Gdy stawką jest ratowanie życia, państwo musi przejąć odpowiedzialność
Jest w Polsce obraz, który zbyt łatwo uznaliśmy za normalny: zdjęcie chorego dziecka, opis diagnozy brzmiącej jak wyrok i licznik zbiórki, od którego zależy życie. Rodzice, zamiast być tylko rodzicami, stają się jednocześnie lekarzami, prawnikami i rzecznikami własnej tragedii. Muszą publicznie błagać o pomoc.
Kiedy choroba mieści się w procedurach, państwo działa. Gdy jednak przypadek wykracza poza schemat – pacjent i jego rodzina są pozostawieni sami sobie. Potrzebują kosztownych terapii za granicą, a czas działa na ich niekorzyść. Dla rodziny milionowe kwoty są nieosiągalne. Dla państwa – nie powinny być.
Ratowanie życia powinno być obowiązkiem państwa, nie obywateli
Owszem, ludzie pomagają. Polacy potrafią być niezwykle hojni, ale nie można budować systemu ochrony życia na zasięgach w internecie i sile wzruszenia. To nie algorytm powinien decydować, kto dostanie szansę.
Istnieją fundusze, procedury, strategie. Ale kończą się tam, gdzie zaczynają się przypadki najtrudniejsze: eksperymentalne terapie, leczenie za granicą, badania kliniczne. Wtedy rodzice słyszą: radźcie sobie sami.
To nie jest sytuacja, na którą powinniśmy się godzić
Państwo musi przejąć odpowiedzialność tam, gdzie stawką jest życie dziecka. Potrzebny jest realny, centralny fundusz ratunkowy dla najcięższych przypadków – szybki, sprawny, obejmujący nie tylko leczenie, ale cały proces: diagnostykę, transport, opiekę i rehabilitację.
Dziś zbyt często o życiu decyduje to, czy historia chwyci, a nie powinno tak być. Dojrzałość państwa poznaje się właśnie w takich momentach – gdy najmniejsi potrzebują największej pomocy. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.