Proste „kiedyś to będzie twoje” prowadzi na manowce
Napisałem powieść, która ma zachęcić i przekonać przedsiębiorców do głębokich rozmów w rodzinie – mówi prof. dr hab. Adam Mariański, twórca Mariański Group. Jego książka, „Sukcesja po polsku”, ukazała się w maju.
O czym opowiada pana powieść i jaka była jej geneza?
Jest to powieść oparta na 30 latach moich doświadczeń i przemyśleń z pracy z osobami zamożnymi oraz z firmami rodzinnymi. Efekt obserwacji procesów sukcesyjnych – a właściwie ich braku – niepowodzeń, odkładania ważnych decyzji w czasie, braku myślenia długoterminowego.
Jest to opowieść o człowieku, który przez całe życie zdobywał, kupował, przejmował, ale nie miał czasu, żeby z tego korzystać, nie miał go również dla swojej rodziny. Przesłanie powieści jest bardzo praktyczne. Mówi ona o sztuce życia przedsiębiorców, którzy zatracają się w pędzie zdobywania, nie przeszli do fazy dawania, a bardzo rzadko do fazy dziedzictwa, tego, co po sobie zostawią.
Utknąłem kiedyś na cztery dni na wysokości 5600 m w Andach Argentyńskich. I siedząc samotnie w zasypanym namiocie, wpadłem na pomysł, aby napisać powieść. Moje wcześniejsze działania edukacyjne oczywiście przynosiły w jakiejś części efekty, ale nie każdy czyta poradnik, nie każdy ogląda YouTube’a, chodzi na konferencje, więc wymyśliłem, że może powieść z przesłaniem spełni swoje zadanie.
Czy problemy, które pan zaobserwował, są polską specyfiką? Jak wyglądamy na tle świata?
Częściowo jest to rzeczywiście polska specyfika, w tym sensie, że wchodzimy w czas pierwszej współczesnej sukcesji. Nie budowaliśmy majątków wielopokoleniowych, opartych na różnorodności i wielodzietności. Tego rodzaju myślenie, że na pewno moje dzieci przejmą zarządzanie firmą rodzinną, jest charakterystyczne dla pierwszych transferów pokoleniowych, znanych w Europie Zachodniej w latach 50., 60. i dalszych XX w. Dzisiaj w rozwiniętych krajach istnieje już świadomość, że dzieci najczęściej nie przejmą zarządzania firmą, więc trzeba je przygotować do bycia właścicielami, sukcesorami. W Polsce zyskaliśmy ku temu szansę dzięki ustawie o fundacjach rodzinnych. Da się budować wielopokoleniowy majątek, ale trzeba wyjść z pewnych mitów, założeń, fałszerstw, a przede wszystkim trzeba zacząć rozmawiać w rodzinie. Moja powieść ma do tego zachęcić i przekonać, że rozmowa jest najważniejsza.
To jest kluczowa rekomendacja dla przedsiębiorców: rozmawiać?
Tak, przez cały czas, kiedy dzieci dorastają. Już z nastolatkami warto rozmawiać, przede wszystkim o tym, kim one chcą być. Polską specyfiką jest założenie, że dzieci przejmą firmę, będą tacy jak jej twórca, a przecież w większości przypadków jest dokładnie odwrotnie. W rezultacie potem pojawia się duże rozczarowanie.
Kiedy dzieci są po studiach, należy już w łonie rodziny przeprowadzić głębokie rozmowy, kto chce, kto się nadaje do przejęcia przedsiębiorstwa, bo może nikt. Łatwiej sprzedać firmę rodzinną niż przekazać następcom, zawsze to podkreślam. Rozmowy powinny się toczyć przez dekady, a nie w momencie kiedy nestor czy nestorzy mają 80 lat i dramatycznie poszukują rozwiązania, jak przekazać firmę następcom.
Nie możemy zatem mówić: „kiedyś to będzie twoje”, tylko określić plan działania, ustalić, co dalej z majątkiem. Oczywiście możemy wykorzystać instrument, jakim jest fundacja. Ujmuję to w ten sposób: gdy kochasz ogrody, niekoniecznie musisz kochać kosiarkę, ale ją masz. Jeżeli kochasz bliskich, to wykorzystaj fundację, tylko pamiętaj, że niezbędne jest zrozumienie potrzeb członków rodziny. Przydają się także programy mentoringowe dla rodzin, moja książka również ma taki charakter.
Napisał pan powieść mentoringową?
Można tak powiedzieć. Akurat mentoring jest mi bardzo bliski w pracy z firmami rodzinnymi. Nie doradztwo, ale właśnie mentoring, który jest czymś innym.
Czy jest szansa – i kiedy – żeby powstała druga część, lekka i łatwa opowieść o sukcesji w Polsce?
Myślę, że tak. Mamy już takich sytuacji bardzo wiele. Ale tak naprawdę tego rodzaju powieść stanie się realna dopiero wtedy, kiedy firmy zostaną przykazane przynajmniej kolejnemu, trzeciemu już pokoleniu. Bo wtedy będą już trwałe. W drugim pokoleniu udaje się przetrwać mniej więcej jednej trzeciej firm rodzinnych, w trzecim nie więcej niż 10 proc. Jest to więc kwestia nawet 20 albo 30 lat.
Rozmawiał Jacek Pochłopień
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.