Nielegalne wysypiska odpadów: ekologiczne bomby wciąż tykają
Występujący w całej Polsce, w tym na Mazowszu, problem nielegalnych składowisk niebezpiecznych odpadów wciąż nie został rozwiązany. Nadal brakuje systemowych rozwiązań w skali państwa, które umożliwiłyby uporanie się z tym zagrożeniem. Jeśli to się nie zmieni, konsekwencje mogą być bardzo poważne
Polska od wielu lat zmaga się z problemem nielegalnych składowisk odpadów, w tym miejsc, gdzie zostały porzucone duże ilości odpadów niebezpiecznych. W wielu przypadkach sprawcy tego procederu są znani, ale nie ponoszą za to dotkliwej odpowiedzialności karnej i finansowej. Nie można też wyegzekwować od nich usunięcia takich składowisk lub przynajmniej pokrycia kosztów likwidacji tych miejsc, mimo że tymi sprawami zajmuje się wiele państwowych instytucji, a ów problem wymaga pilnego rozwiązania.
Nielegalnie składowane odpady, szczególnie te niebezpieczne, bez odpowiedniego zabezpieczenia, to tykające bomby ekologiczne grożące skażeniem wód gruntowych, pożarami, a nawet wybuchami. Tak jest np. w przypadku nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Wołominie, które powstało na gruncie dzierżawionym od Skarbu Państwa.
Źródłem tych problemów jest przede wszystkim chęć szybkiego zysku. W rezultacie szukania szybkiego zarobku powstał proceder obrotu odpadami, których wytwórcy, chcąc się pozbyć ich jak najtaniej, oddawali je w ręce pośredników i firm oferujących najniższą cenę za ich odebranie i unieszkodliwienie. A ci, zamiast w bezpieczny sposób zutylizować odpady, porzucali je w miejscach, które nie są do takiego celu przeznaczone, np. w wyrobiskach, tworząc w ten sposób ogromne zagrożenie dla otoczenia.
Nieuzbrojony przepis to brak odpowiedzialności wytwórców odpadów
Trzeba przy tym dodać, że wśród wytwórców odpadów niebezpiecznych, którzy w taki sposób się ich pozbywali, były też spółki Skarbu Państwa i duże firmy prywatne. Mimo że istnieje przepis, zgodnie z którym wytwórcy takich odpadów odpowiadają za nie aż do ich ostatecznego unieszkodliwienia, nie jest on jednak uzbrojony w część wykonawczą. Brakuje narzędzi prawno-administracyjnych, które umożliwiłyby jego egzekwowanie.
Drugą przyczyną jest niekompetencja, beztroska i brak profesjonalizmu pseudoprzedsiębiorców, którzy uwierzyli w łatwy zysk w branży gospodarki odpadami. Nie znając wyzwań, jakie wiążą się z tą trudną działalnością, w wyniku złych decyzji biznesowych byli skazani na utratę płynności finansowej i brak zdolności do zagospodarowania nagromadzonych odpadów.
Jest jeszcze jeden powód – tym razem po stronie państwa. Choć w ostatnim czasie słychać o sukcesach służb rozbijających kolejne mafie odpadowe, to trzeba przyznać, że przez lata organy ścigania w tym zakresie w zasadzie nie działały. Natomiast obecne sukcesy nie oznaczają jeszcze końca problemu, bo ich następstwem są wieloletnie procesy sądowe, które często kończą się niezbyt surowymi karami.
Zgodnie z art. 47 kodeksu karnego w razie skazania sprawcy za umyślne przestępstwo przeciwko środowisku sąd orzeka – a w wypadku skazania sprawcy za nieumyślne przestępstwo przeciwko środowisku sąd może orzec – nawiązkę w wysokości od 10 tys. zł do 10 mln zł na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Cel ustawodawcy był jak najbardziej prawidłowy, jednak realna skuteczność tego przepisu jest znikoma.
W latach 2011–2021 na konta NFOŚiGW wpłynęło z tego tytułu jedynie 1,1 mln zł. Taka kwota wystarczyłaby na ostateczne unieszkodliwienie jedynie ok. 100 t odpadów niebezpiecznych, a na nielegalnych składowiskach zalega średnio od kilku do kilkudziesięciu tysięcy ton.
