Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Polski paradoks: ceny niskie, ale wcale nam nie do śmiechu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Jesteśmy jednym z najtańszych krajów w Europie, a stać nas na mniej niż Czechów czy Niemców

Mamy tanie jedzenie, niedrogie samochody, ceny naszych mieszkań niejeden Europejczyk uznałby za wyjątkowo atrakcyjne, a nasza benzyna po niecałe 6 zł wręcz budzi u innych zazdrość. Brzmi niewiarygodnie, ale to prawda. DGP porównał ceny w pięciu państwach należących do Unii Europejskiej: Polsce, Czechach, Hiszpanii, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że zdecydowana większość towarów jest u nas tańsza niż na Zachodzie.

Koszyk najpopularniejszych artykułów spożywczych i kosmetycznych kosztuje w polskim markecie 147 zł i jest o trzy złote tańszy od czeskiego. Na Wyspach za podobne towary trzeba zapłacić ponad 250 zł, a w Niemczech powyżej 180 zł. Różnice cenowe widać także w salonach samochodowych. Skoda octavia z silnikiem 1.2 TSI nad Wisłą kosztuje 61 800 zł, podczas gdy w swojej ojczyźnie - po przeliczeniu według aktualnego kursu korony czeskiej - o 6 tys. zł więcej. W dodatku jej zatankowanie do pełna najtańsze będzie także w Polsce, bo u nas litr benzyny kosztuje średnio 5,84 zł, podczas gdy u naszych południowych sąsiadów - 6,3 zł. Najwięcej płacą Brytyjczycy - 7 zł za litr bezołowiowej 95.

Produkty i usługi, które są u nas tańsze niż na Zachodzie, można by wyliczać długo. - Mamy jeden z najtańszych w całej Unii sprzęt AGD - zauważa Wojciech Konecki ze stowarzyszenia CECED zrzeszającego producentów tego sprzętu. Podobnie jest z elektroniką.

Ale polskiemu konsumentowi wcale nie jest do śmiechu, bo i tak zarabia za mało w stosunku do tego, co ile kosztuje.

Im większy zakup, tym bardziej mamy pod górkę - gdyby przeciętny Polak dostawał do ręki średnią pensję brutto i odkładał ją w całości na 50-metrowe mieszkanie w stolicy, jego szczęśliwym właścicielem stałby się dopiero po 10 latach. Dla porównania Brytyjczyk na podobne lokum w Londynie odkładałby 6,5 roku, a Niemiec w Berlinie - zaledwie 3 lata.

W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak zapytać o zdanie ekspertów. I tu zaskoczenie - radzą, żebyśmy nie marudzili. - Nasza siła nabywcza i tak znacząco się poprawiła w ciągu ostatnich lat. Mieliśmy realny wzrost PKB, płac i dochodów. Wszystko to doprowadziło do wzrostu konsumpcji - tłumaczy dr Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

Jego optymizm ma solidne fundamenty. Z danych GUS wynika, że w 1995 r. średnia płaca brutto wynosiła 700 zł, podczas gdy w ubiegłym roku było to już prawie 3400 zł. W tym samym czasie ceny towarów i usług poszybowały w górę o 186 proc. Stać nas zatem na coraz więcej, tyle że nadal wydajemy nieporównywalnie mniej niż inne kraje. Instytut GfK Polonia wyliczył, że w tym roku Polacy przeznaczą na zakupy 906,6 mld zł, czyli po niecałe 24 tys. zł na osobę. W tym samym czasie Hiszpanie, których kryzys ciągle trzyma za gardła, wydadzą - po przeliczeniu według kursu euro z 5 kwietnia - 4 bln zł, czyli po około 85 tys. zł na osobę.

Czy my kiedykolwiek będziemy dysponowali taką gotówką na zakupy? - Tak, choć minie jeszcze sporo czasu. Średnią unijną dogonimy za co najmniej 15 lat, a dobicie do poziomu Niemiec zajmie nam kolejną dekadę - szacuje dr Borowski. Na razie niektórzy Polacy znaleźli inny sposób na zwiększenie swojej indywidualnej siły nabywczej - wyjechali na Zachód do pracy, lecz na zakupy przyjeżdżają do kraju. Innymi słowy - zarabiają dużo, ale kupują tanio.

Na zakupy Polak wydaje 24 tys. zł rocznie. Hiszpan - 85 tys. zł

Łukasz Bąk

Patrycja Otto

Janusz K. Kowalski

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.