Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Spekulanci znowu osłabiają złotego

28 kwietnia 2009
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W połowie kwietnia cena franka spadła do ok. 2,8 zł. Wczoraj wartość szwajcarskiej waluty wzrosła do prawie 3,04 zł, czyli łączny wzrost wyniósł około 20 gr. Sytuacja powtarza się już w kolejnych miesiącach, czyli mamy relatywnie mocnego złotego w okolicach 15 i słabego pod koniec miesiąca.

– Tak jest w tym miesiącu, tak będzie jeszcze pod koniec maja, czerwca i jeszcze w lipcu, gdy wygaśnie ostatnia większa grupa opcji walutowych – prognozuje Jacek Maliszewski z Alpha Financial Services.

W tym samym rytmie zmieniają się ceny euro i dolara. Od połowy do końca miesiąca euro zdrożało o 30 gr, a dolar o ok. 27 gr. Biorąc pod uwagę, że większość kredytów mieszkaniowych w Polsce nominowana jest we franku, to osoba, która spłacała przeciętny kredyt w połowie miesiąca, zapłaciła o 100–200 zł niższą ratę niż kredytobiorca, któremu termin spłaty przypada np. dzisiaj.

– Fakt, że w określonych terminach rozliczane są kolejne opcje, nie jest obojętny dla tak płytkiego rynku walutowego jak nasz – uważa Wojciech Kwaśniak, były szef nadzoru bankowego.

Z powodu opcji pod koniec miesiąca popyt na waluty jest więc większy i ich cena rośnie. Zdaniem ekspertów nie tłumaczy to jednak całego zjawiska.

– Według mnie ten wzrost to spekulacja. Trudno powiedzieć, jaka jest skala operacji na rynku walutowym, spowodowanych przez opcje, ale w normalnych warunkach nawet duże przepływy nie miały żadnego wpływu na nasz rynek walutowy – twierdzi Elwir Świętochowski z Rabobanku.

– Mamy klasyczne pompowanie walut pod koniec miesiąca. Niby jest zrozumiała awersja do ryzyka, ale zastanawiające, że węgierski forint nie stracił ostatnio na wartości tak wiele jak polski złoty – dodaje Piotr Pazio, diler z Polbanku.

Zjawisko obserwowane jest od kilku miesięcy. W rezultacie coraz więcej inwestorów na rynku walutowym stara się je wykorzystać, a więc i wahania są coraz większe.

– Nawet inwestorzy, którzy do tej pory stali z boku, starają się wykorzystać sytuację, bo widzą, że warto kupić walutę kilka dni przed końcem miesiąca, bo ostatniego dnia sprzeda się ją drożej – mówi Jacek Maliszewski.

Nie można też wykluczyć spekulacji instytucji finansowych zaangażowanych w opcje, które aby więcej zarobić, mogą podbijać kursy walut. Zdaniem ekspertów opcje walutowe to w tej chwili po prostu wygodny pretekst, pod który gra większość uczestników rynku walutowego.

– Kiedyś jak 100 mln euro przechodziło przez rynek, to nie miało to dużego znaczenia i nikt tego nawet nie zauważał. Dzisiaj 100 milionów może oznaczać podniesienie ceny waluty o 10 gr – uważa Elwir Świętochowski.

Pozytywne jest to, że najwyższe ceny walut w danym miesiącu zwykle są niższe niż w miesiącu poprzednim.

– Luty kończyliśmy przy poziomie 4,80 za euro, marzec 4,75, a teraz pewnie nie przekroczymy 4,60 – mówi Elwir Świętochowski.

Zdaniem ekspertów obecne obroty na rynku międzybankowym są ok. pięciokrotnie niższe niż przed kryzysem.

– Rynek walutowy jeszcze długo będzie płytki. Jeśli prezes banku zakłada, że inni partnerzy działają podobnie, a on jeszcze całej prawdy o swojej sytuacji nie ujawnił, to nie ma zaufania do innych. W rezultacie wszyscy uczestnicy rynku nie mają do siebie zaufania – mówi Wojciech Kwaśniak.

Ten brak zaufania widoczny jest także na polskim rynku. Banki boją się, że nie odzyskają pożyczonych innym pieniędzy. W rezultacie o ile banki pożyczają sobie na krótkie terminy, o tyle praktycznie transakcji powyżej 1 miesiąca nie ma.

8fde3209-9cce-4053-bcde-d8e56de7c50a-38897067.jpg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.