Niewielkie zarobki na rosnącym rynku gier
Ostra presja cenowa ze strony supermarketów powoduje, że marże sięgają najwyżej kilkunastu procent. Szybko rosnąca sprzedaż pozwala jednak zarobić
Rynek gier komputerowych jest jednym z tych, który skutecznie opiera się kryzysowi. W 2010 r. jego wartość wynosiła 520 mln zł, w 2011 r. już 692 mln zł, a w 2012 r. według wstępnych szacunków branży wzrosła do 1 mld zł. To efekt upowszechniania się tej rozrywki. Obecni 30-40-latkowie, wychowani na grach, nadal w nie inwestują. Szczególnie, że producenci uwzględniają ich potrzeby przy opracowywaniu nowych produktów. Stale przybywa też nowych użytkowników.
Dobra koniunktura nie przekłada się jednak wprost na zyski z prowadzonego w tym sektorze. - Wynika to z dużej konkurencji ze strony supermarketów, które wyczuły dochodowy biznes. Do tego bardzo dynamicznie rozwija się sprzedaż w internecie - mówi Tadeusz Włościański, właściciel punktu z grami komputerowymi w centrum Warszawy.
To nie znaczy, że działalność ta nie jest dochodowa. Pensję w wysokości 3-5 tys. zł na rękę można sobie zagwarantować. Trzeba jednak uwzględnić kilka zasad przy planowaniu działalności. Po pierwsze do sklepu musi być dobry dostęp, co oznacza, że musi zostać zlokalizowany w centrum handlowym lub ciągu komunikacyjnym. Sklepy osiedlowe mają szanse zaistnieć, ale przy dużym wsparciu własnej strony internetowej. - Ta jest niezbędna przy prowadzeniu sklepu z grami. To za jej pośrednictwem będą przyjmowane zamówienia od klientów oczekujących na nowości - tłumaczy Włościański.
W centrum handlowym natomiast bardziej opłaca się otworzyć stoisko w pasażu handlowym niż stacjonarny sklep. Będzie ono nie tylko bardziej widoczne dla klientów, ale też pozwoli lepiej zaprezentować ofertę.
- Do tego jego utrzymanie będzie przynajmniej pięć razy tańsze niż sklepu. To wynika choćby z wielkości wyspy. Wystarczy na nią do 10 mkw. Tymczasem w centrach handlowych trudno o tej wielkości sklep - dodaje Tomasz Kochański, twórca marki PlayZoneGames, właściciel dwóch sklepów w Poznaniu, który od zeszłego roku oferuje biznes we franczyzie. To jak na razie jedyny koncept z tego sektora, który udostępnia swoje know-how.
Koszt otwarcie sklepu pod jego logo Tomasz Kochański szacuje na około 50 tys. zł. W kwocie tej zawiera się już czynsz za pierwszy miesiąc działalności, wstępne zatowarowanie i opłata franczyzowa, która wynosi 10 tys. zł brutto.
Sieć nie pobiera jednak żadnych innych opłat w ramach prowadzenia franczyzy.
- Nie zamierzam na bieżąco kontrolować franczyzobiorcy. Chcę udzielić wsparcia w postaci przekazania gotowego projektu placówki, zasad jej prowadzenia, wyliczeń na temat realnych dochodów i kosztów. Pomogę też w pierwszym zakupie towaru oraz udostępnię kontakt do sprawdzonych i konkurencyjnych cenowo dostawców - tłumaczy Tomasz Kochański.
To oznacza, że sieć pozostawia dużą swobodę właścicielowi punktu nie tylko w sposobie prowadzenia działalności, ale i doboru asortymentu.
Koszty inwestycji we własny sklep z grami komputerowymi na poziomie 60-70 tys. zł szacują też inni właściciele tego rodzaju placówek. Według nich połowę tej kwoty pochłonie remont i wyposażenie lokalu w kasę fiskalną, ladę, regały oraz zainstalowanie monitoringu. Kolejne przynajmniej 30 tys. zł potrzebne będzie na zakup towaru.
- Wybierając go, warto postawić na kilka pozycji ze wszystkich segmentów. A to oznacza, że nie może zabraknąć nowości oraz tzw. klasyki, czyli gier, które zawsze będą popularne - twierdzi Tomasz Kochański.
W asortymencie trzeba też uwzględnić propozycje dla dzieci. Zwłaszcza że te stanowią coraz większą grupę odbiorców. A wśród nich popularnością cieszą się przede wszystkim gry przygotowane we współpracy z LEGO, a także edukacyjne.
Ze względu na dużą konkurencję marże w tym sektorze nie są wysokie. Wynoszą średnio 10-25 zł na jednej grze, za którą w hurtowni w przypadku nowości trzeba zapłacić nawet 150 zł netto. W praktyce daje to średnio 5-12 proc. narzut.
- Dobrym rozwiązaniem wpływającym na większe obroty jest przyjmowanie w rozliczeniu za nowe gry używanych pozycji. Decydując się na to, trzeba jednak dokładnie śledzić ich ceny u konkurencji, m.in. w Empiku, który jako pierwszy pojawił się z taką ofertą wśród placówek stacjonarnych - podkreśla Tadeusz Włościański.
Sprzedawcy nie doradzają natomiast rozszerzania asortymentu o pady czy konsole. Te zawsze będą tańsze w marketach z elektroniką użytkową oraz w supermarketach.
Pierwszych zysków, jak deklarują właściciele istniejących sklepów, można oczekiwać po około roku działalności.
@RY1@i02/2013/010/i02.2013.010.13000030e.802.jpg@RY2@
Polacy coraz więcej wydają na gry elektroniczne
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu