Polska jest idealna do pozyskiwania zdrowego miodu
Pasieka Rodzinna Jacek i Tomasz Paul, firma z 70-letnim rodowodem, jest umiejscowiona na obrzeżach Puszczy Bydgoskiej, w miejscowości Gniewkowo. Tradycyjną produkcję wspierają nowoczesne metody sprzedaży.
Zacznijmy od pomysłu na firmę rodzinną – jak narodziła się idea, aby były to ule?
Początki naszej rodzinnej tradycji sięgają połowy XX w. W 1954 r. dziadek Letosław Paul założył pasiekę składającą się z pięciu uli. Po kilku latach powiększył ją do 30. Pozyskiwany wówczas miód służył przede wszystkim rodzinie i najbliższym. Pasiekę po dziadku odziedziczyło trzech synów, m.in. mój ojciec Jacek, z którym do dziś kontynuuję rodzinną tradycję.
Jak przez lata rozwijała się firma?
Początki biznesu wcale nie były takie trudne jak dziś. Do 1980 r. praktycznie cały miód można było sprzedawać w skupach i nie trzeba było się martwić o zbyt, reklamę czy działania marketingowe. Po 1980 r. ojciec wspólnie z braćmi zaczęli szukać rynku zbytu na własną rękę, powiększyli pasiekę, ale ciągle traktowali to jako dodatkowe źródło utrzymania. Obecnie prowadzę pasiekę zawodową składającą się z 310 uli oraz – dodatkowo – opiekuję się 5 ulami, które są ulokowane na dachu Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu.
Tego rodzaju działalność wymaga fachowej, rzemieślniczej wiedzy. Jak, wraz z rozwojem i profesjonalizacją pasieki, zdobywali panowie te kompetencje i doświadczenia?
Oczywiście pszczelarz uczy się przez całe życie i każdy sezon potrafi nas zaskoczyć. Dawniej odbywało się sporo kursów, szkoleń z tematyki pszczelarskiej, m.in. dotyczących hodowli pszczół, ich leczenia, pozyskiwania produktów pszczelich czy zasad ekonomii rządzących pasieką. Teraz jest tych szkoleń troszkę mniej, jednak nadal spotykamy się na corocznych szkoleniach finansowanych przez urząd marszałkowski.
Kolejny warunek sukcesu to sprawny marketing i relacje z klientami. Jaki jest wasz sposób?
Marketing to temat, z którym nie każdy pszczelarz dobrze sobie radzi. Część pszczelarzy, która produkuje bardzo dobrej jakości miody, ma problem z ich sprzedażą, ponieważ nie potrafią trafić z ofertą do odpowiedniego klienta. W dzisiejszych czasach bardzo dużo produktów sprzedaje się w internecie i to właśnie ci pszczelarze, którzy mają własne sklepy internetowe, zyskują najwięcej. My staramy się współpracować z mniejszymi sklepami, nasze miody są dostępne na bazarkach, uczestniczymy w większych jarmarkach i to tam głównie sprzedajemy nasze produkty.
Działamy głównie sami, choć współpracujemy również z restauracjami, cukierniami, które są zainteresowane naszymi produktami.
Na stronie prowadzonej przez urząd marszałkowski, Naszelokalne.pl, można przeczytać, że prowadzą panowie pasiekę wędrowną. Co to oznacza?
Prowadzimy pasiekę wędrowną, czyli taką, która zmienia swoje miejsce w zależności od pożytków.
Pierwszym i zarazem głównym pożytkiem dla nas jest rzepak. Po zakończeniu kwitnienia rzepaku przewozimy nasze ule blisko kwitnących akacji, później lip, a następnie gryki. W międzyczasie oczywiście część uli zapyla sady, tunele z truskawkami, a także zbiera nektar z kwitnącej facelii. Na koniec sezonu, czyli w połowie września, znów wszystkie ule wracają na miejsce zimowli.
Swoją drogą dzięki obecności na platformie Naszelokalne.pl urzędu marszałkowskiego zyskaliśmy nowych klientów zarówno w internecie, jak i stacjonarnie – w restauracji Stodoła, która też należy do sieci Naszelokalne.pl.
Czy Polska to dobre miejsce do produkcji zdrowego miodu?
Oczywiście, mamy fantastyczne tereny do pozyskiwania zdrowego, pysznego miodu. Południe naszego kraju to teren lasów jodłowych, w których pozyskuje się zdrowy miód spadziowy. Warmia zaś to region, gdzie mamy dużo starych lip dających niepowtarzalny w smaku miód lipowy. Polska centralna z kolei to obszar, na którym sieje się dużo rzepaku. Miód rzepakowy to ogromna dawka energii. Północny zachód to tereny uprawy gryki i facelii. Możliwości jest zatem wiele.
A jak pan opisze wasz sposób na produkcję miodu?
Staramy się, żeby nasze produkty były jak najbardziej naturalne. Oznacza to np., że nasze miody w okresie zimowym przeważnie są gęste. Różnią się od tych podgrzewanych, sprzedawanych w marketach. Oczywiście kupując miód bezpośrednio od pszczelarza, prawie zawsze mamy gwarancję, że trafimy na produkt najwyższej jakości.
Myślę, że za coś nowatorskiego można uznać kremowanie miodów. Kremowanie, czyli mieszanie miodu podczas krystalizacji, poprawia doznania smakowe, uzyskuje on wtedy aksamitną, kremową konsystencję, łatwo się smaruje.
Coraz większy popyt na dobre, zdrowe i naturalne produkty spożywcze to szansa dla wielu firm rodzinnych. Jak pan ocenia świadomość Polek i Polaków w tym względzie? Czy to wciąż nisza, czy mocna postawa konsumencka?
Polacy coraz częściej analizują etykietę. Szukają wysokiej jakości miodów, ale także wspierają lokalnych producentów. Upatruję w tym dużą szansę na rozwój małych, rodzinnych pasiek.
Jakie macie plany – albo wręcz marzenia – związane z rozwojem rodzinnego przedsiębiorstwa?
Przede wszystkim zależy nam na ciągłym rozwoju. Teraz jesteśmy na etapie budowania nowoczesnej pracowni. W przyszłym roku będziemy budować domki do apiterapii oraz pasiekę pokazową zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.
Rozmawiał: Krzysztof Ratnicyn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.