wydanie cyfrowe

Zwarci i gotowi

976544_big_photo_image_photo_image
fot. Krzysztof Zatycki/Agencja Wyborcza.pl / Agencja Wyborcza.pl
W 2026 r. Stany Zjednoczone wcielą w życie nową strategię bezpieczeństwa narodowego i zaczną się oddalać od Europy. Podczas gdy dla całego Starego Kontynentu ten rozwód nie jest najlepszą wiadomością, Polska paradoksalnie może na nim skorzystać

Groźnie brzmiące zapowiedzi Donalda Trumpa, które wygłaszał jeszcze podczas swej pierwszej kadencji, zaczynają przybierać realne kształty. Najlepszym tego wyrazem jest ogłoszona w grudniu strategia bezpieczeństwa narodowego USA. Teraz na papierze mamy już to, czego wielu w Europie się spodziewało. Waszyngton będzie bronił tylko tych, którzy sowicie płacą za swoje bezpieczeństwo, oraz tych, których Trump po prostu lubi. Przecieki z rzekomej pełnej wersji dokumentu (Biały Dom zaprzeczył istnieniu części nieoficjalnej) pokazują, że Polska znalazła się w gronie czterech europejskich krajów, które Trump zamierza wspierać. Ma w tym jednak swój cel. Na ich bazie chciałby stworzyć grupę mającą rozbijać jedność UE. I właśnie najbliższe miesiące dla Polski mogą się okazać decydujące. Eksperci ostrzegają, że w sytuacji, gdy Polska znajduje się w strefie zgniotu między potęgami, przed krajowymi politykami stoi trudne zadanie.

– W niedalekiej przyszłości pewne czynniki polskiej polityki muszą być trochę bardziej skomplikowane niż stawianie na prosty wybór albo Europa, albo USA. Znajdujemy się w samym środku Europy i nie bardzo mamy możliwość stawiania na jednego konia. Jak najdłużej się da, powinniśmy utrzymywać jak najlepsze relacje z USA, ale mieć jednocześnie świadomość, że to nie są Stany Zjednoczone, na których można polegać – mówi prof. Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Rzeszowskiego, były żołnierz.

Odrobiona lekcja

Polska wydaje się odrabiać tę lekcję. Z jednej strony w 2026 r. zza oceanu przypłyną do nas kolejne czołgi Abrams, pojawią się myśliwce F-35 oraz śmigłowce Apache. Inwestycje warte dziesiątki miliardów złotych mają nam zapewnić przychylność Ameryki. Z drugiej zaś strony krajowi politycy w kwestiach bezpieczeństwa zbliżają nas do Szwecji, od której kupimy okręty podwodne, a nawet do Turcji. To właśnie tam udał się w połowie grudnia wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, by rozmawiać o zacieśnianiu współpracy obronnej. Profesor Milczanowski popiera taką dywersyfikację polskiej polityki bezpieczeństwa, jednak nie chciałby, aby w ferworze zbrojeń i planowanych 200 mld zł wydatków na wojsko w 2026 r. przesadzić w którąś stronę.

– Trzeba jak najwięcej rozmawiać z USA, zapewniać je o silnym sojuszu i kupować od nich tyle broni, ile musimy. Ale też ani jednej sztuki więcej, niż musimy, dlatego że ta broń może być wątpliwego użycia, jeżeli będzie wyposażona w elektronikę i będzie korzystała z amerykańskich systemów. Ona może okazać się bezużyteczna, jeżeli Stany Zjednoczone będą kontynuowały swój prorosyjski kurs – mówi ekspert.

Podobnie miejsce Polski w geopolitycznej układance nadchodzącego roku widzą inni wojskowi. W ocenie generała Bogusława Packa Polska musi kontynuować obecny kurs, zbroić się i utrzymywać jak najlepsze relacje z Waszyngtonem. Ale nie tylko. – Należy przesunąć się trochę w stronę Europy i w większym stopniu niż dotychczas opierać nasze bezpieczeństwo także na europejskiej części NATO – ocenia generał Pacek.

Realna wojna hybrydowa

Wyrównana gra pomiędzy Waszyngtonem a europejskimi stolicami to tylko jedno z wyzwań, jakie stoją przed Polską w nadchodzących miesiącach. O wiele trudniejsze będzie przeciwstawienie się temu, co nadchodzi ze Wschodu, a na co zwraca uwagę Europejski Instytut Obywatelski. Oceniając największe zagrożenia stojące przed Europą w 2026 r., prawie 500 europejskich ekspertów z dziedziny bezpieczeństwa było zgodnych: czeka nas trudny test.

„Najbardziej prawdopodobnym zagrożeniem jest poważny atak na infrastrukturę krytyczną na terenie UE. Wojna hybrydowa jest oceniana jako największe wyzwanie dla UE w nadchodzącym roku i ryzyko o największym znaczeniu” – twierdzi Veronica Anghel, koordynatorka raportu „Globalne zagrożenia dla UE w 2026 roku”. Śmielszym i bardziej agresywnym działaniom Rosji miałoby sprzyjać ewentualne niekorzystne dla Ukrainy zawieszenie wojny. W podobnym kierunku radzi kierować wzrok profesor Milczanowski.

