Dziennik Gazeta Prawana logo

Przebudzenie po miesiącach marazmu

11 grudnia 2025

Druga połowa roku przyniosła branży transportowo-logistycznej długo wyczekiwany oddech, a wrzesień dla wielu operatorów okazał się miesiącem przełomowym pod względem liczby zleceń. Choć wskaźniki operacyjne szybują w górę, a stawki frachtowe rosną, eksperci przestrzegają przed przedwczesnym ogłaszaniem ostatecznego zwycięstwa nad kryzysem.

Obserwując sytuację gospodarczą ostatnich kwartałów, można było odnieść wrażenie, że europejska logistyka utknęła w martwym punkcie. Jednak dane spływające z rynku w drugiej połowie roku sugerują zmianę trendu. Kluczowe pytanie, które zadają sobie dziś zarządy największych firm logistycznych, brzmi: czy obserwowane ożywienie jest trwałe, czy też mamy do czynienia jedynie z chwilową korektą przed kolejnymi turbulencjami? Odpowiedź na to pytanie jest złożona, a jej kształt zależy w dużej mierze od sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów oraz na globalnej szachownicy geopolitycznej.

Wrześniowy impuls i nowa mapa drogowa Europy

Analizując ostatnie miesiące, nie sposób przeoczyć wyraźnego sygnału, jaki popłynął z rynku wczesną jesienią. Dla wielu firm momentem zwrotnym okazał się wrzesień. Jak wskazuje Aristoteleis Liadis, dyrektor ds. drogowego transportu międzynarodowego klastra BENELUKIE&DACH w DSV, w kontekście transportu drogowego mieliśmy do czynienia ze swoistym wybuchem zapotrzebowania na usługi. Ożywienie to, zapoczątkowane we wrześniu, wciąż trwa, co znajduje odzwierciedlenie w utrzymującej się na podwyższonym poziomie liczbie zapytań ofertowych oraz nowo otwieranych projektach. W ocenie eksperta z DSV obecny poziom zainteresowania usługami przewyższa nawet ilość dostępnych na rynku mocy transportowych, co staje się jednym z kluczowych wyzwań dla operatorów.

– Niestety, cały czas jest zbyt wcześnie, aby przesądzić o tym, czy koniunktura dla sektora transportu drogowego trwale weszła w fazę ożywienia, a ostatnie kilka miesięcy, uważam, nie jest miarodajne – dodaje.

Angel Kalinov, dyrektor spedycji w Girteka, uważa, że poprawa, którą obserwowaliśmy w drugiej połowie roku, była tymczasowym szczytem na rynku, spowodowanym głównie cłami importowymi nałożonymi przez USA na UE. Od października, jego zdaniem, obserwujemy stopniowe ochłodzenie koniunktury rynkowej.

Podobne obserwacje płyną z analizy konkretnych kierunków geograficznych. Maciej Zieliński, international road network director w Raben Logistics Polska, zwraca uwagę, że geopolityka coraz wyraźniej oddziałuje na branżę, a pierwsze zmiany są już odczuwalne na kluczowym dla Polski kierunku niemieckim. W 2025 r. operator ten zaobserwował umiarkowane, lecz zauważalne różnice w relacjach handlowych z Niemcami. W eksporcie z Polski za zachodnią granicę wolumeny spadły o ok. 5 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, podczas gdy import z Niemiec do Polski wzrósł o podobną wartość. Mimo że symptomy spowolnienia gospodarczego w Niemczech są dostrzegalne i wpływają na wolumeny przesyłek, wrzesień przyniósł wyraźne ożywienie w obu kierunkach. Maciej Zieliński podkreśla, że mimo wyzwań firma utrzymuje 123 codzienne połączenia w eksporcie i imporcie na tej linii, zapewniając ciągłość obsługi.

