Dziennik Gazeta Prawana logo
E-wydanie

Sukcesja z korzyściami podatkowymi w tle

29 maja, 02:00

Fundacja rodzinna miała być dla przedsiębiorców bezpiecznym wehikułem sukcesyjnym, który zapobiegnie rozdrobnieniu kapitału i ochroni majątek przed przejęciami lub roszczeniami. Trzy lata funkcjonowania rozwiązania pokazuje, że zyskało ono aprobatę biznesu. W sondzie DGP przedsiębiorcy dzielą się swoimi doświadczeniami i radami – również na temat tego, kiedy po instytucję fundacji rodzinnej nie warto sięgać.

Rozwiązanie pozwalające przygotować biznes na przyszłość

Jan Kolański, prezes zarządu Colian
Jan Kolański, prezes zarządu Colian
Jan Kolański, prezes zarządu Colian
Jan Kolański, prezes zarządu Colian

Decyzja o powołaniu fundacji rodzinnej była wymagająca, ale naturalna w kontekście dalszego rozwoju naszego biznesu. Po latach budowania firmy widzimy odpowiedzialność nie tylko za jej wyniki, lecz także za trwałość, wartości oraz bezpieczeństwo kolejnych pokoleń. Fundacja pozwoliła nam uporządkować kwestie sukcesyjne i spojrzeć na przedsiębiorstwo długoterminowo. Dała nam możliwość planowania w perspektywie kolejnych dekad oraz stworzenia solidnych podstaw dalszego rozwoju. To rozwiązanie wzmacniające stabilność i pozwalające konsekwentnie budować biznes z myślą o przyszłości. W praktyce oznacza to uporządkowanie struktury właścicielskiej i zapewnienie ciągłości decyzji strategicznych w długim horyzoncie, niezależnie od zmian pokoleniowych w rodzinie.

Jednocześnie należy podkreślić, że częste zmiany legislacyjne i brak stabilności regulacyjnej nie sprzyjają rozwojowi działalności w Polsce ani inwestowaniu polskiego kapitału w kraju. Dla firm myślących długofalowo kluczowe jest przewidywalne otoczenie prawne.

Fundację powołaliśmy nie dla bieżących korzyści, lecz jako narzędzie porządkujące i zabezpieczające przyszłość organizacji oraz rodziny. Proces jej powstawania wymagał czasu i dopracowania modelu funkcjonowania na przyszłość, tak aby struktura była odporna na zmiany i stabilna w długim okresie.

Fundacja rodzinna nie ogranicza się wyłącznie do kwestii majątkowych, ale stanowi element szerszego myślenia o budowaniu trwałego, wielopokoleniowego biznesu, który rozwija się również poza granicami kraju. Jej znaczenie wykracza poza ochronę majątku, może ona wzmacniać rolę polskiego kapitału, także w ujęciu międzynarodowym, jeśli jest wykorzystywana w długim horyzoncie inwestycyjnym.

Ustawa przyciągnęła ludzi, którzy nie myślą o sukcesji

Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej , Dr Irena Eris
Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej , Dr Irena Eris

To naprawdę był ostatni moment na uchwalenie ustawy o fundacji rodzinnej. Sukces gospodarczy, rozwój prywatnej przedsiębiorczości, siła wielu firm, które rozpoczęły na przełomie lat 80. i 90. budowanie swojej pozycji, zmusiły nas do myślenia o sukcesji. Przez wiele lat jako inicjator tej regulacji patrzyłem jak kolejni przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces, uruchamiają fundacje za granicą, nie wierząc, że powstaną polskie regulacje. Ale mamy ustawę, która jest wspaniałym narzędziem do budowania sukcesji, której celem jest wielopokoleniowe istnienie tego, co zbudowaliśmy, ale też zarządzanie w imieniu rodziny kapitałem z korzyścią dla kolejnych pokoleń. I takie były intencje ustawodawcy.

Niestety ustawa jest tak dobra, że przyciągnęła ludzi, którzy nie myślą o sukcesji, ale o korzyściach podatkowych, co często tworzy sytuacje trudne dla fundatorów. Nie wystarczy mieć kilka nieruchomości albo dobry zawód informatyka, aby założyć fundację rodzinną, to niestety często występujący błąd, z którego później trudno się wyplątać. Na różnych konferencjach, w czasie licznych dyskusji poświęconych fundacjom rodzinnym bardzo dużo czasu poświęca się podatkom – ich wysokości czy jakości prawa w tym zakresie. Są to istotne elementy, ale nie one powinny decydować o tym, czy zakładać fundację, czy nie. Przesłanka ku temu powinna być jedna – sukcesja. Cała reszta to elementy mało istotne, nakręcane głównie przez doradców, podatkowców, tych którzy sięgają do optymalizacji podatkowej lub ucieczki (pozornej) przed prawem.

W ustawie o fundacji rodzinnej na pewno pojawią się zmiany. Trzyletnie doświadczenie pokazuje, co działa dobrze, a co nie. To młoda regulacja i musi być skorygowana. Ale ci, którzy myślą o sukcesji, nie powinni się obawiać tych zmian, dla sukcesorów na pewno będą one dobre.