Przestępcy ośmieleni tym, że nic im nie grozi
Skutkiem takiego stanu rzeczy było rozzuchwalenie się przestępców i powstanie zjawiska na skalę, którą obecnie trudno oszacować i za którą przyjdzie państwu polskiemu ponieść gigantyczne koszty. Niestety działalność przestępcza jest jedynie częścią problemu, ponieważ jeśli chodzi o odpady, funkcjonuje także szara strefa. Walka z nią wydaje się jeszcze bardziej złożona, ponieważ podmioty działające pod płaszczem legalnie prowadzonej działalności obchodzą prawo lub korzystają z jego słabości i braku narzędzi administracyjnych do skutecznej egzekucji obowiązków związanych z ochroną środowiska.
Konsekwencje mają ponieść samorządy
W tej trudnej i bardzo skomplikowanej sytuacji oczekuje się, że usuwaniem nielegalnych składowisk odpadów zajmą się jednostki samorządu terytorialnego. A te nie mają do tego ani odpowiednich narzędzi administracyjno-prawnych, ani potrzebnych w tym celu środków finansowych. Grzęzną więc w koszmarnie trudnych, angażujących, nieefektywnych, kosztownych i niedających gwarancji ostatecznego rozwiązania problemu procedurach.
Przykładem niech będzie samorząd miasta i gminy Kałuszyn, który wydał decyzję nakazującą sprawcy powstania nielegalnego składowiska odpadów niebezpiecznych w Ryczołku ich usunięcie, ale ta decyzja została zaskarżona do samorządowego kolegium odwoławczego. Postępowanie w tej sprawie może więc trwać bardzo długo. W takiej sytuacji, gdy likwidacji nielegalnego składowiska nie daje się wyegzekwować od jego sprawcy, obowiązek ten spada na samorządy. Ale one nie mają, o czym była już mowa, środków na ten cel.
Kto ma zapłacić za usuwanie nielegalnych składowisk odpadów?
Koszty usuwania nielegalnych składowisk są olbrzymie (szczególnie w przypadku odpadów niebezpiecznych, których utylizacja jest droższa), a w skali kraju idą w miliardy złotych. Na samym Mazowszu szacuje się je na setki milionów złotych. Samorządów nie stać na taki wydatek. Należy też dodać, że w przypadku samorządów województw z przepisów wprost wynika, że nie jest to ich zadanie, lecz państwa. I mogą one co najwyżej wykonać je jako zadanie zlecone im przez administrację rządową i przez nią finansowane.
Samorząd województwa mazowieckiego ogłosił przetarg na usunięcie i unieszkodliwienie niebezpiecznych odpadów w Wołominie. Miał przy tym deklarację, że koszt tej operacji, szacowany dotąd na kwotę od 160 mln do 200 mln zł, zostanie pokryty z budżetu państwa. Te środki jednak nie zostały na razie przyznane, więc przetarg trzeba było unieważnić.
Dotacje na likwidację nielegalnych składowisk odpadów miał przyznawać samorządom NFOŚiGW, ale dysponuje on bardzo niewielką w stosunku do potrzeb kwotą na ten cel. Poza tym dotacji z funduszu na usuwanie takich składowisk nie otrzymał dotychczas żaden samorząd z Mazowsza, który znalazł się w takiej sytuacji jak Kałuszyn.
Nie otrzymał jej także samorząd województwa mazowieckiego, który wystąpił o dofinansowanie z funduszu na likwidację nielegalnego składowiska w Wołominie. NFOŚiGW argumentował, że nie przydzielił mazowieckim samorządom dotacji na ten cel, ponieważ może je przyznać jedynie w trybie kryzysowym. Tymczasem ów tryb stosuje się tylko wtedy, gdy właściciel nielegalnie składowanych odpadów nie jest znany. Tymczasem w przypadku Wołomina, Ryczołka czy innych mazowieckich miejscowości wiadomo, kto jest tym właścicielem.
Ale to nie zmienia faktu, że są to ekologiczne bomby, które trzeba jak najszybciej rozbroić. Potrzebujemy więc jak najszybszego wprowadzenia skutecznych systemowych (na poziomie państwa) rozwiązań, które umożliwiłyby uporanie się z tym problemem, a także realizowanie obowiązku finansowania zadań zleconych samorządom przez administrację rządową w sposób umożliwiający rzetelne wykonywanie tych zadań. Bo obecnie takich rozwiązań wciąż brakuje. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.