Ciekawym zjawiskiem jest dynamiczna reorientacja geograficzna wzrostów. Podczas gdy tradycyjne rynki zmagają się z zadyszką, na znaczeniu zyskują nowe destynacje. Maciej Zieliński wskazuje na Rumunię jako jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się kierunków. W okresie od stycznia do września 2025 r. wolumeny na tym rynku wzrosły aż o ok. 20 proc. rok do roku. Silne wzrosty notowane są również w relacjach z Holandią, Włochami, Czechami, Hiszpanią oraz krajami bałtyckimi, co jest efektem zarówno sprzyjającej koniunktury, jak i strategii operacyjnej nastawionej na szybkość dostaw.

Pułapka braku mocy i presja na stawki

Wzrost popytu, o którym mówią przedstawiciele branży, zderza się jednak z bolesną rzeczywistością po stronie podażowej. Lata chude, które nastąpiły po pandemii, pozostawiły trwały ślad w strukturze rynku przewoźników. Jak tłumaczą eksperci, obecny brak mocy przewozowych to bezpośredni skutek recesji, która doprowadziła wiele firm do bankructwa lub zmusiła do drastycznej redukcji floty.

Ta nierównowaga między popytem a podażą ma bezpośrednie przełożenie na ceny usług. Aristoteleis Liadis stawia sprawę jasno: stawki znajdują się w trendzie rosnącym i nie ma obecnie przesłanek, by sądzić, że ustabilizują się w krótkim lub średnim okresie. Kluczową zmienną pozostaje tutaj wojna w Ukrainie – dopóki nie dojdzie do zawarcia pokoju, stawki będą rosły ze względu na strukturalne wyzwania rynku i kurczącą się bazę przewoźników.

Wzrost stawek potwierdza również analiza rynku spotowego (doraźnego). Klienci kontraktowi, którzy w okresach spowolnienia realizowali jedynie połowę zakontraktowanych przewozów, teraz działają blisko maksymalnych mocy. To sprawia, że ceny na rynku spotowym rosną, a operatorzy muszą balansować między stabilnością kontraktów długoterminowych a rentownością zleceń doraźnych.

– Stawki spotowe poprawiają się w stosunku do najniższych z lat 2023–2024, czemu sprzyjają bardziej ograniczona dostępność mocy oraz utrzymująca się presja kosztowa, natomiast stawki kontraktowe podążają w tym samym kierunku, lecz z pewnym opóźnieniem. Patrząc w przyszły rok, prognozy wskazują raczej na dalszy umiarkowany wzrost stawek niż gwałtowne odbicie – uważa Angel Kalinov.

I dodaje, że czynniki strukturalne, jak wysokie koszty paliwa i pracy, bardziej restrykcyjne systemy opłat drogowych oraz utrzymujący się niedobór kierowców, będą nadal podnosić koszty operacyjne, co w naturalny sposób sprzyja umacnianiu się cen. Jednocześnie ograniczenia mocy przerobowej na kluczowych korytarzach oraz selektywny wzrost popytu powinny wspierać stabilizację stawek na bardziej zrównoważonych poziomach.

– Ogółem oczekujemy, że rok 2026 przyniesie stabilną, stopniową poprawę stawek, napędzaną bardziej przez inflację kosztów i ograniczenia po stronie podaży niż przez silny impuls popytowy – dodaje przedstawiciel Girteka.

Geopolityka: cień nad rokiem 2026

Choć bieżące wskaźniki napawają optymizmem, przyszłość – a zwłaszcza perspektywa roku 2026 – rysuje się pod znakiem wielkiej niewiadomej, której źródłem jest polityka międzynarodowa. Aristoteleis Liadis podkreśla, że logistyka, będąca krwiobiegiem gospodarki, jako pierwsza odczuwa napięcia geopolityczne. Istotną blokadą dla zrównoważonego wzrostu popytu pozostaje wysoka nieprzewidywalność, która sprawia, że firmy ostrożniej podejmują decyzje inwestycyjne.