Nie patrzcie na kwestie podatkowe

Jan Załubski, prezes ZET Transport
Jan Załubski, prezes ZET Transport

Instytucję fundacji rodzinnej w polskim prawie powinniśmy traktować jako dobro narodowe i element, który pozwala budować kapitał w biznesie. Przez 35 lat polskiej przedsiębiorczości wszystko pchaliśmy w to, by być sprawniejszymi, większymi i zdobywać nowe rynki. Parliśmy do przodu, nie zastanawiając się nad bezpieczeństwem. Nagle pojawiło się rozwiązanie, które to bezpieczeństwo daje, a przy okazji reguluje kwestie spadkowe czy testamentowe.

Dla mnie fundacja od początku miała być mechanizmem do zbudowania systemu kontroli nad majątkiem. To rodzaj prywatnego funduszu inwestycyjnego, z którego można korzystać w różnych okresach i przy różnych potrzebach. Chodziło o zgromadzenie pieniędzy w jednym miejscu, by reagować za ich pomocą głównie na potrzeby biznesowe i inwestycyjne, a nie na socjalne. Drugim powodem była kwestia spadkowa – zabezpieczenie, by w razie czego spadkobiercy nie musieli szukać poszczególnych składników majątku.

Tym, którzy myślą o założeniu fundacji, doradzałbym jedno: nie patrzcie na kwestie podatkowe. Nie wpisujcie się w nurt mówiący o optymalizacji. Jako przedsiębiorcy zapłaciliśmy w życiu tyle podatków, że nie jest to dla nas funkcja pierwszoplanowa. Najważniejsza jest kontrola nad majątkiem, wehikuł do dywersyfikacji inwestycyjnej i uniknięcie chaosu spadkowego.

Wyzwaniem, z którym sam się mierzyłem, jest statut. Chciałem założyć fundację jak najszybciej i teraz muszę cofnąć się o krok, by poprawiać dokument, bo prawnicy dostrzegli niedoprecyzowane kwestie. Warto poświęcić dużo czasu, by wszystko przedyskutować. Z jednej strony trzeba zabezpieczyć swoje cele, z drugiej – nie stworzyć statutu „zabetonowanego”, który przez nadmiar ograniczeń wiąże ręce.

Co wymaga zmiany? Podejście do stabilności prawa. Często podnosi się argument dywersyfikacji geograficznej – że za granicą jest bezpieczniej. Politycy muszą zrozumieć, że przedsiębiorcy nie oczekują gwarancji niezmienności przepisów przez trzy lata, ale minimum 10, a najchętniej 30 lat. Kolejne ekipy rządowe nie mogą przy tym majstrować. Apeluję też, by w debacie publicznej nie psuć narracji wokół fundacji, lecz traktować ją jako perspektywiczny element budowy polskiego kapitału, który dzięki temu nie wypłynie z kraju.

Sukcesja to porozumienie, fundacja nie jest niezbędna

Jacek Ptaszek, członek zarządu Family Business Network International, współwłaściciel JMP Flowers
Jacek Ptaszek, członek zarządu Family Business Network International, współwłaściciel JMP Flowers

Wokół sukcesji w polskich firmach rodzinnych wytworzyło się błędne przekonanie, że jej synonimem stała się dziś fundacja rodzinna. To nieprawda. Na Zachodzie ta forma prawna obejmuje zaledwie ok. 6 proc. biznesów wielopokoleniowych. Oznacza to, że aż 94 proc. firm z powodzeniem przeprowadza proces sukcesyjny i funkcjonuje w oparciu o tradycyjne, kodeksowe spółki z o.o. czy akcyjne. Fundacja to zaledwie nisza, tymczasem w Polsce zaczyna być traktowana jak panaceum.

W JMP Flowers jesteśmy już na finiszu sukcesji. Kolejne pokolenie posiada udziały, mamy wypracowaną konstytucję rodzinną oraz precyzyjne umowy regulujące zasady współpracy w biznesie i w rodzinie. Przeszliśmy ten proces według najlepszych światowych modeli i właśnie dlatego nie widzimy żadnej potrzeby, by dodatkowo zawiązywać fundację rodzinną i transferować do niej majątek.

W sukcesji nie chodzi bowiem o formę prawną, ale o to, by wspólnie, jako rodzina, uzgodnić wizję przyszłości – zarówno tę rodzinną, jak i firmową. Trzeba usiąść przy stole i wypracować konsensus w kilkunastu kluczowych obszarach: od polityki dywidendowej i intercyz, po zasady zatrudniania członków rodziny.

Niestety, w Polsce powszechna jest patologiczna praktyka, w której senior z doradcą podatkowym lub adwokatem zamykają się w gabinecie, piszą dokument, a następnie senior podpisuje akt notarialny i oznajmia dzieciom: „stworzyłem strukturę, kiedyś sobie przeczytacie”. Wszystko zostaje narzucone, bez realnej dyskusji. Fundacja rodzinna bywa w takich sytuacjach cynicznie wykorzystywana przez seniorów jako narzędzie do prawnego przypieczętowania własnej, jednostronnej woli, bez liczenia się ze zdaniem następców.

W dojrzałym biznesie rodzinnym idzie się drogą warsztatów, długich konsultacji i budowania porozumienia między pokoleniami. Jeśli osiągniemy spójność w sferze wartości, celów i zasad, forma prawna przestaje mieć kluczowe znaczenie. Wiąże nas wtedy najsilniejsze – moralne zobowiązanie. Ponieważ w naszej rodzinie postawiliśmy na dialog, fundacja jest nam po prostu niepotrzebna. PAO

Fot. Maciej Rukasz, mat. prasowe (x3)

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.