Dziennik Gazeta Prawana logo
E-wydanie

Lokalne Centra Zdrowia – sposób na to, by nie leczyć długiem

salowa w szpitalu
Polskie szpitale powiatowe są na skraju finansowej przepaści. Rozwiązaniem mogą być Lokalne Centra Zdrowia.Shutterstock
wczoraj, 21:00

Polskie szpitale powiatowe są na skraju finansowej przepaści. Nie z powodu złego zarządzania, lecz dlatego, że system, w którym działają, od lat wyklucza ich stabilność. Rozwiązaniem mogą być Lokalne Centra Zdrowia.

Dane są bezlitosne: 91 proc. tych placówek zakończyło 2025 r. ze stratą na podstawowej działalności medycznej. Nie jest to więc anomalia, tylko diagnoza systemowa. I wymaga systemowej odpowiedzi.

Wyobraźmy sobie przedsiębiorstwo, które za każdą sprzedaną usługę otrzymuje mniej, niż kosztuje jej wykonanie. Nie może podnieść cen, bo ustala je ktoś inny. Nie może zejść poniżej minimalnych kosztów zatrudnienia, bo określa je prawo. I owo przedsiębiorstwo mimo to musi działać – bo jest jedynym miejscem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, gdzie można uzyskać pomoc w nagłym wypadku. Tak wygląda codzienność polskiego szpitala powiatowego.

Spłata długów zamiast leczenia

Raport Związku Powiatów Polskich z kwietnia 2026 r. obejmujący dane 207 publicznych szpitali powiatowych pokazuje skalę problemu z precyzją, której nie sposób zbagatelizować. Łączna strata netto badanych podmiotów przekroczyła 1,26 mld zł. Strata na działalności podstawowej – czyli na leczeniu – przekroczyła 1,86 mld zł. Ponad 60 proc. szpitali ma zobowiązania przeterminowane, a niemal 80 proc. wykazuje płynność poniżej bezpiecznego progu. Rok do roku średnia strata na podmiot wzrosła z 6,24 do ponad 9 mln zł. Szpitale finansują bieżącą działalność długiem, a odsetki pochłaniają zasoby, które powinny trafiać na leczenie pacjentów. Coraz więcej pieniędzy w polskiej ochronie zdrowia nie trafia do chorego – trafia do banku.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest prostsza, niż się wydaje – i trudniejsza do naprawienia, niż chciałoby wielu decydentów. System płaci za procedury. Za wizytę, hospitalizację, zabieg. Im więcej świadczeń – tym więcej środków z NFZ. Logika pozornie racjonalna, w praktyce destrukcyjna.

Nie ma w niej miejsca na profilaktykę. Szpital, który skutecznie zapobiega chorobom, leczy mniej pacjentów i ma niższe przychody. Bycie skutecznym jest finansowo karane. Nie ma też sensownego różnicowania poziomów opieki: pacjent z przeziębieniem trafia na izbę przyjęć, chory po operacji leży tygodniami w szpitalu, bo nie ma dla niego miejsca w zakładzie opiekuńczym. Każda z tych sytuacji generuje koszty nieadekwatne do potrzeby i blokuje zasoby potrzebne gdzie indziej.

Wreszcie – fragmentacja. POZ, specjalistyka, szpital, opieka długoterminowa – każde osobno, z własnym budżetem i własną logiką. Nikt nie odpowiada za pacjenta jako całość. Przerzuca się go między instytucjami, powtarza badania, traci czas i pogarsza zdrowie. Samorządy powiatowe dopłacają do szpitalnych deficytów z własnych budżetów kosztem dróg, szkół i lokalnych inwestycji. Coraz więcej z nich staje przed pytaniem, którego nie powinny sobie nigdy zadawać: czy stać nas na utrzymanie szpitala?

