Na jednolitej cenie stracą też czytelnicy

Wojciech Mazia: Rynkiem książki rządzi zasada Pareto - 20 proc. książek odpowiada za 80 proc. Sprzedaży

@RY1@i02/2017/094/i02.2017.094.000001500.801.jpg@RY2@

fot. Materiały prasowe

Wojciech Mazia, członek zarządu i współzałożyciel e-sklepu Bonito.pl

Ile Bonito sprzedało książek w 2016 r.? Allegro pochwaliło się niedawno, że zbyło blisko 7 mln.

My więcej, bliżej 10 mln.

Ile wynosi średnia cena książki w Bonito?

Około 20 zł.

To się drastycznie różni od wyliczeń Biblioteki Analiz, że średnia cena książki w Polsce to już 41,8 zł.

Biblioteka liczy w cenach okładkowych, a my tylko w cenie faktycznej, z rabatami, jakie oferujemy. Te z zasady to od 25 do trzydziestu kilku procent.

I to, jak rozumiem, przyciąga klientów?

Oprócz niskiej ceny także wygoda, różnorodność form dostawy, włącznie z taką do domu pod drzwi, i szeroka oferta. Oferujemy 130 tys. tytułów, więc każdy znajdzie to, czego w danym momencie szuka.

A w tych 130 tysiącach jak dużo jest nowości?

Zależy, czy pytamy o nowości, czy bestsellery. Bo czasem książka dopiero po kilku miesiącach czy roku staje się bestsellerem. Pojawia się jakaś moda czy film z nią związany i sprzedaż nagle rusza. Ale tak czy inaczej zdecydowana większość sprzedawanych pozycji to książki nowe. Działa tu zasada Pareto - 20 proc. tytułów generuje 80 proc. sprzedaży.

Co było największym hitem w 2016 r.?

"Ukryte terapie".

Pierwsze słyszę, a cóż to za książka? Czytał ją pan?

Nie czytałem. Ale to książka o medycynie alternatywnej. Potem był oczywiście cykl erotycznych powieści o Grayu i "Harry Potter". Ale w internecie, jak widać, sprzedają się inne książki niż w księgarniach. I to jest prawdziwa lista bestsellerów, bo my nie mamy ograniczonego miejsca jak w księgarniach i możemy prezentować wszystko. Klient ma o wiele większy wybór.

Gdyby przeszła opcja z jednolitą ceną książki, to dla Bonito byłby to spory problem, skoro oferujecie klientom aż tak duże rabaty?

Nie wiem, czy dla nas byłby to aż tak duży problem, ale dla czytelników na pewno. My zawsze jeszcze możemy konkurować szerokością oferty, tym, że można złożyć u nas zamówienie w dowolnym momencie i towar dostarczany jest często już następnego dnia. Jednak obroty spadłyby nie tylko w księgarniach internetowych, ale i tradycyjnych, bo cena książki wszędzie by wzrosła. Stracą klienci, bo zamiast czterech książek w tej samej cenie będą mogli kupić trzy. Straciłaby więc cała branża, spadną jej obroty.

Rozmawiała Sylwia Czubkowska

Cała rozmowa na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.