– W przypadku Rosji nie tylko nic się nie zmieni, ale Putin wie, że ma w Stanach Zjednoczonych jeszcze trzyletnie okienko i będzie chciał maksymalnie wykorzystać ten czas – mówi ekspert.

Ostrzeżenia przed nasileniem wojny hybrydowej napływają z różnych stron, a swoje trzy grosze postanowili dorzucić też specjaliści z Berlina. Niemiecka Rada Stosunków Zagranicznych wskazała w swym najnowszym raporcie, że Europa może mieć problem, by przeciwstawić się wschodnim próbom destabilizacji, a to za sprawą coraz mniejszej spójności narodowej poszczególnych państw. Polityczna polaryzacja, malejące zaufanie społeczeństw do liderów politycznych i pogarszające się warunki życia mogą powodować, iż ludzie coraz mniej chętnie będą zgadzać się na wydawanie pieniędzy na wspólne bezpieczeństwo. I choć eksperci z Niemiec zaznaczają, że nieco inaczej jest w państwach wschodniej flanki NATO, to jednak postępująca erozja „spójności narodowej” powoduje, że Zachód może być mniej skłonny do tego, by w sytuacji krytycznej ruszyć z pomocą.

W opinii twórców raportu całkowitej erozji można jeszcze zapobiec. Proponują budowę i promowanie wspólnej europejskiej idei bezpieczeństwa, zadbanie o silne przywództwo, a także wypracowanie na Zachodzie „większej empatii dla krajów frontowych na wschodnich rubieżach Europy”. Jednym z narzędzi, by to osiągnąć, jest... powszechny pobór do wojska.

„Dobrowolsi” lepsi niż powszechny pobór?

„Przezbrojenie Europy nie może być osiągnięte wyłącznie za pomocą pieniędzy i produkcji przemysłowej. Pobór do wojska może wzmocnić solidarność społeczną i przygotować społeczeństwa na agresję zewnętrzną i wojnę hybrydową” – radzi Europie Niemiecka Rada Stosunków Zagranicznych.

I tu Polska znów różni się od państw Zachodu, gdzie perspektywa przywdziania munduru nie budzi wśród młodych ludzi entuzjazmu. Wprowadzona u nas kilka lat temu Dobrowolna Zasadnicza Służba Wojskowa, której celem jest szkolenie rezerw, cieszy się coraz większą popularnością. W 2026 r. przewidziano przeszkolenie 35 tys. „dobrowolsów”. Rozrasta się też reszta armii, a jak ujawnił w połowie grudnia szef MON, liczebność Wojska Polskiego na koniec 2025 r. przekroczyła 218 tys. Dlatego, chociaż i w Polsce dyskusja o jakiejś formie powrotu do poboru już trwa, to zarówno politycy, jak i część ekspertów niechętnie patrzą na ten projekt. W ocenie prof. Milczanowskiego na razie nie jesteśmy na to po prostu gotowi.

– Co pobór dziś by zmienił? Załóżmy, że powołamy do wojska na przykład milion ludzi, to co oni będą w tym wojsku robić? Nie będą mieli gdzie się podziać. To jest całkowita bzdura powtarzana jako hasło. Mamy dużo do zrobienia i to bez poboru. W Polsce jest wielu chętnych do wojska, ale ważne, aby nie zrażać ich do armii głupotami, jakie dzieją się w wojsku. Zróbmy realne ćwiczenia, aby ludzie zobaczyli, jak wojsko funkcjonuje – apeluje prof. Milczanowski.

Między innymi dlatego na razie pobór nam nie grozi. Rośnie nie tylko liczba naszych żołnierzy, lecz także wiele wskazuje na to, że w Polsce zwiększy się liczba wojsk USA. Deklarację złożył szef MON, zapowiadając, iż toczą się na ten temat rozmowy z przedstawicielami Waszyngtonu. Jak wyjawia generał Pacek, szansa na to jest bardzo duża.

– Możemy na to liczyć. Jedna z opcji przewiduje, że Polska pozostanie w zasięgu amerykańskiego zainteresowania i to z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na bardzo dobre relacje Waszyngtonu z Polską, a po drugie z uwagi na strategiczne położenie Polski. To jest także w interesie Amerykanów, żeby mieć swoje siły zbrojne w tak newralgicznym miejscu, podobnie jak w Japonii, Korei Południowej, gdzie stacjonują, odgrywając rolę państwa, które kreuje bezpieczeństwo, a nie tylko broni własnego państwa – ocenia wojskowy. ©Ⓟ


Nasz serwis wykorzystuje wyłącznie najnowsze technologie, aby zapewnić użytkownikowi najwyższą jakość usług. Prosimy o zaktualizowanie przeglądarki, aby poznać pełne możliwości naszego serwisu. Pobierz Microsoft Edge, aby korzystać z serwisu.