Jeden zintegrowany system ochrony zdrowia

Na tym tle koncepcja Lokalnych Centrów Zdrowia jawi się jako konkretna odpowiedź na konkretnie zdefiniowane problemy. Lokalne Centrum Zdrowia ma integrować w jednym systemie zarządzania i finansowania wszystkie poziomy opieki: podstawową opiekę zdrowotną, ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, szpital powiatowy, opiekę psychologiczną oraz opiekę długoterminową. Zamiast osobnych instytucji z osobnymi kontraktami i osobną logiką – jeden spójny organizm odpowiadający za zdrowie lokalnej populacji od profilaktyki po hospicjum.

Weźmy konkretny przykład. Pani Krystyna, 68 lat, cukrzyca i nadciśnienie. Dziś: wizyta u lekarza rodzinnego, skierowanie do diabetologa, miesiące czekania, powtórzone badania, bo specjalista nie honoruje tych z innej placówki, hospitalizacja po powikłaniach, których można było uniknąć. W modelu LCZ lekarz pierwszego kontaktu ma dostęp do diagnostyki i specjalisty w ramach tego samego systemu – sam inicjuje konsultację i śledzi jej wynik. Chorej towarzyszy opiekun pacjenta, który prowadzi ją przez całą ścieżkę leczenia, pilnuje terminów i zapewnia ciągłość informacji. Gdy stan się pogarsza, pani Krystyna trafia do szpitala szybko i z pełną dokumentacją. Gdy wraca do domu, płynnie przechodzi pod opiekę środowiskową.

LCZ zakłada też jasno zdefiniowaną strukturę szpitala powiatowego: cztery finansowane stabilnie filary – choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna, pediatria i ginekologia z położnictwem. Zamiast wielu niedofinansowanych oddziałów ledwo spełniających normy – koncentracja na tym, co niezbędne, i wysoka jakość w tym zakresie. Przypadki wymagające specjalistycznej interwencji trafiają do wyspecjalizowanych ośrodków regionalnych. Szpital powiatowy nie konkuruje z kliniką. Współpracuje z nią.

Nowe finansowanie szpitali

Fundamentem całej architektury jest zmiana modelu finansowania. Zamiast odrębnych kontraktów dla POZ, specjalistyki i szpitala – jeden ryczałt dla całego systemu, obliczany na podstawie liczby i struktury zdrowotnej mieszkańców oraz wskaźników jakości opieki. LCZ dostaje pieniądze nie za liczbę procedur, lecz za to, jak zdrowi są ludzie, którymi się opiekuje.

To odwraca wszystko. W obecnym systemie szpital hospitalizujący mniej pacjentów ma niższe przychody. W modelu LCZ mała liczba hospitalizacji to dowód, że profilaktyka działa i system funkcjonuje sprawnie. Profilaktyka przestaje być hasłem – staje się inwestycją z wymiernym zwrotem. POZ i AOS spełniają swoją właściwą rolę. Opiekun pacjenta prowadzi chorego przez system. Wieloletnie umowy i mechanizm waloryzacji dają placówkom to, czego dziś im brakuje, tj.: przewidywalność, bez której niemożliwe są długoterminowe planowanie i przyciąganie specjalistów. Tam, gdzie zasoby są zbyt skromne na pełną samodzielność, model dopuszcza konsorcja – ze wspólnym budżetem i zarządzaniem, co eliminuje kosztowne powielanie struktur.

Kryzys szpitali powiatowych nie jest nieuchronnym wyrokiem. Jest konsekwencją systemu, który przez lata nagradzał złe zachowania i karał dobre – płacił za chorobę, nie za zdrowie, i pozostawiał pacjenta, by sam znajdował drogę przez nieskoordynowane instytucje.

Lokalne Centrum Zdrowia to propozycja ułożenia istniejących elementów według nowej, spójnej logiki – takiej, w której interes pacjenta, lekarza, samorządu i państwa przestają być ze sobą sprzeczne. Dane ze szpitalnych bilansów mówią wyraźnie, że czasu na kolejne połowiczne rozwiązania jest coraz mniej. Pytanie nie brzmi już, czy system wymaga zmiany. Brzmi, czy mamy odwagę zmienić go w sposób, który rzeczywiście zadziała. ©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.