Z europejskiego punktu widzenia kluczowe będą rozstrzygnięcia w dwóch regionach: w Ukrainie oraz na Bliskim Wschodzie. Aristoteleis Liadis zwraca uwagę, że zakończenie wojny w Ukrainie nie tylko umożliwiłoby rozpoczęcie odbudowy kraju, generując ogromny popyt na usługi i towary, ale mogłoby również przynieść ulgę rynkowi pracy dzięki powrotowi ukraińskich kierowców. To z kolei pozwoliłoby na okresowe zwiększenie mocy przewozowych i ustabilizowanie tempa wzrostu stawek.

Równie istotna jest sytuacja w Kanale Sueskim. Konflikty w rejonie Morza Czerwonego wymusiły jego zamknięcie dla większości armatorów, co wydłużyło łańcuchy dostaw. Aristoteleis Liadis kreśli jednak scenariusz, w którym potencjalne porozumienie pokojowe i powrót żeglugi przez Suez – choć na pozór korzystne – mogą paradoksalnie wywołać nowe problemy w Europie. Nagły napływ statków spowodowałby nasilenie kongestii (zatorów) w portach europejskich, wydłużenie procedur celnych i wzrost cen składowania. Co więcej, konieczność obsługi spiętrzonych wolumenów w portach wymusiłaby przekierowanie tam ogromnej liczby ciężarówek, drenując rynek z kierowców, których i tak już brakuje. To stałoby się kolejnym impulsem do wzrostu stawek w transporcie drogowym.

Angel Kalinov spodziewa się jednak, że w 2026 r. popyt na usługi TSL będzie podążał ścieżką powolnego wzrostu. Wolumeny powinny pozostać na stabilnym poziomie lub wzrosnąć umiarkowanie, szczególnie w segmentach dóbr podstawowych, takich jak żywność, materiały budowlane oraz produkty przemysłowe – czyli segmentach, które zazwyczaj wykazują odporność nawet w warunkach nierównomiernych cykli gospodarczych. Jednocześnie popyt będzie się dalej przesuwał w kierunku usług zintegrowanych: spedycji, logistyki kontraktowej, konsolidacji oraz kompleksowego zarządzania łańcuchem dostaw, ponieważ klienci poszukują niezawodności i wsparcia end-to-end w warunkach utrzymującej się zmienności oraz presji kosztowej.

– Aktualne prognozy wskazują, że wskaźnik PMI przekroczy poziom 52 dopiero na początku 2026 r., sygnalizując jedynie umiarkowane ożywienie, a nie silne odbicie, przy czym wzrost będzie napędzany głównie perspektywą wzrostu PKB w UE oraz silniejszą konsumpcją prywatną, a nie rynkami zewnętrznymi, takimi jak USA – uważa Angel Kalinov.

Strategie przetrwania: jakość i elastyczność

W obliczu zmiennego otoczenia operatorzy logistyczni muszą redefiniować swoje strategie. Cena przestaje być jedynym wyznacznikiem konkurencyjności – na pierwszy plan wysuwają się stabilność, jakość i elastyczność. Maciej Zieliński podkreśla, że dobry serwis drobnicowy opiera się dziś przede wszystkim na regularności i przewidywalności. Klienci oczekują możliwie najkrótszych czasów dostawy – standardem staje się 48 do 72 godzin, a w serwisie premium nawet 24 godziny w krajach sąsiednich. Kluczem do sukcesu jest pełna transparentność procesu, umożliwiająca bieżące śledzenie przesyłek, co gwarantuje partnerom pewność współpracy niezależnie od zawirowań rynkowych.

Podsumowując, ożywienie na rynku TSL jest faktem, a widmo głębokiego kryzysu zdaje się oddalać. Jednak obraz roku 2026 nie jest bezchmurny. Branża wkracza w erę, w której o sukcesie decydować będzie nie tylko wydajność operacyjna, ale przede wszystkim umiejętność nawigowania w gąszczu geopolitycznego ryzyka.

ZB

Przewozy ładunków w 2025 r.
Przewozy ładunków w 2025 r.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.